Videotolling na kolejnych odcinkach autostrad nawet w lipcu. Jest tylko jeden hamulcowy
Płacenie za autostradę bez opuszczania szyby, a nawet bez całkowitego zatrzymania się umożliwia działający na fragmentach A1 i A4 videotolling, czyli system sczytujący tablice rejestracyjne i pobierający opłatę z naszego konta. Od lipca taki system ma szansę pojawić się na państwowych odcinkach A4 i A2. Problem ma tylko koncesjonariusz A2, czyli Autostrada Wielkopolska.

Fot. Ministerstwo Infrastruktury
Już we wtorek 14 stycznia poznamy chętnych do zbudowania systemu automatycznego poboru opłat na płatnych państwowych odcinkach autostrad A2 i A4. To wtedy zostaną otwarte koperty z ofertami w przetargu ogłoszonym na początku stycznia przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego.
GITD od 2018 roku zajmuje się poborem opłat na drogach w Polsce, oczywiście z wyłączeniem odcinków zarządzanych przez koncesjonariuszy. Jednym z warunków przystąpienia do tego przetargu jest „posiadanie środków finansowych lub zdolności kredytowej w wysokości co najmniej 6 mln zł”.

To świetna wiadomość dla osób, które już poznały zalety videotollingu i w najbliższym sezonie wakacyjnym mają w planach podróż niemal 100-kilometrowym odcinkiem autostrady A2 między Strykowem a Koninem, a także ponad 150-kilometrowym odcinkiem A4 między Gliwicami a Bielanami Wrocławskimi.
Videotolling videotollingowi nierówny
Warto zaznaczyć, że wszystko zależy od sposobu realizacji tego systemu. Jeśli videotolling ma działać tak jak na małopolsko-śląskim odcinku A4, czyli z wydzielonymi, „uprzywilejowanymi” bramkami, to jest czym się cieszyć. Jeśli jednak będzie tak, jak na Amber One, gdzie każda bramka obsługuje zarówno płatności gotówkowe, jak i videotolling, w przypadku dużego ruchu na autostradzie i tak będziemy stać w kolejkach jak wszyscy.

Oczywiście najlepszym pomysłem byłoby wprowadzenie winiet i zaoranie wszystkich punktów poboru opłat, jak w zeszłym roku zrobiono z nigdy nieuruchomionym PPO w Pruszkowie na autostradzie A1. Winiety obowiązują nie tylko w Czechach i na Słowacji, ale także w Szwajcarii. Taki system jest bez porównania tańszy i wygodniejszy, ale nie mam złudzeń, że kiedykolwiek doczekamy się go w naszym kraju.
Tradycyjne bramki szybko nie znikną
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Jeśli GITD zrealizuje swoje zamierzenie i w lipcu uruchomi videotolling na państwowych odcinkach A2 i A4, pozostanie tylko jeden płatny odcinek autostrady, na którym tego systemu nie będzie. Chodzi o autostradę A2 biegnącą od granicy z Niemcami do Konina:
Ten płatny, około 240-kilometrowy odcinek jest zarządzany przez spółki Autostrada Wielkopolska oraz Autostrada Wielkopolska II. Często określana jest na wyrost mianem „autostrady Kulczyka” - obecnie kontrolowany przez Sebastiana Kulczyka fundusz Kulczyk Investments posiada tylko około 24 proc. akcji pierwszej spółki i 40 proc. drugiej.
Tak czy inaczej, to nie tylko najdroższa autostrada w Polsce, a wkrótce zapewne także najbardziej zapóźniona technologicznie, przynajmniej jeśli chodzi o metody poboru opłat.

Jak już informowaliśmy, spółka na razie deklaruje jedynie, że sprawę automatycznych płatności na bieżąco „śledzi i analizuje”. Wiadomo, że taki system na pewno nie pojawi się na koncesjonowanym odcinku A2 w te wakacje.
Czekają na decyzję ministra, ale po co?
Robert Stankiewicz, doradca zarządu Autostrady Wielkopolskiej ds. mediów w rozmowie z Bizblog.pl stwierdził jasno, że spółka nie podejmie się żadnej inwestycji w nowy system poboru opłat, dopóki decyzji o obowiązującej technologii płacenia za autostrady nie podejmie minister transportu.
Zapewnił, że „jak tylko strona publiczna zdecyduje, jaki to będzie system, to poczynione zostaną starania, by zrealizować taki projekt bez zbędnej zwłoki z korzyścią dla wszystkich użytkowników Autostrady Wielkopolskiej”.
Problem polega na tym, że ministerstwo wcale nie zamierza podejmować żadnej decyzji w tej sprawie, zostawiając kwestie techniczne dotyczące poboru opłat koncesjonariuszom. Minister Andrzej Adamczyk już w czerwcu zeszłego roku deklarował: