COVID-19 gwoździem do trumny PGG. Na zgliszczach grupy powstanie Polski Węgiel
Lawino rośnie liczba zakażonych pracowników Polskiej Grupy Górniczej. Z tego względu już trzy kopalnie wstrzymały wydobycie. To z kolei generuje kolejne kłopoty finansowe spółki, której dalsze funkcjonowanie stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Nie dziwne więc, że rząd myśli już o tym, jak poukładać całą branże od nowa.

Według Wojciecha Andrusiewicza, rzecznika Ministerstwa Zdrowia, już u ponad 400 górników potwierdzono koronawirusa. Tylko w PGG liczba zakażonych wynosi 359 i z dnia na dzień rośnie. W sumie blisko 1500 pracowników spółki jest już na przymusowej kwarantannie. Dlatego nie było innego wyjścia, jak wstrzymanie w trzech kopalniach (Sośnica, kopalni Murcki-Staszic i Ruchu Jankowice) wydobycia do 10 maja.
PGG stara się, jak może, żeby minimalizować zagrożenie i tym samym nie przerywać pracy w kolejnych zakładach produkcyjnych, co bardzo mocno odbija się na i tak niepewnej kondycji finansowej spółki. Dlatego jak najszybciej wśród pracowników PGG mają być prowadzone testy przesiewowe na COVID-19. Związkowcy nie potrafią zrozumieć dlaczego na taki krok zdecydowano się teraz, kiedy koronawirus już w PGG i innych spółkach węglowych szaleje na dobre. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Adama Gawędy, nie tak dawno zwolnionego pełnomocnika rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.
Teraz okazuje się, że były to zapewnienia bez pokrycia i jakby faktycznie PGG posłuchała apeli, to bardzo możliwe, że dzisiaj mielibyśmy do czynienia z zupełnie inną sytuacją.
Nie ma planu naprawczego PGG
Przypomnijmy, że prowadząc negocjacje ws. cięć w produkcji i zarobkach w związku z zagrożeniem epidemiologicznym w PGG, związkowcy bardzo mocno akcentowali konieczność przedstawienia przez zarząd spółki planu naprawczego firmy. Oczekiwali, że przynajmniej jego wstępny zarys zobaczą najpóźniej 4 maja. Ale nic takie się nie stało. Władze PGG stoją na stanowisku, że dzisiaj wyjątkowo trudno przewidywać przyszłe zapotrzebowanie, a tym samym nie można na poważnie prognozować wielkości produkcji węgla i związanych z tym przychodów.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami związkowcy odmówili podpisania porozumienia antykryzysowego. Mają na ten temat jeszcze rozmawiać. Zdaniem prezesa PGG Tomasza Rogali tylko takie rozwiązanie pozwoli spółce skorzystać z rządowego pakietu antykryzysowego, co z kolei ma uratować PGG przed stratami w wysokości nawet 700 mln zł w ciągu trzech miesięcy.
PGG to ciężko chory pacjent
Tomasz Rogala od tygodni przekonuje, że jedynie zaciśnięcie pasa da szanse spółce na przetrwanie. Tylko w lutym produkcja węgla spadła o 12,5 proc. W kwietniu żadnego zamówienia w PGG nie złożyli ani Tauron, ani Enea. W efekcie przykopalniane zwały węgla w miesiąc zyskały dodatkowe pół miliona tony. A to tylko pogorszyło i tak nieciekawą sytuację PGG, którą dobijał przede wszystkim idący w kilkanaście milionów ton import węgla. Na nic się zdała inicjatywa rządzących z Centralnym Magazynem Węgla: zwały jakoś nie znikają tylko rosną, a przed PGG jakoś nie ustawia się kolejka chętnych na odbiór wydobywanego przez nich węgla.
Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, uważa, że obecnie PGG najbardziej przypomina ciężko chorego pacjenta. I trudno dyskutować z tą diagnozą. W ubiegłym roku polskie górnictwo węgla kamiennego przyniosło ponad 1 mld zł strat, a w tym ma być jeszcze gorzej. Nie ma, co się dziwić szefowi PGG, który od tygodni powtarza, że spółka bez antykryzysowych pieniędzy od rządu sobie nie poradzi, bo straci płynność finansową. Tylko nie jest do końca pewne, czy tak się nie stanie, nawet jak PGG nakłoni ostatecznie górników do cięć i z tego tytułu dostanie nawet 195 mln zł miesięcznie (70 mln zł z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych; 70 mln zł z ograniczenia wydatków inwestycyjnych i operacyjnych oraz 50 mln zł z tytułu obniżenia płac na czas pandemii).
Prywatne kopalnie też pod ciężarem koronawirusa
Pandemia okazała się sporym wyzwaniem nie tylko dla zatrudniającej ok. 42 tys. osób PGG, ale też dla prywatnych kopalni. Przykładem jest Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia, gdzie pracuje przeszło 1700 osób. Zarząd spółki uznał, że tylko obniżka wynagrodzenia pracowników o 10 proc. ale też weryfikacja wcześniej skreślonych planów produkcyjnych pozwoli kontynuować działalność kopalni do końca 2021 r. Inaczej nie ma na to żadnych szans. PG Silesia ma bowiem mocno ograniczone możliwości kredytowe i tak naprawdę jedyną realną pomocą dla nich może być tylko ta z rządowej tarczy antykryzysowej.
Polski Węgiel, czyli nowa struktura branży w naszym kraju
Na wicepremiera Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, spadły wewnątrzpartyjne gromy. Nie tylko za brak odpowiedniego przygotowania Poczty Polskiej do wyborów, ale również za sytuację w PGG. Przypomnijmy: jak poprzedni pełnomocnik ds. restrukturyzacji górnictwa zaczął coś przebąkiwać o redukcji wydobycia, to bardzo szybko stracił stanowisko. Teraz się okazuje, że może to być jednak jedyna skuteczna recepta na przyszłość.
Coraz głośniej mówi się też o innym scenariuszu. Skupieni wokół górnictwa politycy w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że muszą nabrać wody w usta na co najmniej dwa tygodnie. Prawdopodobnie chodzi o powołanie do życia nowego podmiotu: Polski Węgiel. Miałby on wchłonąć nie tylko PGG, ale również JSW, Weglokoks Kraj i Tauron Wydobycie. Konsolidacja sektora miałoby sposobem na ratowanie zadłużonych po uszy spółek.
Według związkowców to zły pomysł. Dominik Kolorz uważa, że to „niszczenie dobrych kosztem gorszych”. Z kolei Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80 w rozmowie z serwisem wnp.pl stwierdził, że „górnicy gotowi są do poświęceń. Ale muszą mieć gwarancję, że te poświęcenia uratują ich miejsca pracy”.