Mówią, że bogacimy się niebywałym tempie. To dlaczego Polacy z gotówką w kieszeni znikają?
Od co najmniej 20 lat nie rósł nam tak dochód rozporządzalny jak teraz. Tylko jak zajrzeć pod podszewkę, okazuje się, że zyskują w szybkim tempie głównie ci najbiedniejsi zarabiający pensję minimalną. A klasa średnia? Ta, którą przynajmniej w teorii stać na zakup własnego mieszkania? Tej z kolei brakuje gotówki jak dawno nie brakowało.

Z tym bogaceniem się to nie bujda, nawet biorąc pod uwagę wysoką inflację w ostatnich latach. Dobrym miernikiem jest tu dochód rozporządzalny, który w 2024 r. wyniósł 3167,17 zł na osobę, co oznacza wzrost o 14,4 proc. I to realnie, czyli już po uwzględnieniu inflacji. Tak dobrego wyniku w Polsce nie widzieliśmy od dwóch dekad. Ale prawdą jest też, że to efekt przesunięcia. Chodzi o to, że tak duży wzrost dochodu rozporządzalnego to efekt inflacji, bo na jej podstawie mieliśmy sporą waloryzację świadczeń z ZUS czy wzrost średnich wynagrodzeń. Ale te rosły w konsekwencji wysokiej inflacji z bliższej i dalszej przeszłości.
Polacy bogacą się. To jest fakt
Kiedy inflacja była naprawdę wysoka, dochód rozporządzalny zmalał (w 2022 r.), potem inflacja spadła, ale maszyna mieliła i na przykład ZUS waloryzował świadczenia na podstawie danych o tej wysokiej inflacji z przeszłości. Pracownicy też dostawali podwyżki z opóźnieniem. Tak czy inaczej, bogacimy się. Należy wrócić uwagę, że dane GUS nie pokazują jednak, żebyśmy więcej konsumowali, za to wiadomo, że więcej odkładamy w bankach. Ale zaczynam myśleć, że to klasa niższa gromadzi te oszczędności, które nie są w sumie wielkie, ale spora grupa ludzi jakieś w końcu ma, więc grosik do grosika zbierają nam się grube miliardy.
Z kolei mam wrażenie, że klasa średnia wcale się tak szybko nie bogaci. Skąd ten wniosek? Bo to klasa średnia kupuje głównie mieszkania. I wygląda na to, że na zakup tych mieszkań nie ma gotówki, a mówiąc ściślej, ma jej znacznie mniej niż jeszcze kilka lat temu.
NBP w cokwartalnym raporcie „Informacja o cenach mieszkań i sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych w Polsce w IV kwartale 2024 r.” poinformował, że zakupy mieszkań w siedmiu największych miastach w Polsce w ok. 57 proc. sfinansowane były ze środków własnych. W pierwszej chwili może się wydawać, że to bardzo dużo i że Polacy siedzą na pieniądzach. Ale to nieprawda, to bardzo mało.
Tak kupowaliśmy mieszkania za gotówkę przed 2020 r.
Sięgnęłam do poprzednich raportów NBP, ale nie takich sprzed roku czy dwóch, kiedy mieliśmy już bardzo wysokie stopy procentowe, ale do lat 2015-2019, kiedy świat był inny - przed pandemią, przed wojną, przed skokiem stóp procentowych. I okazuje się, że w tamtym okresie zakupy mieszkań ze środków własnych stanowiły 59-75 proc. w zależności od okresu. W ostatnim roku przed pandemią stanowiły wręcz 63-75 proc., przy czym w ostatnim kwartale 2019 r. właśnie 75 proc.
To ogromna różnica wobec 57 proc. z IV kwartału 2024 r., a przecież obecnie mamy bardzo wysokie stopy procentowe, więc to z pewnością nie jest tak, że bardziej opłaca się zaciągnąć kredyt niż angażować własne środki.
Jasne, ktoś może wysnuć wniosek, że to ostateczny dowód na to, że mieszkania są za drogie, dlatego ludzie ich nie kupują, bo ich nie stać. Tylko że niedawno udowadniałam, że właściwie biorąc pod uwagę relację wynagrodzeń do cen mieszkań wcale nie mamy dziś gorzej niż dekadę temu.
Więcej wiadomości na temat nieruchomości można przeczytać poniżej:
Ale to statystyka, która potrafi kłamać. Fakty są takie, że ze środków własnych mieszkania kupujemy rzadziej niż wcześniej przez długie lata, a kredyty hipoteczne niby strasznie drogie, ale to one jako tako ciągną sprzedaż.