Jeśli ktoś spodziewał się, że po wczorajszej panicznych spadkach na GPW i na złotym dzisiaj będzie lepiej, to się mylił. Co prawda wtorek zaczął się całkiem nieźle, waluta i giełda wyglądały przez moment, jakby chciały powetować sobie straty z poniedziałku, ale niestety nasz kraj nadal traktowany jest jak trędowaty i wciąż rynek toczy chiński wirus.

Dlaczego to nasza giełda i złoty płacą za epidemię koronawirusa? A no dlatego, że jak każdy z tzw. rynków wschodzących zawsze w pierwszej kolejności przyjmujemy uderzenie, gdy coś złego dzieje się na świecie. Polska wciąż jest postrzegana jako mniej pewna niż rynki rozwinięte USA, stara UE, Japonia czy Szwajcaria. I gdy tylko w grę wchodzi większy konflikt, problem z gospodarką czy jak teraz nowa epidemia, to inwestorzy nie zastanawiając się, pozbywają się złotówek i polskich papierów wartościowych.
Efekt jest taki, że złoty stracił wczoraj do wszystkich walut, a frank nawet przebił granicę 4 zł i ani myśli stracić na wartości. We wtorek rano na chwilę zszedł poniżej 4 zł, ale potem wystrzelił w górę, umacniając się do poziomu 4,01 zł. Szwajcarska waluta jest najdroższa od czterech miesięcy i wygląda, jakby szykowała się do pobicia wrześniowych rekordów na poziomie 4,05 zł. Euro rano było też droższe niż wczoraj i kosztowało 4,28 zł. Podobnie dolar, który przebił poziom 3,88.

WIG20 stracił w poniedziałek 3,3 proc., najwięcej od sierpnia 2018 roku. Na wartości straciły wszystkie spółki wchodzące w jego skład. Najwięcej JSW aż -6,5 proc., najmniej CD Projekt –1,8 proc.
Ale warszawska giełda nie była wyjątkiem
Około trzyprocentowe spadki Nikkei i analogiczne zachowanie większości rynków EM (na czele z Rosją reagującą na gwałtowne spadki cen ropy wywołały przecenę graniczącą z paniką także w Europie. Indeksy na kontynencie osuwały się cały dzień, a DAX i CAC40 spadły ostatecznie 2,7 proc. Umocnienie kontynuował dolar, zbliżając kurs EURUSD do 1,10. Pewną ochronę inwestorom mogło dawać złoto którego ceny wahały się w przedziale 1580-1580 USD za uncję, ale także dla jego wzrostów siła amerykańskiej waluty jest przeszkodą
– podsumował wczorajszy dzień Xelion.

Dzisiaj indeks największych polskich spółek rozpoczął dzień na niewielkim plusie powyżej 2100 pkt., ale po pierwszej godzinie handu był bliżej czerwonej kreski oznaczającej wczorajszy głęboki spadek niż optymistyczne otwarcie.

Analitycy mówią o panice
Private Wealth Consulting wskazuje, że choć na razie nie ma powodów do obaw, że grozi nam pandemia, sama choroba budzi niepokój gdyż za mało znanych jest informacji odnośnie samego wirusa. To wszystko pada na bardzo podatny grunt, jakimi są rozgrzane rynki po ostatnich silnych wzrostach.
Jak zwykle inwestorzy potrzebują pretekstu aby rozpocząć masową sprzedaż akcji, które dały pokaźne zyski. Dodając do tego fakt, że dzisiaj rozpoczął się w Chinach Nowy Rok Księżycowy, pięć wolnych dni i zmasowane podróże chińskich obywateli otrzymaliśmy mieszankę wybuchową. Jak zwykle w takiej sytuacji ciężko cokolwiek prognozować gdyż poziom paniki jest trudny do oszacowania
– komentują sytuację na rynkach analitycy Private Wealth Consulting.
Co czeka nas w kolejnych dniach?
Marek Rogalski uważa, że obserwowana z rana próba odbicia wygląda na nietrwałą korektę w trendzie spadkowym. Jego zdaniem budowanie scenariusza w oparciu, że relacja ofiar śmiertelnych do liczby stwierdzonych przypadków zarażenia wirusem jest wciąż niska, to za mało.
Dodatkowo niepokój budzi fakt, że druga z zarażonych osób w Japonii, nie miała kontaktu z osobą z Wuhan, co zdaje się sugerować początek wtórnych zarażeń. To nadal buduje niepewność, a ta nie sprzyja temu, aby inwestorzy mogli zignorować wątek wirusa i skupić się na innych tematach
– wskazuje ekspert DM BOŚ.