Rząd się zlitował nad firmami, którym zamknął biznesy. Nie będzie podatku od umorzenia tarczy PFR
„Podjąłem decyzję, by zaniechać w całości poboru podatku od umorzonej części dotacji z Tarczy Finansowej” – ogłosił premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej we wtorek. Rząd długie miesiące trzymał przedsiębiorców w niepewności, czy będą musieli zapłacić łącznie około 10 mld zł podatku. Teraz premier przedstawia to jako „kolejny zastrzyk 10 mld zł z budżetu państwa dla przedsiębiorców na lepszy rozwój”.

Przypomnijmy, o co w tym wszystkim chodzi. W zasadach pierwszej tarczy finansowej, zwanej zwykle „tarczą PFR” zaszyto wymóg częściowego zwrotu subwencji po roku – o skali zwrotu miało decydować stopień utrzymania zatrudnienia. Z pomocy skorzystało 370 tys. firm, a polski rząd musiał na ten cel zapożyczyć się – za pośrednictwem PFR i NBP – na około 100 mld zł na rynkach finansowych.
Gdy okazało się, że epidemia koronawirusa dopiero na dobre pojawiła się w Polsce jesienią 2020 roku, rząd pośpiesznie zmontował kolejną tarczę PFR i musiał zrobić coś z też z tą pierwszą. Od firm, które zostały ponownie zamknięte już w październiku, nie można było żądać, by na wiosnę oddawały część subwencji z poprzedniej tarczy. W styczniu 2021 r. rząd zmienił zasady rozliczania tarczy 1.0 i zwolnił firmy z częściowego zwrotu pieniędzy, bez względu na to, czy (etatowych) pracowników zwolniły, czy nie.
Tu jednak powstał problem. O ile przepisy ustawy covidowej mówią jasno, że należna kwota subwencji z PFR nie jest opodatkowana, to w przypadku umorzenia formalnie mamy do czynienia z przychodem, a gdzie przychód, tam fiskus. Szacuje się, że z tytułu podatku dochodowego od umorzonych kwot subwencji firmy musiałyby zapłacić około 10 mld zł.