REKLAMA

Zakupy w Biedronce przerosną klasę średnią? Twórca Vollmartu: sami do nas przyjdą

Nie chciałbym być panem marudą i wieszczyć porażki nowemu polskiemu hard dyskontowi, zanim ten w ogóle wystartuje. Ale doświadczenie jego twórcy każe patrzeć na ten projekt z bardzo dużą ostrożnością. Tym bardziej, że strategia biznesowa nowej sieci ma się opierać m.in. na… odwrocie klasy średniej od zakupów w droższych sklepach.

Zakupy w Biedronce przerosną klasę średnią? Twórca Vollmartu: sami do nas przyjdą
REKLAMA

Czytając doniesienia o otwarciu pierwszego Vollmarta, można byłoby pomyśleć, że w Siedlcach zaczyna się rewolucja w polskim handlu. Niepozorne 70-tys. miasto już 24 lutego przywita u siebie pierwszy polski hard dyskont. Ceny o 20 proc. niższe niż u konkurencji, dogodne lokalizacje tuż przy głównych drogach miejskich, a do tego „1200 artykułów spożywczych, kosmetycznych, chemii gospodarczej oraz przemysłowych”.

REKLAMA

Zanim zaczniemy zastanawiać się po raz wtóry, czy koncepcja „powrotu do źródeł” polskiego handlu, którego twarzą są Biedronki z przełomu wieku z wszechobecnymi paletami, bałaganem i asortymentem najniższej jakości na półkach, się sprawdzi, przyjrzyjmy się, kto stoi za pomysłem budowy rodzimego Walmarta.

A może nawet bardziej - na czym buduje wiarę w to, że uda się podbić serca polskich klientów.

REKLAMA
REKLAMA

Porażka e-sklepu

Prezesem i głównym udziałowcem spółki jest Wiktor Sawosz. Jego osoba wiązana jest z dwoma firmami. Pierwsza z nich, Brand Distribution Group, odpowiada za (jak sama nazwa wskazuje) dystrybucje nad Wisłą produktów czołowych marek na świecie. W portfoliu znajdziemy takie potęgi jak Coca Cola, Nestle, Unilever, Red Bull czy Nivea.

Z punktu widzenia rozwoju nowej sieci handlowej ciekawsze wydają się doświadczenia Wiktora Sawosza z drugim przedsięwzięciem – sklepem internetowym bdsklep.pl. Przedsiębiorca szedł wiedziony przeczuciem, że Polacy prędzej czy później przekonają się do zakupów przez sieć.

REKLAMA

Brakowało mu jednak kapitału, by rywalizować z największymi. W dużych miastach został zdominowany przez Frisco.pl, Tesco, Auchan i nieistniejące już delikatesy w rodzaju Almy czy Piotra i Pawła. Sawosz postawił więc na prowincję.

REKLAMA

W rozmowie z „Pulsem Biznesu” z 2014 r. Jacek Palec, ówczesny prezes Bdsklep.pl opowiadał, że jego spółka chce zostać największym przedstawicielem segmentu e-grocery. Ekspansja miała zacząć się od metropolii, a później – z pominięciem miast średniej wielkości – dotrzeć do małych miasteczek.

REKLAMA

Jak wyglądała realizacja tych planów? W kwietniu 2020 r. sąd ogłosił upadłość bdsklep.pl. Jacek Palec nie pracował w nim już od dwóch lat – dzisiaj odpowiada za rozwój Frisco.pl.

Co poszło nie tak? Przede wszystkim projekt Sawosza od początku przynosił straty. Sklep zrezygnował z dostarczania świeżych produktów, wychodząc z założenia, że klienci będą szukać ich w placówkach stacjonarnych. Ze względu na „niejasne przepisy” zrezygnował też z dowozu alkoholu. O tym, że z obiema kategoriami można było sobie poradzić pokazało później Frisco.pl.

REKLAMA

Bdsklepl.pl musiał przez to zawrócić z obranej ścieżki dosłownie tuż przed odkryciem eldorado. Po wybuchu pandemii serwery sklepów internetowych ledwo zipały, a sieci wyprzedawały towar na wiele tygodni do przodu.

Zapytacie, jak ma się ta historia do startu Vollmarta. Nowy projekt Wiktora Sawosza opiera się na tych samych założeniach - start w mniejszych miastach plus Warszawa. Z tą różnicą, że przedsiębiorca nie wchodzi dzisiaj na dziewiczy rynek. Metropolia zabetonowane jest dzisiaj przez Biedronki, Lidle i Żabki. Prowincję przejmuje Dino, mocno trzymają się na niej także regionalne gwiazdy. Przykładem niech będzie chociażby podkarpacki Piotruś Pan.

REKLAMA

Sawosz: klasa średnia sama do nas przyjdzie

Sawosz zapowiedział powrót na rynek w rozmowie opublikowanej na stronie bdgroup.eu. Zakładał w niej, że kryzys uderzy w kieszenie klientów i Polacy zaczną rozglądać się za tanią alternatywą.

REKLAMA

I dalej:

REKLAMA

Problem w tym, że ta wizja się nie spełnia. W styczniu średnia płaca wzrosła r/r o 250 zł. Polaków stać na więcej niż przed pandemią. Zarobki realne, czyli po uwzględnieniu inflacji, zwiększyły się o 1,7 proc. W tym czasie bezrobocie wzrosło o 2 pp.

Z raportu firmy Devire udostępnionego na prośbę szkoły Kodilla.com wynika, że w branży IT zarobki wzrosły o 5-10 proc. Specjaliści od e-commerce i digital marketingu wzbogacili się średnio o 10-15 proc.

REKLAMA

Ośmiu na dziesięciu pracowników zatrudnionych w bankowości utrzymało swoje pensje. Pandemia, owszem, uderzyła Polaków po kieszeni, ale najmocniej oberwało się pracownikom najniższego szczebla.

Teza o ubożeniu klasy średniej wydaje się mocno przereklamowana. Tym bardziej, że na nadziei dotyczącej zwrotu konsumentów ku tanioszce przejechała się już inna sieć.

REKLAMA

Mere, czyli klapa „pogromcy Biedronki”

Rok temu pisaliśmy o oficjalnym wejściu syberyjskiej sieci Mere nad Wisłę. Rosjanie obiecywali Polakom, że jeżeli zmuszą się do szukania produktów na paletach, zrobią zakupy za grosze. Szykowali wielką ekspansję i rozstawienie ponad 100 placówek.

Zaczęli w wydawałoby się wymarzonym momencie. Pierwsze uderzenie koronakryzysu miało skłonić konsumentów do szukania oszczędności. I co? I nic. Otwarcie pierwszego sklepu Mere w Częstochowie spotkało się jeszcze z umiarkowanym zainteresowaniem, choć trudno porównywać je do tego, co działo się w Lipsku, gdzie niemieccy klienci w kilka godzin wykupili cały asortyment.

Dzisiaj Mere ma w Polsce trzy sklepy. Po Częstochowie przyszedł czas na Ostrowiec Świętokrzyski i Radom. Słyszeliście coś o hucznych otwarciach w tych miastach?

Okazało się, że w realiach roku 2020 hard dyskont nie jest już tak pociągającym konceptem. Dlaczego? W rozmowie z Bizblog.pl Tomasz Szacoń, właściciel Retailpoland Consulting, opowiadał, że „taniocha zaczęła kojarzyć się z badziewiem”.

Po koniec drugiej dekady XXI w. drogowskazem dla detalistów stała się Biedronka. Jeronimo Martins odeszło od wizerunku sklepu dla ubogich i zaczęło podkreślać, że w asortymencie można znaleźć również produkty premium. Na półkach pojawiły się marki własne. Zdaniem Szaconia stanowiące idealną równowagę miedzy ceną a jakością.

Mam wrażenie, że ten genialny ruch pozwolił „Biedrze” ograć jednocześnie bardziej luksusowe delikatesy, jak i zawłaszczyć przestrzeń rynkową, w której mogliby pojawić się hard dyskonterzy.

Konsument nie lubi analizować.

Na co dzień woli logotypy i marki, które zna. Przekonanie go do zmiany zdania wymaga nieco wysiłku. A zarówno Mere, jak i Vollmart z zasady nie będą pchać się pieniędzy w rozbuchane kampanie marketingowe. Ba, nie mają zamiaru reklamować się w ogóle.

To oznacza, że jedyną formą promocji jest otwarcie nowej placówki i związane z nią zainteresowanie mediów. A, że Mere i Vollmart mają ich łącznie cztery…

Adam Sieńko
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA