Prezesi chcą zwalniać? Niech sobie obniżą pensje! Orlen, PGE, Lotos i reszta powinni dać przykład
Każdy dziś wyciąga do państwa rękę po pieniądze. Każdy mówi, że to on potrzebuje ratunku najbardziej, inaczej wszystko się zawali. Ale nie każdemu należy wierzyć i sypać hojnie z państwowej kasy. Nie wszyscy przedsiębiorcy są aniołami. Nie zapominajmy, że pracodawcy to również „zyskobiorcy”. No i kto zatrudnia te 1,3 mln Polaków na śmieciówkach?

Kryzys, który nadchodzi jak tornado, wymaga interwencji państwa, inaczej z gospodarki zostaną zgliszcza. Ale takie silne perturbacje to też doskonała okazja dla hien, które z pewnością będą chciały wykorzystać sytuację. A na pewno dla tych, którzy buńczucznie uważają, że im się należy, skoro wszyscy coś dostają. A że wcale tak bardzo nie potrzebują? Kogo to obchodzi, jest okazja, to trzeba brać.
Mowa o przedsiębiorcach. Za mocno? To nie o wszystkich. I to nie do końca moje słowa. To tylko luźna interpretacja ostrzeżenia, którego autorem jest profesor ekonomii, były wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko.
Trzeba uważać, aby uchronić się przed skokiem na kasę lewicowych i prawicowych populistów, którzy będą chcieli z kasy państwowej wyrwać – już chcą – jak najwięcej pod hasłem ochrony tych w potrzebie, nawet jeśli oni potrafią sami dać sobie radę
- pisze prof. Kołodko na łamach „Rzeczpospolitej”.
I dodaje:
Jeszcze bardziej trzeba uważać na zachłanność zamożniejszych warstw i na ich wpływowe lobby, zorganizowane dużo lepiej niż pracownicy i konsumenci. Już widać, jakie naciski wywierają na władze organizacje określające się ładnie jako pracodawcy (nie zyskobiorcy), jakby zatrudnianie najemnej siły roboczej było z ich strony działalnością charytatywną, a nie opłacalnym interesem
I to jest dopiero mocne! W ostatnich tygodniach wszyscy jednogłośnie mówią o przedsiębiorcach i pracodawcach jak o barankach prowadzonych na rzeź. Jak o ofiarach, które trzeba ratować. Racja, trzeba, bez nich zginiemy. Ale słusznie prof. Kołodko przypomina, że jest i druga strona medalu, a pracodawcy nie są aniołami. Nie każdemu pomoc naprawdę będzie niezbędna, nawet jeśli będzie tak twierdził.
Każdy traci, nie każdy z tego powodu umiera
Prawdopodobnie każda gałąź gospodarki, każdy sektor zanotuje jakąś stratę. Ale że firma X zarobi o 50 proc. mniej, niż planowała, nie oznacza jeszcze, że rolą państwa jest jej tę stratę wyrównać. Rolą państwa jest wspomóc te firmy, które stracą tak wiele, że nie przetrwają i upadną.
Zastanawialiście się, dlaczego branża pogrzebowa alarmuje, że koronawirus ją dobija i wiele zakładów może nie przetrwać? Ja byłam tym mocno zaskoczona. Przecież ludzie nie wstrzymują się ze śmiercią na czasy po epidemii. Nie mówiąc już, jak bardzo źle by to nie zabrzmiało, że COVID-19 raczej służy wzrostowi popytu na usługi pogrzebowe.
Głos tej branży przebija się jednak do mediów, gdzie jej przedstawiciele tłumaczą, że tracą, bo ludzie kupują mniej kwiatów na pogrzeb, który zgodnie z prawem może zgromadzić jedynie 5 osób. Rodzina nie zamawia trębacza ani luksusowego karawanu - pisała niedawno „Gazeta Wyborcza”. Swoją drogą to smutne, że dotąd zamawiała tego rodzaju usługi wyłącznie, żeby pokazać się pogrzebowym gościom.
Nie znalazłam nigdzie danych, jaka część przychodów w branży funeralnej generowana jest przez podstawową usługę, a jaka przez dodatki jak kwiaty czy gra trębacza. Ale trudno mi uwierzyć, że 4 tys. zasiłku pogrzebowego, który przysługuje każdemu i trafia od razu do zakładu pogrzebowego to za mało, żeby zorganizować pogrzeb z wystarczającą marżą, by utrzymać firmę. Oczywiście mogę nie mieć racji, to tylko intuicja.
Ale z pewnością faktem jest, że zakłady pogrzebowe mają się lepiej niż biznesy, które nie działają wcale z powodu wprowadzonych przez rząd ograniczeń, a koszty ponoszą nadal. Komu należy pomóc, temu, który ledwo zipie, ale daje radę czy temu, który nie ma najmniejszych szans wykaraskać się z kłopotów i musi zamknąć interes i zwolnić ludzi?
Pracodawcy to zyskobiorcy, a nie PCK
Prof. Kołodko zręcznie przypomina, że pracodawca to nie organizacja charytatywna. Pracodawca zatrudnia pracowników, bo ma z tego zysk. W dyskusji o konieczności ratowania pracodawców chyba zaczęło nam to umykać.
Efekt jest taki, że wciąż za rzadko mówi się o tym, że może słuszne byłoby najpierw obcinać wysokie wynagrodzenia tym, którzy za prowadzenie firmy odpowiadają, bo w czasach prosperity to również oni mają największy udział w zyskach. Dopiero w drugiej kolejności szukać oszczędności w zwolnieniach. Pracownicy bowiem w dobrych czasach nie korzystają z koniunktury, ale w czasie kryzysu to oni w pierwszej kolejności ponoszą koszty.
Tymczasem przyjęliśmy za obowiązujący standard działanie polegające na tym, że pracodawca zwalnia, żeby ratować zyski, a wynagrodzenie obcina sobie dopiero na końcu. Dotyczy to przede wszystkim dużych firm i korporacji, bo w małych prywatnych biznesach właściciel robi wszystko, by utrzymać firmę na powierzchni.
Niedawno Lena Kolarska-Bobińska, była minister nauki i szkolnictwa wyższego pytała, czy szefowie spółek Skarbu Państwa zrzekli się już części wynagrodzenia.
Niech szefowie prywatnych korporacji dadzą przykład?
Czy na razie tylko odsyłają w stan czuwania pracowników, którzy w tej chwili są niepotrzebni, a od lat zatrudnieni są na umowach śmieciowych. Dziś nie pracują i w związku z tym nie zarabiają. Ale nie zostali wcale zwolnieni. W wielu wypadkach szefowie powiedzieli im: na razie nie ma pracy, ale jak znów będzie, to oczywiście zapraszamy. Teraz radźcie sobie sami.
Przypomnę tylko skromnie, że na tzw. umowach o dzieło czy zlecenie zatrudnionych jest w Polsce ok. 1,3 mln osób. Kolejne 1,3 mln to osoby samozatrudnione.
Dotąd nie było okazji, żeby problem śmieciówek wybuchł nam tak prosto w twarz. Dotąd jakoś to działało: kobieta pracująca na śmieciówce zachodzi w ciążę, mówi o tym pracodawcy, a ten jak ma trochę przyzwoitości, zatrudnia ją wtedy na etat, żeby mogła iść na urlop macierzyński i korzystać ze świadczeń z ZUS.
Ale czy to nadal jest przyzwoite ze strony pracodawcy, kiedy zdamy sobie sprawę, że może i ładnie zachował się wobec tej kobiety, ale jednocześnie okradł system w ten sposób ubezpieczeń społecznych?