REKLAMA
  1. bizblog
  2. Felieton
  3. Pieniądze

Koniec WIBOR-u. Nie cieszcie się na niższe raty, jeszcze się okaże, że miliony Polaków utkną w kredytowej pułapce

Premier ogłosił program ratowania kredytobiorców, ale tak chciał zaimponować Kowalskiemu, ogłaszając koniec WIBOR-u, że ostatecznie nikt nic nie zrozumiał. To jak, raty będą niższe czy może jednak wyższe? Nie ekscytujcie się tak, likwidacja WIBOR-u wcale nie musi oznaczać radykalnej obniżki rat. A za chwilę może nawet podwyżkę. Ten plan ratunkowy premiera pełen jest pułapek. Pewnie zaraz skończy jak Polski Ład - łata na łacie.

26.04.2022
7:05
Koniec WIBOR-u. Nie cieszcie się na niższe raty, jeszcze się okaże, że miliony Polaków utkną w kredytowej pułapce
REKLAMA

Zanim się zaczniecie cieszyć, że wysokie oprocentowanie kredytów nagle zniknie i zapłacą za to banki, usiądźcie. Premier ogłaszając pakiet pomocy dla kredytobiorców powiedział o likwidacji WIBOR-u. Cudownie! WIBOR-u kredytobiorcy nienawidzą, bo o ile można się denerwować, że stopy procentowe rosną, to WIBOR rośnie jeszcze bardziej. 

REKLAMA

Przecież stopa referencyjna NBP wynosi dziś 4,5 proc., ale wskaźnik, na bazie którego spłacamy kredyty hipoteczne to 5,74 proc. w przypadku WIBOR 3M i 5,93 proc. w przypadku WIBOR 6M. Jest więc powód, żeby WIBOR-u nienawidzić i premier Morawicki na tę nienawiść właśnie odpowiedział.

Ale to może być zagranie bardziej marketingowe niż ratunkowe. W dodatku część tego planu pomocy złotówkowiczom może doprowadzić do jeszcze mocniejszej podwyżki stóp procentowych.

Koniec WIBOR-u. Od 1 stycznia 2023 r. nowy wskaźnik

Ponieważ nasz rząd, rząd PiS nie chowa głowy w piasek. Jak dostrzegamy problemy, natychmiast staramy się z nimi zmierzyć

– powiedział premier Morawiecki w poniedziałek.

W ten sposób zapowiedział czteropunktowy „odważny plan który, ma ulżyć kredytobiorcom złotówkowym, ma pomóc przejść im przez ten trudny czas podniesionych stóp procentowych”. Najbardziej spektakularnym jego punktem jest likwidacja stawki WIBOR.

Apelowaliśmy długo o to, aby banki wypracowały odpowiedni, bardziej przejrzysty, bardziej transparentny i sprawiedliwy mechanizm kalkulowania kosztów kredytu niż WIBOR. Niestety nie doszło do tego aż do obecnego momentu

– wskazał premier. 

I sprawiając wrażenie, jakby stracił cierpliwość wobec banków, ogłosił, że od 1 stycznia 2023 r. WIBOR zostanie zlikwidowany z umów kredytów hipotecznych. Zastąpi go coś innego. Co?

Transparentna stawka pochodzącą z rynku międzybankowego depozytów overnight – zapowiedział szef rządu.

I na zachętę dodał, że będzie ona znacząco bardziej korzystna dla wszystkich kredytobiorców.

Znacząco bardziej oznacza, że kredytobiorcy hipoteczni w sumie zyskają ok. 1 mld zł – wyliczył premier.

Może to robić wrażenie, ale jak obliczył HRE Investments, ów 1 mld z. sugeruje, że zastąpienie WIBOR-u nowym wskaźnikiem ma doprowadzić do ograniczenia oprocentowania kredytów o zaledwie 0,2-0,3 pkt. proc.

I tu dodatkowo zaczynają się schody. I dywagacje, co premier miał na myśli, mówiąc o depozytach overnight. W pierwszych minutach po słowach premiera rynek zaczął spekulować, że WIBOR  3M i WIBOR 6 M w umowach kredytowych zastąpi po prostu WIBOR ON, czyli stawka dotycząca transakcji overnight właśnie, a więc krótkoterminowych, właściwie bieżących.

Różnica pomiędzy WIBOR 3M lub 6M a WIBOR ON nie jest wielka, jakbyście pewnie chcieli, bo stawka trzymiesięczna obecnie wynosi 5,74 proc., sześciomiesięczna 5,93 proc, a ON 4,25 proc. Ale to już o 1,5-2 pkt. proc. mniej. Ba! To przecież nawet mniej niż stopa referencyjna NBP! Ale WIBOR ON włóżcie miedzy bajki.

Jest też druga wersja, że WIBOR miałaby zastąpić stawka POLONIA - to średnia oprocentowania niezabezpieczonych depozytów międzybankowych również zawartych na termin ON. Ta jest jeszcze niższa i wynosi obecnie 4,1 proc. Całkiem nieźle.

Ale jednocześnie premier opowiadał coś o stworzeniu zupełnie nowego wskaźnika referencyjnego, na którym oparte miałyby być nasze kredyty hipoteczne. Pisałam o tym, że GPW Benchmark, który dziś odpowiada za kwotowanie stawek WIBOR, pracuje właśnie nad takim nowym wskaźnikiem, który WIBOR mógłby zastąpić. I wszystko wskazuje na to, że będzie to wskaźnik wzorowany na SARON, wskaźniku, który zastąpił LIBOR od stycznia 2022 r., o czym frankowicze doskonale wiedzą. 

Czy to będzie dla złotówkowiczów korzystniejsze? Tego nikt jeszcze nie wie. Ale spójrzcie, jak na raty kredytów frankowych wpłynęła taka zmiana. Jeszcze w 2021 r. różnica w wysokości raty była zaledwie kilkuzłotowa, wręcz niezauważalna. Niestety na niekorzyść kredytobiorców. Ważne jest jednak, że w przypadku SARON został wprowadzony spread korygujący, który miał ręcznie doprowadzić do tego, by nowy wskaźnik nie był zbyt odległy do nowego.

Czy i w Polsce tak się stanie? Tego nie wiemy, teoretycznie nowa stawka może być nawet wyższa od starego, znienawidzonego WIBOR-u. W praktyce premier raczej na to nie pozwoli.

Teraz jasne jest, że dlaczego GPW Benchmark kilka dni temu odmówił mi wywiadu na temat prac nad nowym wskaźnikiem referencyjnym. Mają ręce pełen roboty, by był on zgodny z oczekiwaniami politycznymi, a te właśnie się zmieniły.

Władza ogłasza kredytową rewolucję

No to jak w końcu? WIBOR ON? POLONIA ON? Czy coś nowego? Z ratunkiem przyszedł szef PFR Paweł Borys, który wyjaśnił, co premier Morawiecki miał na myśli, tylko jakoś nie do końca jasno się wysłowił. Moim zdaniem za bardzo się skupił na marketingowym przekazie: PiS LIKWIDUJE WIBOR.

Preferowanym scenariuszem jest wypracowanie przez sektor bankowy i GPW Bechmark zamiennika WIBOR opartego na stawce ON dla kredytów hipotecznych. Jeśli do końca roku to nie nastąpi, wtedy chcemy wprowadzić jako zamiennik stawkę POLONIA

– powiedział Paweł Borys.

A więc to teraz banki powinny cisnąć GPW Benchmark i intensywnie z nim współpracować, żeby do końca roku zdążyć opracować nowy wskaźnik, bo wprowadzenie stawki POLONIA zamiast WIBOR to dla nich duża strata. Może chodzić o nawet 6 mld zł.

Jest tylko jeden mały problem. Stawka POLONIA może wcale nie spełniać unijnych wymagań, by zastąpić WIBOR.

Wygląda na to, że jedynym w pełni niepodważalnym prawnie rozwiązaniem jest jednak zupełnie nowy wskaźnik, na opracowanie którego jest niezwykle mało czasu. Kiedy rozmawiałam o nim kilka miesięcy temu z KNF, usłyszałam, że to musi potrwać lata. No ale cóż, teraz premier chce natychmiast i kropka. A więc śpieszno będzie nie tylko bankom, ale też KNF i rządowi. Jak nie zdążą, na rynku bankowym od 2023 r. może być niezły galimatias i kolejna prawna masowa batalia kredytobiorcy kontra banki.

Nowy wskaźnik do wyliczenia oprocentowania kredytów może być pułapką

No to poteoretyzowaliśmy. A teraz zobaczcie, jak bardzo zmiana terminowego wskaźnika WIBOR na nowy niewyprzedzający teraźniejszości, może nic nie znaczyć albo wręcz wsadzić kredytobiorców na jeszcze większą minę.

Kluczowy jest timing. WIBOR ma zniknąć z umów kredytów hipotecznych nie od razu, ale dopiero od 1 stycznia 2023 r. To pewnie dlatego, że rząd chce dać GPW Benchmark czas na opracowanie alternatywnego wskaźnika. To oznacza, że w najgorszym czasie, kiedy WIBOR 3M i WIBOR 6 M rosną najbardziej, bo dyskontują z wyprzedzeniem przyszłe oczekiwane podwyżki stóp procentowych, kredytobiorcy nadal będą nieść ciężar tych oczekiwań. Ratunek przyjdzie natomiast w momencie, kiedy cykl podwyżek stóp być może się już zakończy. To znaczy, że WIBOR 3M i 6M już przestaną być takie groźne i tak mocno uciekać wskaźnikom overnight. Różnica będzie już wtedy niewielka, a ratunek symboliczny.

Ale to jeszcze nic. Nie tylko ekonomiści, ale i sam prezes Glapiński sygnalizowali, że w 2023 r. możemy wręcz przejść do obniżania stóp procentowych. A wtedy stawki terminowe 3M i 6M, wyprzedzając przyszłość, będą wręcz niższe niż wskaźnik overnight odzwierciedlający teraźniejszość. A więc kredytobiorcy przejdą na nową stawkę wtedy, kiedy będzie to dla nich mniej korzystne niż pozostanie przy starej. Wówczas zamiast ratunku będziemy mieli do czynienia z kolejną pułapką. Dobre, co?

A więc tak: reforma wskaźników referencyjnych, która była zapowiadana od dawna, a teraz jest przygotowywana naprędce jest potrzebna, ale to nie żaden ratunek dla kredytobiorców. A ten pośpiech jest tyko pod publiczkę.

A co, jeśli Polacy naprawdę pojadą na wakacje zamiast spłacać raty kredytu?

No i w tym planie ratunkowym, który ma przecież jeszcze trzy kolejne elementy, jest co najmniej jeszcze jedna pułapka: wakacje kredytowe dla wszystkich, a nie tyle dla potrzebujących.

One będą skonstruowane następująco: jedna rata kredytowa w kwartale w roku 2022 i 2023 zostanie niejako właśnie przesunięta do spłaty bez odsetek, czyli łącznie w tym okresie będzie to 8 rat kredytowych. Jeżeli ktoś płaci dziś ratę kredytową na przykład 1500 zł i ta rata została podniesiona na 2400 zł - o 900 zł załóżmy - to cztery razy w roku, ta rata kredytowa 2400 zł będzie przesunięta do spłaty bez odsetek, a więc będą to swego rodzaju wakacje kredytowe

– wyjaśniał premier.

Ale po co każdemu takie wakacje? A co, jeśli kredytobiorca naprawdę pojedzie na wakacje, zamiast płacić ratę kredytu? Pojedzie, czyli podbije konsumpcję, a więc inflację. A wtedy RPP będzie zmuszona jeszcze mocniej podnosić stopy. I jeszcze więcej osób sobie pomyśli: stać mnie na ratę, ale po co mam płacić, kiedy jest wysoka, jak mogę ją odroczyć i zapłacić, kiedy stopy będą niższe. I cyk – znów impuls dla RPP do jeszcze mocniejszego podnoszenia stóp. Błędne koło.

To niestety fatalny, populistyczny krok, by zanęcić wszystkich krzykliwych kredytobiorców, bo z pomocą nie ma to nic wspólnego. Za to oberwą firmy, bo WIBOR będzie nadal używany przy kredytach dla firm i pozostałych konsumenckich niehipotecznych.

Z prezentacji premiera wynika, że cały ten czteropunktowy plan ratunkowy postawi Polakom w kieszeniach 3-5 mld zł rocznie. To oznacza, że o tyle właśnie zwiększą się dochody rozporządzalne Polaków, osłabiając działania RPP. Według ekonomistów mBanku, żeby to osłabienie zrekompensować, RPP musiałaby dodatkowo podnieść stopy o 0,5 pkt. proc.

REKLAMA

A przecież inwestorzy starają się przewidywać przyszłość. Wliczą więc w oczekiwania te dodatkowe 0,5 pkt proc. już teraz, co oznacza, że zanim ten wspaniałomyślny plan ratunkowy rządu wejdzie w życie, kredytobiorcy będą płacić jeszcze wyższe raty niż płaciliby bez ogłaszania planu ratunkowego.

Cóż, rynkiem trudno sterować.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA