Po co myśleć? Lepiej otwierać klasy górnicze. Nieważne, że w OZE czeka 250 tys. miejsc pracy
Zastanawialiście się kiedyś, jaka panowała atmosfera na Titanicu kilka minut przed katastrofą? Na statku była pewnie romantyczna sielanka i raczej nikt nie spodziewał się tragicznego finału. Bardzo podobnie jest z polskim górnictwem. Z tą różnica, że u nas wszyscy wydają się zdawać sprawę, że kopalnie idą na dno i tego już nikt nie zatrzyma. Ale wbrew rozsądkowi wciąż nie mamy żadnego planu przebranżawiania. Zamiast tego od tygodni słychać lament o zmniejszającym się zatrudnieniu. Chcąc temu zaradzić, PGG reaktywuje właśnie klasy górnicze. Czyli co? Góra lodowa, górą lodową, ale bal trwa w najlepsze dalej?

REKLAMA