Wyciął drzewa na swojej posesji. Sąd był nieugięty: kara 100 tys. zł
Właściciel posesji najpierw wyciął 43 drzewa, a gdy wójt nałożył na niego karę w wysokości 107 tys. zł tłumaczył, że chciał przywrócić nieruchomość do rolniczego użytkowania. Przekonywał też, że urzędnicy weszli na jego posesję nielegalnie. Sprawę rozstrzygnął właśnie Naczelny Sąd Administracyjny.

Sprawa nielegalnej wycinki, którą opisało Prawo.pl sięga w 2021 r. Inspektor do spraw zieleni publicznej gminy Kosakowo przeprowadził kontrolę działki Michała P. na której znajdowały się pozostałości pni po usunięciu drzew. W trakcie oględzin ustalono, że z terenu nieruchomości bez wymaganego zezwolenia usunięto 32 brzozy oraz 11 klonów.
Nielegalna wycinka. Tłumaczenia nie przekonały sądu
Pół roku później wójt gminy Kosakowo wymierzył właścicielowi nieruchomości Michałowi P., karę za usunięcie 43 drzew w wysokości 107 tys. zł, ale ten odwoływał się od decyzji. Mężczyzna tłumaczył, że celem wycinki drzew było przywrócenie działki do użytkowania rolniczego (wówczas zgoda nie jest potrzebna). Tłumaczył, że w ewidencji gruntów jego nieruchomość oznaczona jest jako użytek rolny. Organy podważyły jednak ten argument, punktując, że działka znajduje się wśród zabudowy mieszkaniowej i znajduje się na niej dom jednorodzinny z garażem, a właściciel kilka lat temu wnioskował o wydanie decyzji o warunków zabudowy (WZ).
Sąd pierwszej instancji stwierdził ponadto, że prawo do przeprowadzania wycinki drzew bez wymaganego zezwolenia nie dotyczy wyłącznie gruntów rolnych, ale ważny jest też cel, któremu ta wycinka ma służyć (w tym przypadku doprowadzenie gruntu do jego rolnego użytkowania).
Brak aktywności skarżącego polegającej na całkowitym usunięciu pozostałych na działce pni drzew oraz uzyskanie decyzji o ustaleniu warunków zabudowy, wskazują na zamiar przygotowania gruntu pod zabudowę jednorodzinną, a nie stworzenie warunków do rolniczego użytkowania działki gruntu – czytamy w uzasadnieniu wyroku NSA.
Sąd nie podzielił również opinii, że doszło naruszenia przepisów postępowania. Takie zarzuty podnosił bowiem właściciel posesji. W ocenie sądu pracownicy organu byli uprawnieni do wstępu na teren nieruchomości oraz do wykonania niezbędnych czynności kontrolnych, a z czynności tych sporządzono protokół.
NSA rozstrzygnął spór
Gdy sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ten potwierdził, że marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta sprawują kontrolę nad przestrzeganiem przepisów o ochronie środowiska. I mogą wysyłać na kontrole podległych im pracowników.
Kontrolujący, wykonując kontrolę, jest uprawniony m.in. do: wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 - na pozostały teren. Kontrolujący upoważniony jest także do przeprowadzania badań lub wykonywania innych niezbędnych czynności kontrolnych - stwierdził NSA.
Więcej o drewnie przeczytasz w tych tekstach:
NSA dodał, że o usunięciu drzew w celu przywrócenia gruntów nieużytkowanych do użytkowania rolniczego, decyduje nie samo przeznaczenie nieruchomości, ale oznaczony w tym przepisie cel, któremu dokonana wycinka drzew ma służyć. I oddalił skargę właściciela posesji.