Sprzedaż ubrań i dodatków z drogiej ręki ma coraz więcej zwolenników. Kto nie chciałby pozbyć się niepotrzebnych rzeczy, zadbać o środowisko i jeszcze na tym zarobić? Jednak twórcom popularnej aplikacji Vinted biznes dopiero teraz zaczął przynosić zyski – spółka odnotowała 17,8 mln euro na plusie - wynika z jej najnowszego raportu.

Platforma Vinted powstała na Litwie w 2008 r. i szybko zaczęła podbijać kolejne rynki w Ameryce Północnej, ale i krajach Europy. W Polsce jest obecna od 2013 roku, nad Wisłą notuje już ponad 10 mln użytkowników. Sprzedaż ubrań i dodatków jest darmowa, ale produkt lub całą szafą można płatnie promować. Spółka zarabia nie tylko na tym, ale i na opłatach (za tzw. „ochronę kupującego” czy sprawdzenia autentyczności produktów z wyższej półki) i reklamach innych firm.
Więcej wiadomości o zakupach przeczytasz w tekstach:
Mimo że platforma rośnie w siłę i dziś notuje na świecie około 75 mln użytkowników, przez pierwsze lata nie udało jej się wyjść na plus. To zmieniło się w ubiegłym roku, gdy sprzedaż urosła o 61 proc. – osiągając 596 mln euro. Natomiast zysk netto wyniósł 17,8 mln euro. Spółka ma powody do radości, bo jeszcze rok 2022 kończyła ze stratą netto w wysokości 20,4 mln euro.
Moda używana jest wciąż stosunkowo niedojrzałym rynkiem i stanowi jedynie niewielki odsetek tego sektora. Nasze wyniki w 2023 r. były nie tylko dowodem na to, że możemy zapewnić silny wzrost, ale także na to, że jesteśmy w czołówce rynku o ogromnym potencjale – powiedział Thomas Plantenga, prezes Vinted.
Dodał, że rozwój sprzedaży ubrań z drugiej ręki to skuteczny sposób na złagodzenie szkód wyrządzanych przez branżę modową.