REKLAMA

Szajs z Chin wkurzył Polaków. Shein i Temu na dywaniku polskiego rządu

Jednorazowe ubrania i tanie gadżety z Chin wprost zalewają europejski rynek. Kontrowersji wokół Temu i Shein, które nakłaniają klientów do kupowania na potęgę, nie brakuje, a w dodatku teraz zastrzeżenia do chińskiego e-handlu zgłasza też polski rząd. Chińscy giganci będą gęsto się tłumaczyć.

Szajs z Chin wkurzył Polaków. Shein i Temu na dywaniku polskiego rządu
REKLAMA

Chińskie platformy Temu oraz Shein zjednują sobie coraz więcej klientów na całym świecie. Zakupy ochoczo robią też Polacy. Z danych Gemius Mediapanel wynika, że w styczniu 2024 r. aplikacja oraz portal Temu odnotowały nad Wisłą 14,9 mln realnych użytkowników, a Shein ponad 6 mln. Za popularnością podążają też wyniki finansowe. W minionym roku Shein potroił swoje zyski (te sięgnęły 2 mld dol.) i przegonił H&M (ok. 820 mln dol. zysku netto).

Kłopot w tym, że wokół chińskich gigantów, którzy sprzedają produkty niskiej jakości, ale po bardzo niskich cenach, narasta coraz więcej kontrowersji. Chodzi o niewłaściwą prezentację cen, wprowadzanie klientów w błąd, ale i fatalne skutki dla środowiska. Według Forbesa chińskie witryny e-commerce każdego dnia wysyłają na cały świat towar, który wypełniłby aż… 88 frachtowców Boeing 777.

REKLAMA

Podejrzenie naruszenia krajowych i unijnych przepisów

Głosy niezadowolenia dotarły też do polskiego rządu, który postanowił wreszcie zbadać sprawę.

Niestety, jak wynika z analiz MRiT, sygnałów płynących do resortu (Polskie Towarzystwo Gospodarcze), zgłoszeń oraz skarg konsumentów i przedsiębiorców do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, praktyki stosowane przez obie platformy mogą stanowić wielopoziomowe naruszenie krajowych i unijnych przepisów w zakresie m.in. ochrony konsumentów – poinformowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Resort zarzuca Shein, że nie informuje klientów o cenie w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki (a wymuszają to tzw. przepisy Dyrektywy Omnibus) i stosuje wprowadzające w błąd oceny rzekomych użytkowników. Chiński gigant, za którym stoi odzieżowy potentat Chris Xu, jest podejrzewany o greenwashing, bo nie stosuje rzetelnych informacji na poparcie twierdzeń odnoszących się do aspektów ekologicznych. Niejasne są też zasady dotyczące wykorzystania kuponów, a także brakuje informacji o sprzedających.

Więcej o chińskich firmach przeczytasz w artykułach:

Jeszcze więcej nieprawidłowości Ministerstwo Rozwoju i Technologii wytyka Temu. Platforma oferuje mocno przecenione produkty, kreuje popyt na zbędne gadżety. Temu opiera się na tzw. grywalizacji - konsumenci są zapraszani do gry (kręcące się koła fortuny), aby odblokować dodatkowe kupony i rabaty.
Resort zarzuca, że platforma wywiera na klientach presję, stosując liczniki odmierzające czas np. darmowej dostawy i hasła typu: „Popularne! Prawie wyprzedane”.

Na próżno szukać też jednoznacznej ceny towarów, klienci nie są jasno informowani o minimalnej wartości zamówienia – następuje to dopiero na końcowym etapie ścieżki zakupowej. Naruszania stwierdzono także w zakresie praktyk marketingowych, gdy klient nie wyraził zgody na otrzymywanie informacji handlowych z serwisu, platforma wielokrotnie zachęca go do wyrażenia takiej zgody za pomocą atakujących ekran okienek.

Podatkiem w tandetę. Czy rząd odważy się ukrócić działalność chińskich gigantów?

REKLAMA

Co dalej? Obie platformy muszą teraz gęsto się tłumaczyć. Resort zwrócił się do Temu i Shein o wyjaśnienia. Na tym się jednak prawdopodobnie nie skończy. W maju podczas konferencji prasowej Andrzej Domański, minister finansów zapowiedział, że resort „przygotuje plan działania dotyczący ograniczenia potencjalnej nieuczciwej konkurencji ze strony zagranicznych platform handlu w internecie”. Ale nie zdradził szczegółów.

Na razie największą odwagą w walce z chłamem i jednorazowymi ubraniami wykazała się Francja. W marcu francuski parlament przyjął projekt ustawy, uderzającej w producentów taniej odzieży opłatą ekologiczną. Na początek od 5 euro za każdą sztukę, docelowo stawka wzrośnie do 10 euro. Nie mogą jednak przekroczyć połowy ceny produktu. Zakazana będzie też reklama taniej odzieży. Jeżeli projekt zmian zatwierdzi Senat, Francja będzie prekursorem w zakresie regulacji dotyczących „fast fashion”. Czas na kolejne kraje.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA