Donald Trump szykuje wielkie uderzenie cłami. Świat zamarł w oczekiwaniu
W środę o 22.00 polskiego czasu Donald Trump ma ogłosić wprowadzenie nowych ceł na towary importowane do USA. Wydarzenie, określane przez Trumpa jako „dzień wyzwolenia”, ma na celu zrównoważenie amerykańskich stawek celnych z tymi nakładanymi przez inne kraje na towary z USA. Planowane jest nałożenie dodatkowych taryf na większość importowanych produktów, ze szczególnym naciskiem na 25-procentowe cło na zagraniczne samochody, które ma wejść już 3 kwietnia.

Wprowadzenie 25-procentowego cła na wszystkie samochody, które są produkowane poza Stanami Zjednoczonymi to główna, ale niejedyna decyzja, jaka ma zostać ogłoszona w środę przez amerykańskiego prezydenta. Donald Trump zapowiedział wprowadzenie wielu innych ceł na produkty produkowane przez partnerów handlowych USA z całego świata.
Wojna handlowa Trumpa
Szczegóły planu pozostają niejasne, co budzi niepokój wśród inwestorów, konsumentów i przedsiębiorców. Według agencji Reuters administracja Trumpa rozważa różne opcje, w tym cła w wysokości około 20 procent na import z niemal wszystkich krajów. Pojawiają się również sugestie bardziej zróżnicowanego podejścia, na przykład niższych stawek dla wybranych państw. Nowe cła mają wejść w życie natychmiast po ogłoszeniu, co może wywołać gwałtowne reakcje na rynkach.
Eksperci ostrzegają, że takie działania mogą wstrząsnąć globalnym systemem handlowym. Przewiduje się natychmiastowe reakcje odwetowe ze strony krajów takich jak Kanada, Meksyk czy Chiny, co doprowadzi do wzrostu cen dla konsumentów i zakłóceń w łańcuchach dostaw. Analitycy obawiają się, że eskalacja wojny handlowej może osłabić wzrost gospodarczy na całym świecie, a w USA wzmocnić presję inflacyjną.
Cytowani przez Bloomberga analitycy zwracają uwagę, że rynki finansowe już teraz odczuwają skutki niepewności związanej z planowanymi cłami. Inwestorzy ograniczają ryzyko, oczekując na ogłoszenie, co prowadzi do wahań na giełdach azjatyckich i europejskich. Ceny złota, tradycyjnie uważanego za bezpieczną przystań w czasach niepewności, osiągnęły rekordowe poziomy powyżej 3 tys. dolarów za uncję.
Branża motoryzacyjna zagrożona
Szczególnie zagrożony jest sektor motoryzacyjny. Ceny samochodów produkowanych w Meksyku i Kanadzie także przez amerykańskich producentów wzrosną, co może wpłynąć na sprzedaż i zatrudnienie w branży. Problemy będą mieć także sieci handlowe. Firmy takie jak Walmart i Home Depot już teraz podejmują działania mające na celu złagodzenie wpływu ceł, w tym zwiększenie zapasów i zmiany w łańcuchach dostaw.
Więcej o polityce gospodarczej Trumpa przeczytacie w tych tekstach:
Wojna celna Trumpa może uderzyć także w Teslę. Już w połowie marca firma Elona Muska zwróciła uwagę administracji Trumpa na swoją zależność od globalnych łańcuchów dostaw i rynków zagranicznych, co sprawia, że jest szczególnie narażona na możliwe działania odwetowe innych państw. Wprowadzenie ceł odwetowych na produkty Tesli może jedynie pogłębić jej obecne trudności ze sprzedażą poza granicami USA.
Administracja Trumpa argumentuje, że nowe cła mają na celu ochronę amerykańskiego przemysłu i zmuszenie partnerów handlowych do obniżenia ich ceł na towary z USA. Jednak krytycy wskazują, że takie podejście może prowadzić do izolacji gospodarczej i osłabienia pozycji Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Niektórzy ekonomiści ostrzegają również przed ryzykiem inflacji i utraty miejsc pracy w wyniku wzrostu kosztów importu.
Stracą także polskie firmy
Decyzja Trumpa pośrednio zaszkodzi również setkom polskich firm, które dostarczają komponenty nie tylko dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych podkreśla, że uderza ona w polskich producentów części samochodowych, ściśle związanych z globalnym łańcuchem dostaw. SDCM wyjaśnia, że polskie komponenty często trafiają do pojazdów montowanych poza USA, które następnie są sprzedawane na rynku amerykańskim.
Pomimo coraz wyraźniejszych negatywnych sygnałów z gospodarki Donald Trump wydaje się wciąż nie rozumieć, jak działają cła, a nikt z jego otoczenia nie ma odwagi go skorygować. Amerykański prezydent wierzy, że ich nałożenie spowoduje napływ ogromnych sum pieniędzy z zagranicy, co szybko zlikwiduje gigantyczne zadłużenie USA, a w konsekwencji kraj stanie przed problemem nadmiaru środków.
W jego wypowiedziach często pojawia się motyw rzekomego „haraczu” płaconego przez inne kraje Stanom Zjednoczonym, co jest błędnym założeniem. Cła nie są nakładane na zagraniczne państwa, lecz na własnych obywateli. W rzeczywistości to forma podatku na towary importowane, którego formalnym płatnikiem jest importer, ale ostatecznie koszty ponosi końcowy konsument.