Polska leży na gorących złożach. Prąd tańszy niż z atomu
Geotermia ma nowe oblicze - odwierty są znacznie tańsze, bo już nie muszą być aż tak głębokie. Amerykańscy naukowcy przekonują, że to może być game changer na globalnym rynku energetycznym.

Boom na sztuczną inteligencję kosztuje sporo energii. Nic więc dziwnego, że najwięksi technologiczni potentaci chcą być niezależni energetycznie i planują budowy własnych elektrowni jądrowych z myślą o zasilaniu własnych centrów danych. Ale być może to nie do końca dobry wybór. Najnowsze ustalenia naukowców z Uniwersytetu Stanforda sugerują inne rozwiązanie. Chodzi o geotermię.
Ulepszona technologia geotermalna to obiecująca, czysta i odnawialna technologia, która współpracuje z energią wiatrową, słoneczną, wodną i akumulatorami, aby pomóc w zasilaniu świata do wszystkich celów, zapewniając tym samym bezpieczeństwo energetyczne, jednocześnie eliminując zanieczyszczenie powietrza związane z energią i globalne ocieplenie przy niskich kosztach - przekonuje Mark Jacobson, główny autor badania.
Geotermia mniej zawodna od OZE i tańsza od atomu
Tradycyjnie geotermia jest opłacalna wtedy, jak nie jest konieczne zbyt głębokie wiercenie w ziemi. Zasady gry zmienia nowa technologia geotermalna, która korzysta z płytszych odwiertów i z podgrzewanego wśród rozłupanych skał płynu, który potem jest wypuszczany na powierzchnię w celu wytworzenia energii elektrycznej. To z jednej strony mniejsze użytkowanie gruntów, a z drugiej niższe rachunki za prąd. Naukowcy wyliczyli, że należy spodziewać się oszczędności na poziomie co najmniej 60 proc. w porównaniu z kosztami paliw kopalnych.
W odróżnieniu od cały czas pogodo-zależnych OZE taka geotermia może działać nieprzerwalnie przez cały rok. Jest to też przy okazji technologia znacznie tańsza i szybsza w budowie niż energetyka jądrowa. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda podkreślają jednak, że nowa technologia geotermalna nie jest jeszcze odpowiednio skalowana. W 2035 r. koszty mają o tyle spaść, że stanie się wtedy finansowo opłacalna.
Poprawa prędkości wierceń pozwala na szybką realizację projektów w nowej technologii geotermalnej w przeciwieństwie do projektów jądrowych, które wymagają od planowania do uruchomienia na całym świecie od 12 do 23 lat. Ponadto, w przeciwieństwie do projektów jądrowych, nowa geotermia nie stwarza ryzyka rozprzestrzeniania broni, stopienia rdzenia reaktora, wycieków z magazynów odpadów radioaktywnych ani ryzyka raka płuc w podziemnym górnictwie uranu - przekonuje Mark Jacobson.
Polska wykorzysta swój potencjał?
Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) już w raporcie z grudnia 2024 r. przyznała, że geotermia - o ile podąży ścieżką sukcesu fotowoltaiki, czy energii wiatrowej - może stać się kamieniem węgielnym nowych systemów elektroenergetycznych i cieplnych jako dyspozycyjne i czyste źródło energii.
Przy odpowiednim wsparciu koszty energii geotermalnej nowej generacji mogłyby spaść o 80 proc. do 2035 r. W tym momencie nowe projekty mogłyby dostarczać energię elektryczną za około 50 dol. za megawatogodzinę, co uczyniłoby energię geotermalną jednym z najtańszych, dyspozycyjnych źródeł niskoemisyjnej energii elektrycznej, porównywalnym lub niższym niż energia wodna, jądrowa i bioenergia - czytamy w opracowaniu IEA.
Więcej o geotermii przeczytasz w Bizblog:
A jaki jest potencjał naszego kraju jeżeli chodzi o geotermię? Mamy cztery perspektywiczne obszary: Niż Polski, Niecka Podhalańska, Karpaty Zewnętrzne oraz Sudety i blok przed sudecki. Aż siedem z dziesięciu największych polskich miast - Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań, Szczecin, Bydgoszcz leżą w zasięgu źródeł geotermalnych. Nic więc dziwnego, że szacuje się, że możliwe byłoby postawienie w naszym kraju nawet 200 instalacji geotermalnych do 100 MW.







































