REKLAMA

Klienci Ryanaira dostaną zwrot za pół roku. O'Leary nie oddaje kasy, bo właśnie kupuje nowe samoloty

Dzieci zaglądają w głąb pustej lodówki, wierzyciele dobijają się do drzwi, a ty jesteś w trakcie szukania nowej pracy. Co robisz? Jasna sprawa, prujesz prosto do sklepu w poszukiwaniu promocji na wyprzedażach.

Zwrot za bilety Ryanaira dopiero za pół roku. Michael O'Leary skupił się na zakupach nowych samolotów
REKLAMA

Być może brzmi to absurdalnie, ale w podobny sposób wygląda polityka wychodzenia z kryzysu zastosowana przez szefa Ryanaira, Michaela O'Leary. Klienci przewoźnika czekają dzisiaj na pieniądze za odwołane loty, pracownicy lądują na bruku, a pomysłowy menedżer... wdaje się właśnie w targi z Boeingiem, dotyczące cen nowych samolotów.

REKLAMA

Na pieniądze czeka 25 mln klientów Ryanaira. Na tyle bowiem O'Leary oszacował liczbę osób, które wykupiły lot w irlandzkiej linii, a po jego odwołaniu, domaga się zwrotu pieniędzy. W rozmowie z BBC dyrektor generalny przewoźnika oszacował, że proces ten może potrwać nawet do pół roku.

W tak zwanym międzyczasie Ryanair wysyła za to niedoszłym pasażerom maile z informacją o przyznaniu voucheru na podróże. Wiadomości są dość sprytnie skonstruowane. Na początku listu adresat jest informowany o możliwości odebrania bonu po kliknięciu linku, który znajduje się w treści maila. Na samym końcu pojawia się za to dopisek, że zwrot środków na konto również jest możliwy, całość może zająć jednak nieco czasu. Szczegółów, jak skorzystać z tej opcji, brak.

REKLAMA

Ruszają grupowe zwolnienia

Przewoźnik zapowiedział także zwolnienie 3 tys. pilotów i członków personelu pokładowego. To oznacza, że pracę straci mniej więcej co ósmy pracownik linii. Także w Polsce. Money.pl informował, że pracownicy obsługi nadziemnej w Modlinie dostali jasną propozycję: zgadzasz się na redukcję o pół etatu albo dopisujemy cię do listy zwolnień grupowych.

REKLAMA

Może się zresztą okazać, że to dopiero początek cięć. Ryanair szacuje, że w II kwartale 2020 r. straci 110 mln dolarów. Tania linia nie wyklucza, że w przypadku dalszego paraliżu branży lotniczej w wakacje pod nóż trafią kolejne miejsca pracy.

Przewoźnik tłumaczy te ruchy w następujący sposób: trwa kryzys, zostaliśmy zmuszeni do zawieszenia 99 proc. połączeń. By przetrwać, zmniejszamy koszty operacyjne, uziemiając samoloty, tnąc etaty i wysyłając pracowników na urlopy. Przekładamy także na później wszystkie nakłady inwestycyjne.

REKLAMA

O'Leary idzie na zakupy

Te ostatnie tak naprawdę nieco tylko odsuwa w czasie. Kryzys stał się bowiem dobrym pretekstem do renegocjowania umowy z Boeingiem, który miał dostarczyć przewoźnikowi samoloty Boeing 737 Max. Szef Ryanaira uważa, że po kryzysie klienci będą latać jeszcze taniej niż przed wybuchem epidemii, co powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w niższych kosztach samolotów.

W rozmowie z Reutersem O'Leary stwierdził, że daje producentowi czas do 18-19 maja na stworzenie „nowej kompleksowej umowy”. Skąd ta pewność siebie? Ryanair jest największym klientem Boeinga, zamówienie opiewa na 210 samolotów.

REKLAMA

Pierwotnie maszyny powinny zostać dostarczone do połowy 2020 r. Wypadki z udziałem modelu 737 Max w Indonezji i Etiopii sprawiły jednak, że Boeing uziemił swoje nowe samoloty. Po pewnym czasie okazało się, że mają one wadliwe oprogramowanie. Najnowsze usterki znalezione w maszynach mogły skutkować utratą kontroli przez pilota.

Te wszystkie problemy odsuwają w czasie dostarczenie 737 Max do eksploatacji i pogarszają pozycję negocjacyjną Boeinga. Dzięki ostatniej emisji obligacji producent wzbogacił się o 25 mld dol. i na razie nie będzie potrzebował rządowej pomocy, ale czasu ma coraz mniej. O'Leary wyraził zresztą nadzieje, że MAX-y będą mogły wzbić się w powietrze już w tegoroczne wakacje, a za rok pojawią się one już we flocie Ryanaira.

REKLAMA

Ryanair gra kryzysem

Przewoźnik z jednej strony tłumaczy się przed klientami i pracownikami kryzysem, z drugiej kontynuuje zakupy nowych maszyn. I to w sytuacji, w której część linii próbuje się z już zawartych umów wymiksować. Do takich kontrowersji Michael o'Leary zdążył nas już jednak wcześniej przyzwyczaić. Pod koniec marca chwalił się przecież dużymi zapasami gotówki, rozpoczynając jednocześnie przeciąganie liny z pasażerami, którzy domagali się zwrotu pieniędzy za odwołane loty.

Szef Ryanaira naciąga tę linę coraz mocniej. W mediach społecznościowych wyzwiska pod adresem taniej linii sypią się jedno za drugim. O'Leary wie jednak, że powtórne wkupienie się w łaski pasażerów będzie bardzo proste. Wystarczy, że... znów zaoferuje im bilety za jedno euro. I zdaje się, że właśnie taki plan mu w tej chwili przyświeca.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-14T14:13:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T13:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T10:09:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T09:11:54+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T08:22:47+02:00
Aktualizacja: 2026-05-14T06:39:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T18:33:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T14:09:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T12:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T10:47:04+02:00
Aktualizacja: 2026-05-13T10:44:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA