„Kotły na pellet to też odnawialne źródło energii”. Prezes IGU OZE ostro o programie Czyste Powietrze
Wierzę, że nowe zasady programu Czyste Powietrze skutecznie wyeliminują te problemy. Jako IGU OZE dążymy do jeszcze większej ochrony beneficjentów. Szczególnie zależy nam na tym, aby wszystkie urządzenia grzewcze dostępne w programie pochodziły z jeżeli nie polskiego, to tylko z europejskiego rynku. Skoro środki na ten cel pochodzą z polskich podatków, powinny pozostawać w Europie. Mamy już wstępną definicję europejskiego produktu i będziemy dążyć do jej jak najszybszego wdrożenia przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska - mówi w rozmowie z Bizblogiem Dr Adam Nocoń, prezes Izby Gospodarczej Urządzeń OZE.

Jak Pan ocenia zmiany przedstawione w nowej odsłonie programu Czyste Powietrze?
Dr Adam Nocoń: W tym momencie trudno wydać jednoznaczną opinię, ponieważ wciąż czekamy na oficjalny regulamin programu Czyste Powietrze. Na razie mamy jedynie zapowiedzi, ale dobrze, że wprowadzane są zmiany – należy mieć nadzieję, że będą one korzystne. Kluczowe jest, aby Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz NFOŚiGW zapewniły odpowiednie zabezpieczenia dla beneficjentów programu. Istotne jest, aby uniknąć sytuacji, w których osoby nieuczciwie wykorzystują system dla własnych korzyści finansowych, jak miało to miejsce w przeszłości. Warto jednak zaznaczyć, że wcześniejsze przypadki wyłudzeń działały w granicach obowiązującego prawa, co tylko pokazuje, jak bardzo potrzebne są te modyfikacje.
W nowej odsłonie zachowano 100-proc. dofinansowanie dla najuboższych. Ale barierą ochronną mają być operatorzy gminni. Zdadzą egzamin?
Na to pytanie będziemy mogli odpowiedzieć z pełnym przekonaniem dopiero za kilka miesięcy. Operatorzy gminni będą odgrywać kluczową rolę w realizacji programu, a ich odpowiedzialność będzie ogromna. Kluczowe będzie zapewnienie gminom odpowiednich środków na zatrudnienie dodatkowych pracowników. W dużych gminach, gdzie liczba wniosków o pełne dofinansowanie będzie znacząca, operatorzy będą musieli nadzorować cały proces – od początku do końca. Dlatego uważam, że konieczne jest ich stałe szkolenie, ponieważ będą oni pierwszym i ostatnim ogniwem programu Czyste Powietrze.
Jest to zdecydowanie krok w dobrą stronę. Pamiętajmy, że operator gminny to urzędnik publiczny, który powinien budzić zaufanie. Niemniej jednak, czynnik ludzki zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Może zdarzyć się, że do operatorów zgłoszą się przedstawiciele firm produkujących komponenty znajdujące się na zielonej liście ZUM, co może wpłynąć na przebieg procesu. Mimo to, w obecnej sytuacji jest to jedno z najlepszych możliwych rozwiązań.
Dodatkowo ma być obowiązkowy audyt energetyczny przed inwestycją i obligatoryjne świadectwo energetyczne po jej zakończeniu…
Najlepszym zabezpieczeniem będzie wizja lokalna przeprowadzana w ramach audytu energetycznego. Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z poprzednich lat, kiedy wiele audytów odbywało się online, bez faktycznej wizyty na miejscu. Nikt nie kontrolował, co zostało zamontowane ani czy budynek został prawidłowo ocieplony. Liczne niedociągnięcia sprawiały, że cały proces tracił na wiarygodności.
Wierzę, że nowe zasady programu Czyste Powietrze skutecznie wyeliminują te problemy. Jako IGU OZE dążymy do jeszcze większej ochrony beneficjentów. Szczególnie zależy nam na tym, aby wszystkie urządzenia grzewcze dostępne w programie pochodziły z jeżeli nie polskiego, to tylko z europejskiego rynku. Skoro środki na ten cel pochodzą z polskich podatków, powinny pozostawać w Europie. Mamy już wstępną definicję europejskiego produktu i będziemy dążyć do jej jak najszybszego wdrożenia przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Zwracamy również uwagę na nierówne traktowanie różnych technologii grzewczych w przestrzeni medialnej. Poprzednie kierownictwo resortu koncentrowało się głównie na pompach ciepła i kotłach gazowych, pomijając fakt, że kotły na pellet również są odnawialnym źródłem energii. Niestety, obecnie obserwujemy podobną sytuację – wciąż brakuje pozytywnej narracji dotyczącej kotłów na biopaliwa stałe, kotłów na pellet czy kotłów na zgazowanie drewna. To błąd, który należy skorygować.

A mimo to, jak wskazują na to ostatnie dane z października 2024 r., przed zawieszeniem programu Czyste Powietrze, już co drugi beneficjent wnioskował o kocioł na biomasę…
Tego typu gwałtowne wzrosty i spadki popularności poszczególnych technologii, widoczne na wykresach publikowanych przez operatora programu, nie są korzystnym zjawiskiem. Wcześniej obserwowaliśmy skok zainteresowania pompami ciepła do poziomu 64 proc., po czym ich udział nagle zmalał. Teraz sytuacja się odwróciła – kotły na biomasę stały się dominującym wyborem. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wyrównanie udziałów poszczególnych źródeł ciepła na poziomie około 30 proc. każde. Szczególnie warto zwrócić uwagę na większą promocję pomp gruntowych, które są jednym z najbardziej stabilnych źródeł ogrzewania.
Boi się Pan spadku kotłów na biomasę, jak to miało miejsce w przypadku pomp ciepła?
Trudno przewidzieć, co się wydarzy. Wciąż mówi się o dalszym zamrażaniu cen energii, ale dlaczego mielibyśmy faworyzować tylko jedno rozwiązanie techniczne w ogrzewaniu? Warto byłoby rozważyć ulgi związane z produkcją zielonej energii – niezależnie od używanego urządzenia. Jeśli ktoś wytwarza ekologiczną energię, mógłby otrzymywać zwrot części kosztów, np. w rozliczeniu rocznym czy w postaci ulgi podatkowej.
Takie rozwiązanie przedstawiliśmy zarówno poprzedniej władzy w 2023 r., jak i obecnej w 2024 r. W ten sposób państwo miałoby dokładny obraz produkcji energii w sektorze komunalno-bytowym. Gdyby obywatele widzieli stabilny zwrot z inwestycji, chętniej wymienialiby stare urządzenia grzewcze – cała modernizacja stałaby się mniej kosztowna. Mamy już Centralną Ewidencję Emisyjności Budynków, którą można by rozbudować i uwzględnić w niej dane dotyczące zużycia i produkcji energii.
Przykładowo: właściciel domu o powierzchni 150 m kwadr., korzystający z kotła na pellet czy zgazowanie drewna, spala 4 tony opału, produkując określoną ilość energii. System sumowałby te wartości i na tej podstawie obliczał zwrot. Jeśli płacimy 23 proc. podatku VAT, to można byłoby zwrócić np. 15 proc. – proste i sprawiedliwe rozwiązanie.
Ale i poprzednia i obecna władza jakoś się tymi rozwiązaniami nie zainteresowała. Dlaczego?
Trudno powiedzieć. Być może trafiły na nieodpowiedni moment lub niewłaściwy grunt. Podobnie było z naszą propozycją definicji produktu polskiego. Niestety dostawaliśmy odmowy, że jest to niemożliwe, natomiast po zmianie narracji na produkt europejski, pomysł ten się spodobał w MKiŚ – walczyliśmy o nią, aby wspierać polską gospodarkę. Dobrym przykładem są firmy zrzeszone w Izbie, które specjalizują się w produkcji pomp ciepła, które zainwestowały ogromne środki, aby dostosować się do transformacji energetycznej.
Tymczasem zmiany w programie Czyste Powietrze sprawiły, że polski rynek zalały urządzenia z Azji. To wyhamowało rozwój krajowych producentów. Jeśli można było kupić azjatycki produkt za 1200–1500 dolarów, a dzięki dotacji uzyskać nawet 30 tys. zł, to oczywiste, że wielu wybierało tę opcję. W końcu lepiej zarobić 20 tys. zł niż 5 tys. zł – taka kalkulacja stała się dominująca.
I tutaj dochodzimy do zielonej listy ZUM, wokół której narosło sporo wzajemnych neoporozumień między poszczególnymi stowarzyszeniami i organizacjami. O co jest ta kłótnia?
Aby to dobrze zrozumieć, trzeba cofnąć się do początków. IGU OZE powstała w reakcji na kryzys w polskim przemyśle. Krajowi producenci zaczęli mieć poważne problemy, a sytuację dodatkowo pogorszyła pandemia. Już w 2020 roku zauważyliśmy, że branża kotlarska zaczyna się organizować, dlatego najpierw powołaliśmy stowarzyszenie. Jednak nowa, niewielka organizacja nie miała wystarczającego wpływu na decyzje rynkowe.
Z czasem dostaliśmy sugestię, by stworzyć izbę gospodarczą – to wymagało zgromadzenia minimum 100 podmiotów z branży, co nie było łatwe, bo wcześniej firmy te konkurowały ze sobą. Mimo trudności udało się. W 2022 roku uzyskaliśmy wpis do KRS, a nadzór nad IGU OZE objęło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Naszymi członkami są wyłącznie polskie firmy, ale ostatnio zainteresowanie współpracą zaczęły wykazywać przedsiębiorstwa zagraniczne – głównie z Niemiec i Austrii. Dla nich stworzyliśmy status członka nadzwyczajnego.
Łącznie reprezentujemy grupę liczącą około 20 tys. pracowników. Naszym celem od początku była ochrona polskiego rynku i dlatego dołączyliśmy do rozmów o programie Czyste Powietrze. Wspólnie z innymi organizacjami dążymy do tego, aby na rynku były dostępne wyłącznie najlepsze urządzenia, aby beneficjenci byli zadowoleni i aby program działał bez błędów.
Więcej o programie Czyste Powietrze przeczytasz na Spider’s Web:
Jednak pojawiły się różnice, właśnie dotyczące listy ZUM…
Jako polska organizacja stawiamy na pełną transparentność i równe zasady dla wszystkich – niezależnie od tego, czy producent pochodzi z Polski, czy z innego kraju. Po długich i trudnych negocjacjach udało nam się wypracować zasadę, że każda pompa ciepła wpisana na listę zielonych urządzeń ZUM powinna posiadać raport z badań. Tymczasem w lutym i marcu 2024 roku okazało się, że tylko jedna na pięć pomp faktycznie musi posiadać taki raport.
Dla porównania – w przypadku kotłów na pellet i kotłów na zgazowanie drewna każdy model musi mieć pełną dokumentację z akredytowanego laboratorium. Tymczasem w przypadku pomp ciepła wystarczała jedynie deklaracja producenta, bez żadnej realnej weryfikacji. W ostatnich dwóch latach kilkukrotnie składaliśmy zawiadomienia do UOKiK i domagaliśmy się kontroli pomp ciepła – jednak nie przeprowadzono ani jednej. W tym samym czasie kotły na pellet były już dwukrotnie badane laboratoryjnie, aby sprawdzić, czy ich parametry zgadzają się z deklaracjami producentów.
Warto też przypomnieć, że podczas kontroli UOKiK i skarbówki w roku 2024 wykazano, iż ponad 90 proc. pomp ciepła nie spełniało wymogów i zatrzymano je na granicy. To pokazuje, że problem jest poważny. Nie zgadzamy się również z sytuacją, w której pewne znaki jakości nadawane są bez rzeczywistej kontroli. Jeśli polscy producenci pomp ciepła, kotłów na pellet i kotłów na zgazowanie drewna są w stanie spełnić wszystkie normy, to dlaczego inni mają taryfę ulgową? Cały spór sprowadza się więc do jednego – do braku równości w wymaganiach. Naszym zdaniem, jeśli w grę wchodzą znaki jakości, to ich nadawanie musi być w pełni nadzorowane. Skoro my potrafimy spełnić rygorystyczne normy, to dlaczego zagraniczne korporacje nie chcą tego zrobić? Czego się obawiają?
To może należy poprawić regulamin listy ZUM i wpuszczać tam tylko polskie czy europejskie produkty?
Od dawna postulujemy o jak najszybsze wdrożenie definicji produktu europejskiego. Podczas ostatniego spotkania w Ministerstwie Klimatu usłyszeliśmy, że prace nad tym ruszą jeszcze w tym roku, a sama definicja miałaby zostać wprowadzona dopiero w 2026 r. Pojawia się jednak kluczowe pytanie – dlaczego tak długo? Ci co rzeczywiście produkują w Polsce, czy Europie nie potrzebują tak długiego okresu przejściowego. To przecież Ministerstwo Klimatu i Środowiska przyznaje środki w ramach rządowego programu, więc logiczne byłoby, aby firmy chcące z niego korzystać dostosowały się do określonych wymogów. Jeśli pieniądze pochodzą z polskiego i europejskiego budżetu, powinny wspierać nasz rynek, a nie napędzać sprzedaż tanich, niesprawdzonych urządzeń z innych kontynentów.