200 miejsc pracy zagrożonych. Kolejna spółka na krawędzi
Finansowa gangrena demoluje polskie górnictwie, o czym świadczy nie tylko podbramkowa sytuacja w JSW. Inni też zaciskają pasa i cierpią. Przykładem jest Gliwicki Zakład Usług Górniczych, gdzie załoga zwróciła się o pomoc do prezydenta RP, premiera, ministra aktywów państwowych i do wojewody śląskiego.

Po trzech kwartałach 2025 r. polskie górnictwo węgla kamiennego miało stratę na poziomie 6 mld 175 mln zł, co było wynikiem zdecydowanie lepszym od tego za okres os stycznia do września 2024 r. (-9,202 mld zł), ale ciągle dalekim od oczekiwań. Jaka jest tego przyczyna? Taka koniunktura na rynkach globalnych, ceny surowców, malejące wydobycie węgla, rosnące koszty pracy, a także drożejące uprawnienia do emisji CO2. To wszystko przekłada się na kłopoty, z jakimi od tygodni boryka się JSW, która dwoi się i troi, żeby nie utracić płynności finansowej. Ale inni też mają pod górkę. Na przykład załoga Gliwickiego Zakładu Usług Górniczych już zwróciła się o pomoc do kogo mogła.
Nastroje wśród załogi są bardzo napięte. Ludzie boją się o przyszłość swoich miejsc pracy, a wielu z nich to doświadczeni specjaliści, których odejście byłoby ogromną stratą dla całego sektora - przekonują związkowcy w social mediach.
Wszystkie przez kiepską kondycję polskiego górnictwa
Pracownicy Gliwickiego Zakładu Usług Górniczych napisali do najważniejszych polityków w kraju, a także do swojego właściciela, czyli Grupy Holding KW. Zwracają uwagę na fatalną sytuację swojej spółki i realne zagrożenie utraty płynności finansowej oraz coraz bardziej realne zwolnienia grupowe. A to oznaczałoby utratę ok. 200 miejsc pracy. Do listy kłopotów dopisują brak możliwości konkurowania w przetargach z firmami stosującymi dumping cenowy, kończące się kontrakty na kopalniach Sobieski i Borynia oraz zaległości płatnicze PG Silesia w wysokości ok. 4 mln zł.
W związku z narastającym kryzysem związki NSZZ „Solidarność” oraz WZZ „Sierpień 80” powołały Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno–Strajkowy - czytamy w komunikacie przesłanym do Trybuny Górniczej.
Więcej o górnictwie przeczytasz w Bizblog:
Związkowcy chcą interwencji państwa, która mogłaby zabezpieczyć miejsca pracy. Szef Gliwickiego Zakładu Usług Górniczych Kazimierz Naras nie ukrywa, że tak zła sytuacja spółki jest bezpośrednio związana z obecną kondycją polskiego górnictwa.
Stopniowe wygaszanie wydobycia, kolejnych pokładów i całych zakładów górniczych powoduje, że front robót się kurczy. Dodatkowo, firma posiada wierzytelności na kwotę 4,5 miliona złotych, które mają ogromne przełożenie na płynność finansową spółki i możliwość regulowania wszystkich swoich zobowiązań - tłumaczy w rozmowie z nettg.pl.
W dół przede wszystkim ciągną koszty pracy
Górnictwo w Polsce musi się zmienić. Można narzekać na globalne, cenowe trendy, czy na brukselską politykę klimatyczną, która niebawem przyspieszy (rozporządzenie metanowe, dyrektywa budynkowa, system ETS2). Ale we własnym ogródku trzeba jak najszybciej zająć się szybującymi kosztami pracy. Jeszcze pięć lat temu, w 2021 r., koszt produkcji węgla kamiennego w Południowym Koncernie Węglowym wynosił 614 zł za tonę ekwiwalentu węglowego, w JSW - 583 zł, a w PGG - 470 zł. Ale dzisiaj te stawki są znacznie większe: po 1043 zł dla PKW i JSW oraz 965 zł w PGG. Jednocześnie w takim tempie jak rosną koszty pracy w górnictwie wcale nie maleje poziom zatrudnienia. 1 stycznia 2021 r. w górnictwie węgla kamiennego było 80167 miejsc pracy, a w listopadzie 2024 r. (ostatnie dostępne dane) - to było 71543 etaty.







































