REKLAMA
  1. bizblog
  2. Samorządy

Chcieli nam naprodukować nowych Lewandowskich. Oto co z tego wyszło

Politycy uwielbiają ogrzewać się w blasku sławy uznanych sportowców. Przy okazji każdej inicjatywy mającej za zadanie zachęcenie dzieci do ruchu padają górnolotne słowa o, tym że może doczekamy się dzięki nim nowych Robertów Lewandowskich, Ig Świątek i Bartoszów Kurków. Ostatnim z takich projektów jest program budowy hal sportowych. Szumne zapowiedzi rządu zderzyły się jednak ze ścianą, choć samorządy chętnie by takie obiekty przytuliły. (fot: Barbanell / Shutterstock)

24.11.2022
6:41
Chcieli nam naprodukować nowych Lewandowskich. Oto co z tego wyszło
REKLAMA

Pisząc te słowa bezpośrednio po zremisowanym w bardzo złym stylu meczu z Meksykiem, chciałoby się napisać, że polska reprezentacja potrzebuje nowych Lewandowskich jak tlenu. I chętnie bym tak napisał, porozwodził się nad kondycją naszej kopanej, mentalności piłkarzy i tak dalej. Ale tego nie zrobię. Bo większość zawodników obecnej kadry dorastało piłkarsko za granicą, a sugerowanie, że doczekamy się kolejnych wielkich nazwisk w świecie sportu dzięki budowie obiektów sportowych wydaje mi bardzo naciągane. Co nie zmienia faktu, że politycy to uwielbiają.

REKLAMA

Premier Morawiecki nie jest wyjątkiem

W małych miejscowościach są wspaniałe, sportowe talenty. Musimy je wydobyć. To jest nasze zadanie

– perorował szef rządu, zapowiadając budowę 1000 hal sportowych w polskich gminach.

I przypominał:

Iga Świątek? Wywodzi się z Raszyna. Robert Lewandowski zaczynał w Partyzancie Leszno

To oczywiście nie wszystko. Mateusz Morawiecki tłumaczył też, że powinniśmy troszczyć się o zdrowie młodzieży, która odpływa w świat wirtualny, nie chce jej się ruszać sprzed tabletów i smartfonów. Młodzi ludzie utknęli przed telewizorami, dodawał premier, a my chcemy ich zachęcić do aktywności fizycznej.

Te hale sportowe będą te dzieciaki i młodzież wyciągać do zdrowszego życia

– wyjaśniał

Słuchając tych słów można było na chwilę odpłynąć i pomarzyć. Tysiące nastolatków oderwanych od oglądania Youtube’a, walk freaków i scrollowania TikToka. A potem jeszcze to wyławianie sportowych talentów!

Szybko okazało się, że trzeba trochę powściągnąć entuzjazm. Program został zainaugurowany na początku wakacji. Gminy dostały czas na składanie wniosków od 18 lipca do 16 sierpnia, czasu było więc niewiele. Ale ze słów samorządowców wynika, że nie to było i jest największym problemem.  

Ale po kolei. Rząd zadeklarował, że gminy dostaną dofinansowanie do budowy hal sportowych o lekkiej konstrukcji do 70 proc. wydatków kwalifikowanych. Dotacja nie może przekroczyć 2 mln zł dla budowy boiska wielofunkcyjnego o wymiarach 20x40m z zadaszeniem, albo miliona złotych w przypadku samego zadaszenia.

Mogłoby się wydawać, że gminy tylko temu przyklasną

Rosnące wydatki na energię elektryczną i drożejący zbiorkom mocno obciążają budżety samorządów. Skorzystanie z darmowej kasy spływającej z góry brzmi jak obowiązek każdego odpowiedzialnego lokalnego polityka. Prawda?

Otóż zdaniem samorządowców – nie. I trzeba przyznać, że ich argumentacja ma sporo sensu. W serwisie temi.pl wypowiedziało się na ten temat kilku burmistrzów. Główny argument przeciw? Pieniędzy jest po prostu zbyt mało. Rząd nie uwzględnia rosnących cen materiałów budowlanych przez co gminy musiałyby wziąć dużą część kosztów na siebie. A na to ich w tej chwili najzwyczajniej w świecie nie stać.

Obecnie kwoty na wykonanie różnych zadań wzrastają po przetargach o 50, a nawet 100 proc. Przy idealnym założeniu, że gmina uzyska maksymalne dofinansowanie z rządu i tak nie daje to gwarancji na przeprowadzenie prac. Jeżeli kwota po przetargu wyniesie np. 3‒4 mln zł, to naszego samorządu nie będzie stać na wygospodarowanie dodatkowych 2 mln zł na przeprowadzenie inwestycji – mówił w rozmowie z serwisem Paweł Augustyn, burmistrz Ryglic.

Drugim problemem jest utrzymanie obiektów. Nawierzchnię wypada przecież od czasu do czasu wymienić. W upalne lato trzeba zapewnić klimatyzację, zimą dogrzać tak, by temperatura nie spadała poniżej kilkunastu stopni Celsjusza. Wydatki liczone byłyby w milionach złotych. Rządzący nie ukrywali przy tym, że program kierowany jest przede wszystkich do gmin wiejskich i miejsko-wiejskich. Czyli w domyśle takich, które groszem, mówiąc nieładnie, raczej nie śmierdzą.

Efekt? Na ostatnim posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki wyszło na jaw, że wnioski o dotacje złożyło raptem 12 gmin w całym kraju. Przedstawiciel ministerstwa sportu ujawnił, że z tej grupy sześć projektów trzeba było odrzucić.

Resort miał nadzieję, że pierwsze półrocze funkcjonowania programu uda zamknąć się z wynikiem kilkudziesięciu zbudowanych hal sportowych. W przyszłym roku liczba ta miała wzrosnąć do 500, a łącznie w ciągu kilku lat samorządy miały łącznie wzbogacić się o 1000 dodatkowych całorocznych obiektów sportowych.

Czy za 20 lat doczekamy się dzięki temu nowych Lewandowskich?

REKLAMA

Start programu nie napawa zbytnią nadzieją. Tak samo zresztą jak gra Polaków w inauguracyjnym meczu tegorocznych mistrzostw świata. Dbałość o powszechnie dostępną infrastrukturę sportową jest zresztą ciekawym podsumowaniem kondycji naszej kopanej w ogóle.

Dość powiedzieć, że wyśmiewany przez PiS program budowy Orlików popadł w zapomnienie, a kilka lat temu media pisały, że co trzecie boisko nie nadaje się już do użytku. Tam gdzie obiekty jeszcze nie popadły w ruinę też nie jest kolorowo. Toruń wprowadził niedawno opłaty za korzystanie z Orlików, bo uznał, że oświetlanie ich wieczorami kosztuje budżet miasta trochę za dużo. Lepszej puenty sam bym nie wymyślił.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA