Grenlandia to surowcowa wydmuszka. Jej zasoby są 22 razy mniejsze
Chociaż miało dojść do porozumienia w sprawie obecności wojsk USA na Grenlandii, to trwałość tych ustaleń jest ryzykowna. Do tego okazuje się, że cała ta gra być może nie jest warta świeczki.

Amerykański prezydent Donald Trump rozgrzał międzynarodową społeczność do czerwoności, jak zaczął mówi o Grenlandii, która podobno jest jednym z fundamentów bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Przy okazji Sojusz Północnoatlantycki NATO znalazł się w największym kryzysie w historii, bo Waszyngton miał rozpatrywać użycie w tej sprawie siły.
Eksperci wskazywali, że w Moskwie i Pekinie muszą mrozić szampany na wieść o możliwym konflikcie wewnątrz NATO. Koniec końców skończyło się tylko na słownych groźbach, ale Trump raczej sobie Grenlandii nie odpuści. Bo to pole walki z Chinami i Rosją. Ale też podobno potencjał surowcowy, z którego grzechem byłoby nie skorzystać.
Grenlandia jest atrakcyjna ze względu na swoje zasoby mineralne i inne naturalne dobrodziejstwa. Jej strategiczne położenie ma implikacje dla bezpieczeństwa militarnego i narodowego, a także dla powstających szlaków handlowych, które stały się możliwe dzięki cofającej się arktycznej pokrywie lodowej - twierdzi Douglas Holtz-Eakin, prezes American Action Forum.
Grenlandia: z tymi surowcami jeszcze różnie może być
Strategiczne położenie Grenlandii nie podlega żadnej dyskusji. Ale wskazywanie tej duńskiej cały czas wyspy jako potencjalny raj surowcowy już takie pewne nie jest. I sami Amerykanie zdają sobie z tego doskonale sprawę.
Wykorzystanie cen rynkowych i szacunków całkowitej wartości minerałów daje imponującą liczbę: 4,4 bln dol. Skupienie się na podzbiorze, który można opłacalnie wydobyć, obniża szacunkową wartość do około 200 mld dol. - przekonuje Douglas Holtz-Eakin.
Skąd te ogromne rozbieżności? Większość surowców Grenlandii nie musi być ani ekonomicznie opłacalne, ani technicznie możliwe do wydobycia. Polski Instytut Ekonomiczny zwraca uwagę, że ok. 80 proc. wysypy pokrywa lądolód, z temperaturami zimą sięgającymi -60 st. C, co znacząco skraca sezon operacyjny i paraliżuje transport oraz pracę sprzętu.
Bariery logistyczne pogłębia szczątkowa infrastruktura – mniej niż 100 mil dróg oraz porty o niskiej przepustowości (największy w Nuuk to ok. 2 mln ton). Koszty pracy, transportu i energii są wysokie, a lokalna siła robocza ograniczona (29 tys. osób aktywnych zawodowo) - czytamy w Tygodniku Gospodarczym PIE.
Sektor górniczy w stanie embrionalnym
I to nie jest też tak, że za pomocą czarodziejskiej różdżki grenlandzkie surowce same wychodzą na powierzchnię, ku uciesze amerykańskich inwestorów. Różnicę robi infrastruktura, z którą na Grenlandii nie jest najlepiej.
Mimo wydania 147 licencji eksploracyjnych, sektor górniczy w Grenlandii jest w stanie embrionalnym. Od II wojny światowej na wyspie funkcjonowało zaledwie 9 kopalń, z czego obecnie czynne są tylko dwie: Lumina (anortozyt) oraz Nalunaq (złoto) - wskazuje PIE.
Więcej o Grenlandii przeczytasz w Bizblog:
Do 2029 r. mają być uruchomione trzy nowe projekty: Tanbreez (ciężkie metale ziem rzadkich, 2027 r.), Amitsoq (grafit, 2028 r.) i Malmbjerg (molibden, 2029 r.). A co z Chinami i ich wizją Polarnego Jedwabnego Szlaku? Pekin już wcześniej chciał uczestniczyć na przykład w przetargach na budowę lotnisk w Nuuk i Ilulissat, ale Dania te zapędy ukróciła. Czy Kopenhaga, wspierana przez UE, też sobie w ten sposób poradzi z Waszyngtonem? Czas pokaże.







































