REKLAMA

Wiatraki przy domu będą hitem? Rząd sypnie kasą

Do tej pory takie rządowe programy, jak „Czyste Powietrze”, czy „Mój Prąd” oceniane były przez analityków tylko pozytywnie. Może narzekano na tempo zmiany, ale nikt nie podważał ich sensu. Teraz jest ciut inaczej, a eksperci nie zostawiają suchej nitki na programie „Moja elektrownia wiatrowa”. Rząd się tym jednak nie przejmuje i zapowiada nabór wniosków do końca września.

wiatraki-przy-domu-do-30-tys.-zł-od-rzadu
REKLAMA

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w odpowiedzi na pytania PAP przyznał, że nie ma mowy o rezygnacji z programu „Moja elektrownia wiatrowa”. Cały czas trwają nad nim prace i nabór wniosków powinien wystartować w drugim-trzecim kwartale, czyli najpóźniej za cztery miesiące pod koniec września. NFOŚiGW utrzymuje, że energia z turbin to najkorzystniejsza forma produkcji energii elektrycznej: nie ma odpadów, nie ma problemów z utylizacją. Dlatego Fundusz stawia na wiatraki

REKLAMA

Umowy z beneficjentami mają być podpisywane do końca 2028 r. - informuje NFOŚiGW.

Wiatraki przy domu: dotacja do 30 tys. zł

Przy okazji Fundusz nieco bardziej uchylił rąbka tajemnicy. Wiadomo, że program „Mija elektrownia wiatrowa” będzie realizowany przez pięć lat do 2029 r. Całkowity budżet ma wynieść 400 mln zł. Maksymalna dotacja to z kolei do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, ale nie więcej niż 30 tys. zł na jedną mikroinstalację wiatrową o zainstalowanej mocy elektrycznej nie mniejszej niż 1 kW oraz nie większej niż 20 kW. Z kolei do 17 tys. zł będzie można uzyskać na jeden magazyn energii, o pojemności minimalnej 2 kWh. Taką formą wsparcia mają być objęci właściciele bądź współwłaściciele budynku mieszkalnego/lokalu mieszkalnego w budynku mieszkalnym, wytwarzających energię elektryczną na własne potrzeby.

Będą one mogły otrzymać dofinansowanie do zakupu i montażu przydomowej siłowni wiatrowej lub do zakupu i montażu przydomowej siłowni wiatrowej wraz z magazynem energii elektrycznej - wyjaśnia NFOŚiGW.

Eksperci: rząd właśnie strzela sobie w kolano

Ale tym razem rząd nie może liczyć na oklaski, jak to było przy okazji „Czystego Powietrza”, czy „Mojego Prądu”. Wręcz odwrotnie, analitycy nie zostawiają na tym programie suchej nitki. I przekonują, że małe wiatraki to droga donikąd. 

W 2016 r. nastąpiło całkowite odejście od wiatraków przydomowych ze względu na zbyt wysokie koszty i problem ze skalowalnością cenową tego rozwiązania - komentuje Paweł Lachman, prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła, na platformie X i przypomina niedawną analizę Fundacji Instrat w tej sprawie.

Przypomnijmy: Fundacja Instrat zwraca uwagę na wysokie nakłady inwestycyjne w przeliczeniu na 1 kW. I przywołuje wyliczenia Duńskiej Agencji Energii, która twierdzi, że mogą one osiągnąć poziom nawet ok. 24 tys. zł za kW dla turbiny 10 kW.

Więcej o wiatrakach przeczytasz na Spider’s Web:

Nawet uwzględniając uruchamiane dotacje, inwestycja w przydomową turbinę wiatrową może się nie zwrócić w okresie jej żywotności - twierdzi Fundacja Instrat.

Inna sprawa, że z tych przydomowych, małych wiatraków ma być prądu, jak kot napłakał. Małe turbiny mają osiągać pełną moc przy prędkościach 7–10 m/s. A taka w dłuższych okresach występuje tylko na obszarach ze szczególnie korzystnymi warunkami wiatrowymi – terenach nadmorskich i górskich. Dlatego Fundacja Instrat zaleca zmniejszenie budżetu „Mojej elektrowni wiatrowej” do 50 mln zł, a zaoszczędzoną w ten sposób kwotę przekazać na wzmocnienie już funkcjonujących programów, np. „Czyste Powietrze”.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA