Rosyjscy przewoźnicy walczyli, jak mogli, by mimo sankcji utrzymać się na powierzchni. Nadaremno. Władimir Putin uznał najwyraźniej, że skoro umożliwiają one Rosjanom wydostanie się z kraju, to lepiej, żeby... w ogóle ich nie było. Decyzja o powołaniu do armii pilotów i personelu pokładowego może rozłożyć na łopatki całą krajową branżę lotniczą.

Częściowa mobilizacja ogłoszona przez Władimira Putina okazuje się być częściową tylko z nazwy. Niezależne rosyjskie media donoszą, że zamiast 300 tys. mężczyzn do wojska może w najbliższych tygodniach trafić nawet kilka milionów nowych rezerwistów. W kraju wybuchła panika. Rosjanie próbują wydostać się za granicę. Okupują lotniska i tworzą wielokilometrowe korki na przejściach granicznych.
Jak ma się to do lotnictwa? Okazuje się, że powołania do walki w służbie ojczyzny nie ominą też pracowników linii lotniczych.
„Kommiersant” donosi, że zaledwie dobę po ogłoszeniu mobilizacji powołania do wojska dostali pracownicy z co najmniej pięciu linii lotniczych. Według źródeł dziennika szczególnie mocno zostanie poturbowana Grupa Aerofłot. Na przeszkolenie z obsługi broni trafi od 50 proc. do 80 proc. jej personelu.
Przewoźnicy odczują z pewnością brak pilotów
Dla armii są oni dość łakomym kąskiem, bo zazwyczaj odbyli już szkolenie w wojskowych szkołach lotniczych. Dla linii lotniczych utrata pilotów będzie jednak katastrofą. Branża na całym świecie zmaga się obecnie z poważnym niedoborem personelu i dałaby się pokrajać za każdego dodatkowego członka personelu. Rosjanie pozbywają się ich teraz z ogromną łatwością.
Całkiem możliwe, że część załogi Aerofłotu trafi niebawem na front. Przypomnijmy, że jeszcze niedawno władze powstrzymywały pilotów siłą przed wyjazdem z kraju, walcząc o utrzymanie kondycji rosyjskiego lotnictwa w jako takim stanie.
To się nawet częściowo udawało. Przewoźnicy, korzystając z samolotów rodzimej produkcji, zaczęli nawet realizować połączenia zagraniczne. Aerofłot zaczął latać do New Delhi w Indiach oraz do Male na Malediwach i wznawia połączenia z Moskwy na tajską wyspę Phuket. Jego rywal Nordwind Airlines znalazł natomiast metodę na ominięcie zakazu poruszania się w przestrzeni powietrznej państw Unii Europejskiej i miał zamiar latać z Moskwy na Kubę.
Teraz wszystkie ambitne plany wezmą w łeb.
Putin w prosty sposób rozwiązał kilka palących problemów
Nie będzie pilotów, to nie będzie komu latać. Jak nie będzie komu latać, to rosyjscy obywatele zostaną w kraju i będą karnie czekać na mobilizację. A przy okazji skończą się też narzekania na brak samolotów, bo na co komu one, skoro nie ma ich kto pilotować?
Nawiasem mówiąc, doniesienia o tym, że Rosjanie zaczęli testować, czy w przyszłości nie dałoby się latać tylko z jedną osobą za sterami, a drugą zastąpić za pomocą sztucznej inteligencji, nagle nabrały sensu. Inna sprawa, że jeżeli Rosja będzie chciała wypełnić luki powstałe przez emigrację i straty wojenne, będzie musiała stać się światowym liderem w kwestii badań nad automatyzacją pracy.