REKLAMA
  1. bizblog
  2. Biznes

Właściciele stoków szykują się na ciężki kryzys. Aż trudno uwierzyć, co proponują narciarzom

Branża narciarska mówi dzisiaj stanowczo: wielu z nas może tej zimy w ogóle nie zainaugurować. Przedsiębiorcy policzyli sobie, że rosnące ceny energii elektrycznej zjedzą nie tylko zyski, ale dużą część ich obrotów w ogóle. Właściciele wyciągów narciarskich mają jednak w zanadrzu kilka pomysłów. I choć pewnie nie spodobają się one narciarzom, to może być to jedyny sposób na uratowanie nadchodzącego sezonu.

08.10.2022
17:00
sezon-narciarski-obostrzenia
REKLAMA

Już za kilka tygodni zbocza stoków narciarskich zaczną pokrywać się śniegiem, a właściciele wyciągów powyjmują z magazynów armatki śnieżne i puszczą w ruch orczyki wraz z gondolami. Tak mniej więcej brzmiałby początek jakiegokolwiek tekstu na temat branży narciarskiej pisany przed pandemią.

REKLAMA

Po pandemii jest zupełnie inaczej. Ceny energii nową zmorą przedsiębiorców

Rosnące w (nomen omen) lawinowym tempie ceny prądu sprawiają, że przedsiębiorcy zastanawiają się, czy w tym roku biznes im się zepnie. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o Francji, Niemczech, Szwajcarii czy Polsce. Problemy wszędzie są takie same.

Najważniejszą rolę w narciarskim ekosystemie pełnią rzecz jasna ci, którzy umożliwiają narciarzom wjazd na górę. To właśnie na nich skierowane są wszystkie oczy.

Bez wyciągów nie będzie narciarzy. I co dalej? Grupka skiturowych zapaleńców nie utrzyma restauracji, stoisk z grzańcami i całej okołostokowej infrastruktury. Dużo mniej gości zjawi się też w hotelach i pensjonatach. Te ostatnie swoją drogą mają potężny ból głowy i bez takich wątpliwości. Część obiektów noclegowych dostała rachunki i prognozy za energię elektryczną i zamyka się już teraz.

Niektórzy wciąż jeszcze walczą. We Francji około 70 proc. właścicieli wyciągów ma podpisane umowy z państwowym dostawcą - firmą EDF. Media podają, że monopolista zamierza podnieść stawki nawet 20-krotnie. Te stacje, które już pochwaliły się nowymi prognozami, mówią o wzroście cen za energię z kilku do kilkunastu milionów euro.

Nie jesteśmy w stanie podpisać nowej umowy z EDF. Rachunek za prąd stanowiłby od 20 proc. do 25 proc. naszych obrotów, w porównaniu z 5 proc. obecnie - tłumaczył stacji France 3 Sébastien Giraud, dyrektor generalny firmy obsługującej kurort Villard-de-Lans.

Tylko jak? Tu właśnie zaczyna się zabawa. Operatorzy wyciągów chcą zamknąć część tras i zlikwidować jeżdżenie po nocy, bo oświetlanie stoków będzie ich słono kosztować. W planach jest również zmniejszenie prędkości orczyków i gondoli. Klienci dostaną się więc wraz z nartami na górę wolniej, ale za to w akceptowalnej cenie. - Narciarze nawet nie zauważą - przekonują przedstawiciele branży.

Podobne środki chcą wdrożyć Austriacy. Kurorty deklarują, że zmniejszą zużycie energii o co najmniej 10 proc. Przebili ich Szwajcarzy, twierdząc, że zredukują zapotrzebowanie na prąd aż o 20 proc.

To jednak tylko część rozwiązania. Drugą stanowi oczekiwana pomoc od rządu. Anne Marty, wiceprezes związku Domaines Skiables de France (SDF) twierdzi, że wyciągi pełnią taką samą rolę transportową jak metro czy tramwaj i powinny być w związku z tym chronione przed podwyżkami cen energii. Padają też postulaty, by branże narciarską potraktować jak branże energochłonne i wprowadzić maksymalne stawki za MWh.

W Polsce do obaw dotyczących cen dochodzi jeszcze trwoga o przerwy w dostawach prądu. Stacje narciarskie zaopatrują się w agregatory prądotwórcze i modlą się, by śniegu było na tyle dużo, by nie było konieczności odpalania armatek. W innym wypadku wzrost cen karnetów (a ten jest nieunikniony) będzie dla narciarzy i przedsiębiorców najmniejszym zmartwieniem.

Narciarstwo może w ten sposób dołączyć do innych sportowych aktywności, których uprawianie może stać się za moment bardzo problematyczne. Michał Tabaka pisał niedawno, że podobny los czeka pływalnie, stadiony i hale sportowe.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja:
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA