Pamiętacie wygraną państwa Dziubaków z Raiffeisen Bankiem? Sąd uznał ich umowę o kredyt we frankach za nieważną. Mówiła o tym cała Polska, bo to był przełom dla całego środowiska frankowiczów, który wywołał lawinę pozwów przeciw bankom. Ale Raiffeisen nie składa broni i pozywa ich teraz o pieniądze za bezumowne korzystanie z kapitału. Chce zastraszyć frankowiczów, bo nie ma już innego wyjścia.

Banki od kilku tygodni pracują nad systemowym rozwiązaniem problemu z kredytami frankowymi. Ugody, jakie jeszcze w grudniu 2020 r. zaproponował szef KNF, zapewne nie obejmą klientów wszystkich kredytodawców. Jednym z tych, dla których to nie będzie rozwiązanie problemu, może się okazać Raiffeisen Bank.
Bank ten de facto wycofał się z polskiego rynku i w polskim oddziale Raiffeisen Bank International został już tylko portfel frankowy. Niemały, bo wart ponad 11 mld zł.
Jednocześnie po wyroku TSUE, a potem Sądu Okręgowego w Warszawie, który doprowadził do unieważnienia umowy i wielkiej klęski kredytodawcy, Raiffeisen stał się jednym z najczęściej pozywanych przez frankowiczów banków.
Przegrywanie wszystkich spraw - a taka kształtuje się linia orzecznicza sądów - to nie rozwiązanie. Analitycy oceniają, że Raiffeisen nie będzie też skłonny do zawierania masowych ugód według propozycji KNF. Bank postawił więc na trzecią ścieżkę - zastraszyć frankowiczów, żeby przestali fikać.
Wszystkie oczy na państwo Dziubaków
Od miesięcy banki odgrażają się, że może i przegrywają w sądach z kredytobiorcami walutowymi, ale same też mogą iść do sądu i w razie unieważnienia umowy będą domagać się od klientów wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału.
Dotąd to były głównie pogróżki, choć kilka banków zdecydowało się już złożyć takie pozwy przeciw swoim byłym kredytobiorcom. Teraz, jak donosi serwis prawo.pl, dołączył do nich Raiffeisen i to właśnie w sprawie państwa Dziubaków.
Przypomnijmy, że kredyt zaciągnięty przez Dziubaków miał wartość 400 tys. zł Teraz Raiffeisen domaga się od nich 790 995,07 zł - prawie dwa razy tyle. Za co? Bank twierdzi, że o tyle zubożał, biorąc pod uwagę wypłacone Dziubakom środki, dodatkowo powiększył je o inflację i doliczył koszty, jakie musiał ponieść, udostępniając klientom te pieniądze.
Zwrot kosztów to nie wynagrodzenie?
Rzecznik Praw Obywatelskich, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Rzecznik Finansowy są przekonani, że bankom w takiej sytuacji nie przysługuje wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Ale Raiffeisen próbuje sprytnie to ominąć i wcale nie domaga się wynagrodzenia, ale zwrotu kosztów związanych z przekazaniem Dziubakom pieniędzy.
Czy ta gra słów pomoże Raiffeisenowi? Wygląda na to, że niekoniecznie. Bank złożył pozew przeciw Dziubakom w Sądzie Okręgowym w Warszawie już 5 stycznia 2021 r. Od tamtej pory sąd zdążył zareagować - oddalił wniosek banku o zabezpieczenie roszczenia. To znaczy, że jego zdaniem bank nie uprawdopodobnił roszczenia wobec Dziubaków.
I Raiffeisen o tym wie, że musiałby stać się cud, żeby wygrał tę sprawę. Tym bardziej jasne jest, że wcale nie chodzi o wygraną, ale o wywołanie konkretnego efektu. Widocznie tylko to mu zostało.