PiS-owi polityka prorodzinna wyszła dokładnie w połowie: pomógł rodzinom wielodzietnym, owszem, ale tylko tym bogatym, bo biedne na polityce rządu straciły. Może to ma nawet sens: niech rozmnażają się tylko bogaci, to będziemy szczęśliwszym krajem.
Dlaczego analiza obejmuje okres styczeń 2020 – lipiec 2023? Bo to z grubsza od stycznia 2020 r. inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli, a w ciągu trzech i pół roku ceny wzrosły łącznie o 35,6 proc.
Na te 31 mld zł składa się brak waloryzacji świadczenia 500 plus, w połączeniu z inflacją oraz zmiany wprowadzone Polskim Ładem.
Ale w gruncie rzeczy nie to jest najciekawsze. PiS ten błąd już naprawił, waloryzując 500+ do 800+ od 2024 r. Prawdziwy problem polega na tym, że wszystkie inne świadczenia rodzinne, które są ważne nie dla wszystkich, ale szczególnie na tych najuboższych, są nadal zamrożone.
Więcej na temat 500+ przeczytasz tu:
Rząd oszczędza na najuboższych
Przykład? Dodatek do zasiłku rodzinnego z tytułu urodzenia dziecka w 2019 r. wynosił 1 tys. zł, teraz wynosi tyle samo, a gdyby był waloryzowany, powinien wynosić 1356 zł.
Albo z tytułu wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej: w 2019 r. wynosił 95 zł, teraz też, a powinien zostać zwaloryzowany do 129 zł.
Wymieniać można długo, dokładną tabelę pokazuje w swoim raporcie CenEA:
A jeszcze gorzej, że progi dochodowe uprawniające do świadczeń też nie są waloryzowane. Efekt? W 2015 r. zasiłek rodzinny pobierało ponad 1 mln rodzin, w 2023 r. już tylko 679 tys.
Dlaczego PiS tego nie waloryzuje świadczeń ważnych dla najbardziej potrzebujących, choć oficjalnie tak o nich dba?
Polityka mrożenia dwóch najważniejszych elementów systemu finansowego wsparcia rodzin, która wyróżnia drugą kadencję rządów Zjednoczonej Prawicy, istotnie ograniczyła dochody rodzin z dziećmi i tym samym przyniosła bardzo wyraźne oszczędności dla sektora finansów publicznych
– wyjaśnia think tank CenEA.
Gdyby te świadczenia waloryzowano, kosztowałoby to budżet od stycznia 2020 do lipca 2023 właśnie 31,4 mld zł. Dla porównania, waloryzacja 500+ do 800+ będzie kosztowała 24 mld zł rocznie.
Rozdaje za to bogatym
A więc rodziny de facto zostały przez rząd porzucone, szczególnie te najuboższe. A jak nałożyć na to zmiany, jakie wprowadził Polski Ład i nowe świadczenia wprowadzone przez PiS jak Rodzinny Kapitał Opiekuńczy, wnioski robią się jeszcze smutniejsze.
CenEA sprawdziła, jak przez ostatnie cztery lata rządu PiS zmieniła się sytuacja kilku modeli rodzin:
- samodzielny rodzic z 1 dzieckiem w wieku 4 lata,
- małżeństwo z 1 dzieckiem w wieku 4 lata,
- małżeństwo z 2 dzieci w wieku 4 i 8 lat,
- małżeństwo z 3 dzieci w wieku 1, 4 i 8 lat,
- małżeństwo z 4 dzieci w wieku 1, 4, 8 i 10 lat.
Rodziny te mogą zarabiać różnie, przyjęto więc kilka wariantów zarobków:
Jakie wnioski płyną z tych wyliczeń? Największe korzyści w ciągu ostatnich czterech lat osiągnęły rodziny z 1-3 dzieci i przeciętnymi zarobkami, wcale nie te najuboższe. Ale to wcale nie największy absurd. Bo naprawdę dziwnie robi się z przypadku rodzin wielodzietnych, czyli z czwórką lub większą liczba dzieci.
Czytaj także: Pomoc społeczna – dla kogo i kiedy, w jakiej wysokości
W sześcioosobowej rodzinie, w której jeden rodzic ma dochód w wysokości 1800 zł, a drugi wcale, dochód do dyspozycji za rządów PiS spadł o 459 zł. W przypadku, gdy jeden rodzic ma dochód 1800 zł, a drugi 3600 zł, dochód do dyspozycji spadł aż o 977 zł.
A z drugiej strony w najbogatszej grupie modelowej, w której jest czworo dzieci, ale jeden rodzic zarabia 20 tys. zł, a drugi 7 tys. zł, dochód do dyspozycji wzrósł najbardziej, bo o 1109 zł.
Politycy najwyraźniej chcą, by dzietność rosła, ale tylko w bogatych rodzinach, w biednych lepiej się więcej nie rozmnażać.