Myślicie, że zimna wojna to już prehistoria? Nic bardziej mylnego. To znowu się dzieje, tu i teraz. Wtedy politycy chcieli zdobyć przewagę i prestiż dzięki Księżycowi, dzisiaj za cel obrali Marsa. Najnowsze doniesienia naukowców o ogromnych zapasach wody w okolicy równiku Czerwonej Planety mogą tylko ten wyścig przyspieszyć.

Donald Trump i Elon Musk to zgrany duet, który wierzy, że w polityce w pierwszej kolejności liczy się argument siły. Zwłaszcza ze strony tych, którzy tej siły mają co nie miara, a do nich - zdaniem jednego i drugiego - bezsprzecznie należą Stany Zjednoczone. I stąd też kreślenie kosmicznych wizji, tym razem z Marsem w roli głównej.
Już raz z czymś podobnym mieliśmy do czynienia, tylko wtedy na celowniku był Księżyc, bo zarówno Waszyngton, jak i Moskwa, chciały w ten sposób udowodnić swoją wyższość. Postawienie stopy na Srebrnym Globie to był tylko jeden elementów tej rywalizacji. Całkiem poważnie mówiło się, tak ze strony USA, jak i ówczesnego Związku Radzieckiego, o przeprowadzaniu prób atomowych na powierzchni satelity naszej planety.
Mars: ładowanie człowieka do końca dekady?
Elon Musk, multimiliarder, bawiący się w politykę, na celownik znowu wziął Marsa. Amerykanie muszą przyspieszyć, bo w kosmicznej ekspansji coraz bardziej depczą im po pietach Chińczycy. Nic więc dziwnego, że po doniesieniach o planach Pekinu dotyczących misji Tianwen-3, dzięki której na Ziemię miałyby trafić pierwsze próbki Marsa, swoje trzy grosze postanowił dodać Elon Musk. Właściciel SpaceX oznajmił, że planuje zorganizować pierwszy lot na Marsa, z humanoidalnym robotem Optimus na pokładzie, do końca 2026 r. I jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to ludzie mogliby wylądować na Czerwonej Planecie być może już w 2029 r. Wtedy, w 2030 r., mogłaby ruszyć budowa pierwszego ludzkiego miasta na Marsie. Rzecz jasna made in USA.
Kłopot z wodą rozwiązany dzięki odkryciom na równiku
O budowaniu ludzkiego miasta na Marsie mówi się nie od dzisiaj. Do tej pory jednak jednym z kluczowych problemów był dostęp do wody. Od dawna wiadomo, że bieguny Marsa kryją potężne rezerwy wody, ale jest to teren, na którym praktycznie nie można lądować. Transport na tak dużych odległościach też nie wchodził w grę. Ale najnowsze doniesienia naukowców mogą w tej mierze sporo zmienić. Najnowsze dane z Mars Advanced Radar for Subsurface and Ionospheric Sounding (MARSIS) wskazują bowiem na ogromne pokłady wody pod formacją Medusae Fossae (MFF), w pobliżu równika.
Sygnały radarowe odpowiadają temu, czego można by się spodziewać po warstwowym lodzie, podobnym do znanych czap lodowych na Marsie - przekonuje Thomas Watters, główny autor badania i naukowiec ze Smithsonian Institution.
Więcej o Marsie przeczytasz na Spider’s Web:
Tej wody przy marsjańskim równiku ma być całkiem sporo. Szacowana objętość porównywalna jest do Morza Czerwonego na Ziemi. Wyniki badań sugerują, że podziemny zbiornik wody rozciąga się na głębokość do 3,7 km. To odkrycie może dodatkowo zapalić ścigających się o organizowanie na Czerwoną Planetę jak najszybciej lotów załogowych. Wszak marsjańską wodę można by używać do picia, czy produkcji tlenu lub paliwa.
Jeśli potwierdzi się, że jest to lód wodny, te ogromne złoża zmienią nasze rozumienie historii klimatu Marsa. Każdy zbiornik starożytnej wody byłby fascynującym celem eksploracji przez ludzi lub roboty - uważa Colin Wilson, naukowiec projektu ESA dla Mars Express i ExoMars Trace Gas Orbiter.