Pracę może stracić 25 mln ludzi. Będzie gorzej niż podczas kryzysu w 2008 r.
Nawet jeśli pandemię koronawirusa uda się w miarę szybko opanować, wiadomo już na pewno, że równie szybko nie uda się opanować chaosu w gospodarce. Międzynarodowa Organizacja Pracy przestrzega, że z powodu Covid-19 na całym świecie pracę może stracić nawet 25 mln ludzi. Dodatkowo nawet 35 mln może znaleźć się poniżej granicy ubóstwa i to mimo że pracy wcale nie stracą. To, co nas czeka, może przerosnąć skutki globalnego kryzysu, który wybuchł w 2008 roku.

Kolejne rządy wdrażają pakiety antykryzysowe, żeby ratować gospodarkę, a więc miejsca pracy. Minister finansów USA Steven Mnuchin apelował niedawno w Senacie o uchwalenie pakietu pomocowego w wysokości 1 bln dol., bo bez tego bezrobocie w USA może dramatycznie wzrosnąć do 20 proc.
Kolejne grupy zawodowe domagają się od rządów pomocy w obawie, że za chwilę pozostaną bez środków do życia. Polska lewica chce od państwa gwarancji zatrudnienia dla pracowników na wzór Danii. Ale mimo działań podejmowanych na całym świecie, pracownicy na pewno nie wyjdą z tego cało. Pytanie, jak wiele miejsc pracy uda się uratować.
Tylko „skoordynowana odpowiedź” nas ocali
Najbardziej optymistyczny scenariusz, jaki przedstawiła Międzynarodowa Organizacja Pracy, to likwidacja 5,3 mln miejsc pracy na całym świecie z powodu pandemii wywołanej przez Covid-19. Najbardziej pesymistyczny scenariusz to utrata pracy aż przez 25 mln ludzi na świecie - twierdzi Guy Ryder, dyrektor MOP. To oznaczałoby, że skutki obecnego kryzysu będą gorsze niż te z lat 2008-2009.
Jeszcze bardziej przeraża, że ci, którzy pracę nadal będą mieli, z powodu gospodarczego kryzysu mogą się znaleźć poniżej granicy ubóstwa. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że może to dotyczyć od 8 do 35 mln ludzi na świecie.
I podkreślił, że konsekwencje mogą być znacząco niższe dla globalnego bezrobocia tylko, jeśli zobaczymy skoordynowaną międzynarodową odpowiedź, tak jak stało się to podczas światowego kryzysu finansowego 12 lat temu.
Czy naprawdę może być gorzej niż 2008 roku?
Oczywiście, że nikt tego nie wie. W tej chwili trudno cokolwiek przewidywać bez szklanej kuli. Ale bardzo wymowne jest to, co dzieje się z giełdami. Oczywiście, rządzą nimi emocje, ale te same emocje kierują ludźmi zarządzającymi firmami i rządami państw.
Zaledwie tydzień temu, 12 marca, Wall Street przeżyło czwarty najgorszy dzień w historii. Gorzej było tylko trzy razy: podczas „czarnego poniedziałku” w 1987 r. i dwukrotnie w 1929 roku
Wykresy na razie pokazują, że giełdy reagują na kryzys bardziej panicznie niż w 2008 roku.
Spadki wyglądają nawet na bardziej gwałtowne niż 1929 roku.
To wcale nie znaczy, że czeka nas kryzys gorszy od tego z końca lat 20. Ale pokazuje, że rynki spodziewają się, że sytuacja może być naprawdę poważna. Niewykluczone, że ci, którzy dziś kpią, że kryzys gospodarczy wywołany izolacją i zatrzymaniem poważniej części gospodarki zabije więcej osób niż sam koronawirus, wcale nie muszą być tak daleko od prawdy.