W mig rozchodzi się kasa z programu Mój Prąd. Wkrótce zabraknie pieniędzy?
Jestem z pokolenia wyrastającego z dwóch polskich kanałów telewizyjnych bez pilota i ewentualnie jednego programu czeskiego, z wieczną śnieżycą. Wtedy wybór programu czy filmu na wieczór był dziecięcą igraszką zawężającą się do prostego: albo to, albo to, albo nic. Dzisiaj, w dobie wszechobecnych VOD, to raczej wyprawa przez mękę, która zdaje się zaprzeczać popularnemu powiedzeniu, że od przybytku głowa nie boli. Bo przecież łatwiej dokonać wyboru spośród dwóch filmów niż wśród dwudziestu. I ta sama klęska urodzaju ma być też piętą achillesową piątej edycji programu Mój Prąd, której dodatkowo ma coraz bardzie ciążyć też zbyt mały budżet.

REKLAMA