Normy węgla. Rząd wie, że przez smog władzy nie straci, ale przez zimne kaloryfery zimą – już tak
Rząd w walce ze smogiem wrzucił wsteczny bieg. Tłumaczy, że w dobie kryzysu energetycznego liczyć ma się przede wszystkim nasze bezpieczeństwo i właśnie dlatego musi pozwolić na palenie węglem niskiej jakości. Inna sprawa, że w ten sposób rządzący jeszcze raz pokazują, że jednak boją się braku opału za parę miesięcy – wbrew wcześniejszym deklaracjom.
Dołącz do Amazon Prime z tego linku, skorzystaj z promocji (30 dni za darmo) i kupuj taniej podczas pierwszego Amazon Prime Day w Polsce.
Opracowanie nowych norm jakości węgla, które nie będą wprowadzać klientów w błąd, jak ma to miejsce w przypadku ekogroszku, zapowiedziało Ministerstwo Klimatu i Środowiska jeszcze pod sterami Michała Kurtyki. Naukowcy, lekarze i aktywiści klimatyczni te informacje przyjęli z radością. Dokładnie odwrotnie jak górnicy, którzy zaczęli krzyczeć, że to uderza w interesy kopalni. A jak te będą miały mniej pieniędzy, to też krócej pofedrują. I szybko okazało się, że nazewnictwo ekogroszku może nawet umowę społeczną między rządem a górnikami wyrzucić do kosza.
Rząd więc szybko wycofał się na okupowane pozycje i tak obserwował dalszy rozwój wypadków. W końcu okazało się, że nazwa „ekogroszek” zostanie jednak z nami dłużej. Nie będzie żadnych zmian norm, bo teraz jest zbyt niebezpiecznie energetycznie. W ten sposób rząd przyznał się do dwóch rzeczy: po pierwsze, wbrew licznym zapewnieniom przede wszystkim minister Anny Moskwy, sytuacja jest na tyle poważna, że rzeczywiście w Polsce może zabraknąć zimą opału. Dlatego jest zgoda, żeby Polacy w tych wyjątkowych warunkach palili to, co będą mieli pod ręką. I po drugie wreszcie: i tak trochę udawaną do tej pory walkę ze smogiem, rząd właśnie zawiesił na kołku.
Według rządu smog to kompetencje samorządów
Brak nowych norm jakości węgla uderzy w przepisy antysmogowe. Te regulacje razem z zakazem dla kopciuchów są fundamentami polskiej polityki skierowanej w walkę o czyste powietrze. Nic więc dziwnego, że Polski Alarm Smogowy na decyzji o czasowym zostawieniu starych norm jakości węgla nie zostawia suchej nitki.
Pytania dotyczące dalszego losu samorządowych uchwał antysmogowych trafiły ostatnio do Piotra Müllera, rzecznika rządu. Ale według niego to nie jest w ogólne kłopot władzy centralnej. I przecież jeżeli samorządowcy raz ustanowili jakieś prawo, to drugi raz mogą je zmienić. Takie wszak mają możliwości.
Czyli węgla jednak zabraknie?
W ten sposób rząd jednocześnie przyznał się do tego, czemu na różne sposoby od tygodni stara się zaprzeczać. Wszak nie tylko związkowcy, ale też byli szefowie spółek energetycznych przestrzegają przed brakiem opału w zimie. Solidarność z Polskiej Grupy Górniczej wylicza, że deficyt może dotyczyć nawet 4-5 mln ton węgla opałowego. Ale do tej pory głównie Ministerstwo Klimatu i Środowiska starało się uspokoić te nastroje i resort zapewniał, że te obawy są deklarowane zdecydowanie na wyrost. Bo nie ma powodów do obaw.
Tymczasem po komentarzu rzecznika rządu w sprawie nowych norm jakości węgla wychodzi na to, że jednak sytuacja jest dramatyczna i trzeba się ratować, czym się da.
I dlatego stare przepisy, razem z ekogroszkiem, zostaną z nami na dłużej. Wszak nowe regulacje miały wyrzucić z obiegu parę rodzajów opału. A na takie wybrzydzanie Polska teraz nie może sobie pozwolić.
Jak rząd traktuje smog? Zerknijcie na Małopolskę
Rząd tym samym przyznaje, że może i jest ważne czy oddychamy czystym powietrzem, ale nie teraz. Obecnie liczy się tylko to, żeby Polak miał co wrzucić do pieca, a że przy okazji będzie truł siebie i innych - pal już licho. Taką politykę dobrze obrazuje sytuacja w Małopolsce, czyli stolicy polskiej polityki antysmogowej. To tutaj samorząd wojewódzki już w 2017 r. przyjął jako pierwszy uchwałę antysmogową i za nimi poszli inni samorządowcy ze Śląska i pozostałych regionów Polski. Teraz jednak, pod naciskiem większości radnych sympatyzujących z rządem (należą do PiS), Małopolska za chwilę zrobi potężny krok w tył.
W Sejmiku Województwa Małopolskiego ostatnio przeprowadzono próbę złagodzenia tamtejszych przepisów antysmogowych, które zabraniają używania bezklasowych kopciuchów od 1 stycznia 2023 r. Inicjatorzy korekt (m.in. samorządowcy z Budzowa i Stryszawy) w tych regulacjach chcieliby dać kopciuchom dodatkowe 5 lat. Na razie ta sztuka się nie udała, ale zarząd województw małopolskiego już zapowiedział kolejne analizy obowiązujących przepisów antysmogowych.
Publikacja zawiera linki afiliacyjne Grupy Spider's Web.