REKLAMA

Klienci czekają na Ubera jak Uber na autonomiczne taksówki. I jedni, i drudzy nie mogą się doczekać

Autonomiczne taksówki miały od dawna śmigać po ulicach metropolii. Zapewniał przecież o tym sam Elon Musk. Uber wyłożył na samojezdne samochody setki milionów dolarów. Waymo z maniakalnym uporem testuje auta po ulicach San Francisco.  I co? I nic. Ambitne inżynierskie wizje wciąż spełniają się głównie na papierze.

Klienci czekają na Ubera jak Uber na autonomiczne taksówki. I jedni, i drudzy nie mogą się doczekać
REKLAMA

W połowie XX w. Samuel Beckett napisał sztukę „Czekając na Godota”. Jej bohaterowie nigdy tytułowej postaci nie zobaczyli na oczy. Cały utwór przebiega pod znakiem oczekiwania. W końcowej scenie jeden z aktorów pyta: „Idziemy”, na co drugi ochoczo przystaje. Obaj stoją jednak w miejscu, nie wiedząc, gdzie właściwie mieliby się udać.

Jak to ma się do Ubera? Godotem amerykańskiego startupu są autonomiczne samochody. Dara Khosrowshahi upatrywał w nich rozwiązania problemu z kierowcami. Model biznesowy startupu opiera się na taniej sile roboczej, niskich stawkach i ograniczaniu kosztów pracowniczych do minimum. Żadnych umów o pracę, stawek minimalnych, ubezpieczeń.

REKLAMA

Ubiegły rok był pod tym względem przełomowy. Uber został w wielu krajach postawiony pod ścianą. W Kalifornii władze federalne naciskały, by spółka potraktowała kierowców jak pełnoprawnych pracowników. W Londynie sąd pogroził firmie palcem, a ta natychmiast zadeklarowała, że kierowcy dostaną urlopy, pensję minimalną i składki emerytalne.

To jednak nie wystarczyło, by zatrzymać odpływ pracowników w trakcie pandemii. W okolicach niektórych lotnisk w USA klienci zaczęli przesiadać się do zwykłych taksówek, bo Ubery nie przyjeżdżały nas czas. Albo w ogóle nie pojawiały się w okolicach terminali. Okazało się, że przy obciętych do granic możliwości kilometrówkach, jazdy poza miasto po prostu się nie opłacają.

REKLAMA

Uber do kierowców: damy radę taniej?

No to Uber zaczął ratować się premiami. W drugim kwartale wydał 250 mln dol., żeby z powrotem przyciągnąć kierowców do siebie. Wielu z nich rzeczywiście wróciło, ale wtedy Khosrowshahi zaczął utyskiwać, że… to za dużo kosztuje.

REKLAMA

Uber zakończył drugi kwartał 2021 roku pod kreską. Ujemna EBITDA wyniosła 509 mln dol.

REKLAMA

A gdzie Godot? Cóż, wciąż idzie. Pod koniec 2020 r., Uber był coraz bardziej naciskany przez inwestorów giełdowych. Zysków nie było, a startup musiał częściowo zamrozić działalność w wyniku lockdownów i ratować się dowozami jedzenia. Wtedy zapadła decyzja o sprzedaży udziałów w Aurorze – firmie zajmującej się pracami nad autonomicznym samochodem.

REKLAMA

Niedługo później ręcznik rzucił też Lyft, sprzedając Toyocie dział zajmujący się projektowaniem autonomicznych pojazdów za 550 mln dol.

Szefowie Ubera uznali, że inwestowanie w samojezdne pojazdy kosztuje ich zbyt dużo pieniędzy. Prace uderzały też w wizerunek spółki np. wtedy, gdy jeden z testowanych pojazdów zabił kobietę. Spółka zmagała się także z oskarżeniami o kradzież własności intelektualnej kierowanymi przez należącą do Alphabetu firmę Waymo. Spór zakończył się ugodą w wyniku której Uber przekazał Google udziały w firmie o wartości 72 milionów dolarów.

REKLAMA

Autonomiczne samochody – pieśń przyszłości

Khosrowshahi wciąż marzy jednak po cichu, że pewnego dnia jego plany się ziszczą i nie wyklucza w przyszłości współpracy z zewnętrzną firmą. Na razie Uber i jego rynkowi konkurenci muszą się chyba pogodzić z porażką.

REKLAMA

W pełni autonomiczne samochody nie pojawiły się na naszych ulicach w 2020 r., jak to obiecywał Elon Musk. Ba, nie pojawią się też w 2021 r., 2022 r. ani 2023 r. Deloitte robi prognozy na 2035 r. Setki tysięcy samojezdnych taksówek i autobusów w samych Niemczech pozwalają już mówić o masowości:

Mimo poczynienia dużych postępów, rozwój technologii zatrzymał się na ostatniej prostej, która będzie chyba najtrudniejsza do pokonania.

REKLAMA

Wymowny jest tu przykład wspomnianego Waymo. Startup ruszył w Phoenix z testami samojezdnym pojazdów w zamierzchłym 2017 r. Z wieloma sukcesami. Niedawno jedna z autorek „San Francisco Chronicle” miała okazję przejechać się Jaguarem I-Pace Waymo. Wrażenia? W ciągu 20 minut jazdy kierowca nie musiał ani razu dotknąć kierownicy.

Jest tylko jeden szkopuł, zauważyła dziennikarka. Test odbywał się w najbardziej opustoszałych dzielnicach miasta. Dzisiejsze autonomiczne samochody świetnie sobie w takich warunkach radzą. Kalifornijskie słońce i szerokie arterie to wymarzone okoliczności do jazdy.

Kłopoty zaczynają się w momencie, w którym wpada w nie ludzki kierowca, śnieg zasypuje znaki drogowe i linie pasów, a ulewa mocno ogranicza widoczność w terenie. Wobec Tesli toczy się obecnie dochodzenie. Amerykańskiego regulatora niepokoi fakt, że autopilota łatwo mylą pachołki drogowe i lampy sygnalizacyjno-ostrzegawcze. Od 2018 r. w wypadkach z włączonym trybem  „Full Self-Driving” zginęła jedna osoba, a 17 zostało rannych.

REKLAMA

Inwestorzy Ubera tracą cierpliwość

Uberowi wychodzi to dokładnie na opak. Takie życie. A może Uber, jak wiele firm przed nim, nie trafił po prostu w swój czas? Z autonomicznymi taksówkami wszystko byłoby dla niego dużo prostsze.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-13T04:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T20:24:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T19:51:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T16:35:11+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T16:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T14:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T12:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T10:34:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T08:48:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T05:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T22:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T17:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T14:51:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA