REKLAMA

Chińczycy wściekli się nie na żarty. Szykują srogi odwet na popularnych zachodnich markach

Obozy przymusowej pracy dla Ujgurów są jednym z tych tematów, które były zbyt drażliwe, by je poruszać, i nazbyt wstrząsające, by pominąć je milczeniem. Marki modowe balansowały więc na cienkiej linie. Do czasu.

Chińczycy wściekli się nie na żarty. Szykują srogi odwet na popularnych zachodnich markach
REKLAMA

Mleko właśnie się rozlewa. Świat od dawna słyszał o przesiedleniach muzułmańskiej mniejszości etnicznej, która jest grupowana w obozach ukrytych w Sinkiangu. Międzynarodowy Syndykat Dziennikarzy Śledczych ujawnił chińskie depesze, które wskazywały, że miliony ludzi żyją tam jak w obozach koncentracyjnych. Oficjalnie Chińczycy wysyłają ich na szkolenia zawodowe. Śledztwo pokazało, że Ujgurzy są odurzani, torturowani i poddawani praniu mózgów.

Co ma z tym wszystkim wspólnego branża modowa? Niemiecki antropolog Adrian Zenz, który bada temat ludobójstwa Ujgurów, twierdzi, że osadzeni w obozach są zmuszani do pracy przy zbieraniu bawełny. Badacz dotarł do zdjęć satelitarnych, które pokazują, że fabryki tekstylne powstają tuż obok rzekomych obozów reedukacyjnych. Między budynkami regularnie kursują panowie ubrani w mundury.

REKLAMA

Zachód: Pekin odpowiada za ludobójstwo

Wniosek? Każda firma pozyskująca bawełnę z Sinkinagu korzysta z niewolniczej pracy. Na głowę Chińczyków zewsząd zaczęły sypać się gromy. ONZ oskarżył Państwo Środka o więzienie przeszło miliona osób. Kanadyjski parlament uznał politykę Pekinu za ludobójstwo. W podobnym tonie wypowiedział się o niej amerykański sekretarz stanu Antony Blinken.

Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Wielka Brytania i Kanada ogłosiły też sankcje wobec chińskich urzędników. Amerykanie zakazali importu bawełny z chińskiego regionu.

Marki modowe musiały się określić. I zdecydowały o wycofywaniu się z produkcji w Sinkiang. Decyzji o tyle problematycznej, że region ten odpowiada za 85 proc. produkcji bawełny w Chinach. A całe Chiny za mniej więcej jedną piątą światowej produkcji.

Na liście znalazła się praktycznie cała śmietanka. Ze współpracy wycofało się m.in. H&M, Adidas, Nike, Tommy Hilfiger, Calvin Klein, Burberry i New Balance. Proces trwa od mniej więcej dwóch lat. Kolejne firmy, obawiając się napiętnowania, odcinają się od bawełny z Sinkiangu.

Chiny stawiają marki pod ścianą

Wreszcie Chińczycy powiedzieli dość. Celebryci zaczęli zrywać współpracę, a rząd wystrzelił do marek z grubej rury.

Mamy nadzieję, że firmy będą przestrzegać praw rynku, korygować niewłaściwe praktyki i unikać upolityczniania kwestii handlowych

– stwierdził rzecznik Ministerstwa Handlu Gao Feng

Jak dodał, chińscy konsumenci już zareagowali i zachodni producenci muszą liczyć się z bojkotem.

Pośpieszne podejmowanie tej decyzji i angażowanie się w sankcje nie jest rozsądne. To jak podniesienie kamienia i ciśnięcie go we własne stopy

– spuentował Xu Guixiang, rzecznik rządu Sinkiangu
REKLAMA

Na razie na zwycięzców tej batalii wyrastają chińskie firmy modowe. Wartość takich spółek jak Septwolves i Xinjiang Sayram Modern poszła w ostatnim czasie w górę o 5-10 proc.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-27T22:19:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T03:50:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:20:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T13:03:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T09:53:27+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T04:56:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T22:05:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T20:00:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T08:55:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA