Zatrudniony czy ubezpieczony? Przedsiębiorca czy pracodawca? Pracownik czy zleceniobiorca? W potocznym języku te pary mogą funkcjonować jako synonimy, ale w języku prawnym to diametralnie różne pojęcia. Niestety rząd miesza je nie tylko w komunikatach, ale nawet w samym tekście specustawy, co tylko powiększa chaos informacyjny wokół tarczy antykryzysowej.

Fot. Adam Guz/KPRM
Autorów ustawy „o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2” zwanej w marketingowym języku rządu „Tarczą Antykryzysową”, można by tłumaczyć pośpiechem w przygotowywaniu przepisów służących pilnemu ratowaniu polskich firm i ochronie pracowników.
Formacja rządząca sama jednak ustrzeliła ten argument, wprowadzając do liczącego już 140 stron tekstu specustawy całą masę przepisów, które nie mają nic wspólnego z utrzymaniem gospodarki przy życiu – chodzi o zmiany w prawie wyborczym czy przedłużenie kadencji władz klubów łowieckich, a nawet... prezesa PZPN.
Trudno stwierdzić, czy mieszanie bardzo istotnych pojęć prawnych to tylko efekt pośpiechu i stosowanie nadmiernych uproszczeń, czy może jednak przejaw niezrozumienia realiów prowadzenia działalności gospodarczej. Tak czy inaczej, przejdźmy do przykładów.
Ubezpiecza, a nie zatrudnia
We wtorek minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zaprezentowała rozszerzenie rozwiązań w ramach tarczy antykryzysowej. Ogłosiła, że ze zwolnienia ze składek ZUS będą mogły skorzystać firmy „zatrudniające do 50 pracowników”.
Minister „od firm” zdołała popełnić tu dwa błędy. Po pierwsze, nie do 50, lecz do 49, a po drugie, nie zatrudniające, lecz ubezpieczające.
Czepiam się lapsusów, które mogą zdarzyć się każdemu? Na pewno w przypadku drugiego błędu nie ma mowy o żadnym przejęzyczeniu. Od wtorku na rządowej stronie będącej źródłem wiedzy o tarczy antykryzysowej widnieje następujący fragment:
„Dotychczas takie zwolnienie z ZUS-u dotyczyło samozatrudnionych oraz mikrofirmy zatrudniające do 9 pracowników. Po zmianach z wakacji składkowych skorzystają także firmy, które zatrudniają od 10 do 49 osób”.

Obie informacje są fałszywe. Specustawa nie mówi nic na temat liczby osób „zatrudnionych” przez firmy w kontekście ich uprawnień do skorzystania z umorzenia składek ZUS. Mowa jest o liczbie ubezpieczonych. Dlaczego to takie ważne?
Wiele firm załapałoby się na kryterium maksymalnej liczby zatrudnionych, ale w przypadku kryterium ubezpieczonych z (częściowego) umorzenia składek ZUS już nie skorzysta. Wystarczy, że oprócz „legalnej” liczby stałych, etatowych pracowników ma także pewną liczbę osób pracujących z doskoku, a na żadne zwolnienie z ZUS-u nie może liczyć.
Chaos informacyjny
Jeśli więc ktoś myśli, że rządowa strona gov.pl/tarczaantykryzysowa to definitywne źródło wiedzy dla przedsiębiorców w zakresie pomocy państwa, może się srogo zawieść. Bez lektury „gołego” tekstu ustawy lub pomocy zaufanego prawnika czy księgowego nie można mieć pewności, jaki jest stan prawny.
Co ciekawe, w zasadzie poprawna informacja została zamieszona na stronie premier.gov.pl, gdzie napisano, że „chodzi o przedsiębiorstwa zatrudniające od 10 do 49 ubezpieczonych”. Kwestia „zatrudniania” jest to wprawdzie dyskusyjna, ale nie ma przynajmniej wątpliwości, że chodzi o ubezpieczonych, a nie o pracowników. Chaos informacyjny w pełnej krasie.

Pracodawca to nie to samo co przedsiębiorca
Prof. Gładoch w rozmowie z Bizblog.pl zwraca również uwagę na niedopuszczalne mieszanie pojęć w innym fragmencie specustawy, który dotyczy pomocy dla większych firm. Chodzi o wymienne stosowanie pozornie jednoznacznych pojęć „przedsiębiorca” i „pracodawca”.
Chodzi o art. 15g, który umożliwia wprowadzenie postojowego lub obniżenie pracownikom wymiaru czasu pracy, jeśli firma zanotowała spadek obrotów z powodu koronawirusa.
Najpierw mowa jest o tym, że „z wnioskiem o przyznanie świadczeń na rzecz ochrony miejsc pracy, o wypłatę ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych świadczeń na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników objętych przestojem ekonomicznym albo obniżonym wymiarem czasu pracy” może wystąpić przedsiębiorca. Z dopłat mogą skorzystać zarówno pracownicy etatowi, jak i osoby na umowach cywilnoprawnych.
W kolejnych zapisach ustawy mowa jest już nie o przedsiębiorcy, lecz o pracodawcy. Jaka to różnica? Przedsiębiorca jest formalnie pracodawcą tylko dla pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Rozciąganie terminu „pracodawca” na przedsiębiorcę, który jest zamawiającym w umowie o dzieło, umowie zleceniu czy w innej umowie o świadczenie usług to poważny błąd.
Problemy z porozumieniem z załogą
W tej sytuacji mogą pojawić się poważne problemy interpretacyjne w przypadku art 15g ust. 11, przy ustaleniu podmiotu, który jest uprawniony do zawarcia porozumienia dotyczącego warunków i trybu wykonywania pracy w okresie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Zgodnie z ustawą „porozumienie zawiera pracodawca […]”, a nie "przedsiębiorca".
Aby przedsiębiorca (pracodawca?) mógł wprowadzić postojowe lub obniżyć wymiar pracy, musi zawrzeć porozumienie ze związkami zawodowymi, a jeśli nie działają w danej firmie, to z przedstawicielami pracowników. W tym drugim przypadku może pojawić się problem.
Specustawa mówi bowiem, że porozumienie ma być zawarte z przedstawicielami pracowników, „wyłonionymi w trybie przyjętym u danego pracodawcy”. Prof. Gładoch zwraca uwagę, że jest to niespotykana w polskim prawie formuła, dlatego nie wiadomo, jak ją w praktyce stosować. Co więcej, pracownicy mogą bać się odpowiedzialności związanej z decyzją o obniżeniu całej załodze wynagrodzeń, przez co w wielu firmach może nie dojść do wyłonienia przedstawicieli pracowników. Co wtedy? Specustawa milczy w tej kwestii.
Prof. Monika Gładoch zwraca uwagę, że tego typu nieścisłości i błędnie skonstruowanych przepisów jest w rządowej specustawie znacznie więcej. Wiele przepisów z pewnością będzie poprawianych w kolejnych wersjach tarczy antykryzysowej, ale zanim ustawa nabierze ostatecznego kształtu, w wielu przypadkach może być za późno na ratowanie firm i miejsc pracy.