Przymusowe urlopy bezpłatne do kosza. Antyszczepy wygrały, rząd chowa głowę w piasek
A razem z tą głową chowa też projekt przepisów, które pozwoliłyby szefom sprawdzać, czy ich pracownicy są zaszczepieni i w razie czego przesuwać ich na inne, bezpieczniejsze stanowiska pracy. Albo wysyłać na przymusowe bezpłatne urlopy. To było już za dużo. Zrobił się taki wrzask, że rząd cichaczem wycofuje się z tych planów, zostawiając pracodawców samych sobie.

Jeszcze na początku września wydawało się, że rząd chce przyspieszyć z pracami nad ustawą, która pozwoli pracodawcom kontrolować pracowników w zakresie szczepień przeciwko COVID-19.
„Mam nadzieję, że w poniedziałek będziemy dyskutowali na Stałym Komitecie Rady Ministrów o projekcie przepisów, na podstawie których pracodawca będzie miał prawo sprawdzić, czy jego pracownik jest zaszczepiony przeciwko COVID-19” – zapowiadał jeszcze w sobotę 4 września minister zdrowia Adam Niedzielski.
Zapewniał przy tym, jakie to ważne pomóc pracodawcom stworzyć przed jesienną falą koronawirusa bezpieczne środowisko pracy. Przepisy miały być gotowe na najbliższe posiedzenie Sejmu, które rozpoczyna się 15 września.
Przepisy – dodajmy – niełatwe do przełknięcia dla dużej części Polaków, bo oprócz możliwości zapytania pracownika, czy się zaszczepił, na ich podstawie szef miałby prawo również przesunąć go na inne stanowisko pracy, a nawet wysłać na przymusowy bezpłatny urlop. Na jak długo? Nie wiadomo.
Szczególne ten ostatni element wzbudzał wiele kontrowersji. Pisałam jakiś czas temu o tym, że OPZZ straszył, że skoro ok. 10 mln Polaków jest niezaszczepionych, to może skończyć się katastrofą dla gospodarki, jeśli wszyscy oni nagle nie zostaną dopuszczeni do pracy.
To oczywiście manipulacja, bo nie chodzi o to, by każdego niezaszczepionego odsyłać do domu, jest przecież jeszcze szereg pośrednich możliwości. I trudno byłoby uwierzyć, że pracodawcy ochoczo pozbywaliby się, choćby czasowo, pracowników w czasie, kiedy raczej cierpią na ich niedobór. Ale rząd najwyraźniej się tych krzyków przestraszył.
Przepisy niespodziewanie schowane do zamrażarki
Projektu, który miał być głosowany w Sejmie już w tym tygodniu wcale nie ma. Nie został przyjęty przez rząd, a więc nie zostanie nawet skierowany do Sejmu. Żadnego dokumentu nie ma nawet na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Co się z nim dzieje? Zapytała o to samo Ministerstwo Zdrowia „Rzeczpospolita” i usłyszała, że „projekt nie został jeszcze przyjęty przez Radę Ministrów, zatem na chwilę obecną trudno określić dalszy przebieg prac legislacyjnych”.
A więc został schowany do zamrażarki i rząd prawdopodobnie nie ma pojęcia, co z nim dalej zrobić.
Strach przed społecznymi protestami był tak duży, że już chwilę temu można było się zorientować, że przepisy, które tak szumnie zapowiadał minister Adam Niedzielski, zostaną poważnie zmiękczone.
Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska już kilka dni temu na antenie RMF FM mówił, że przepisy są jeszcze zmieniane i raczej nie znajdzie się w nich możliwość wysyłania pracowników na bezpłatne urlopy.
Teraz już w ogóle nie wiadomo, co się w nich znajdzie i czy taki dokument w ogóle kiedykolwiek powstanie.
Pracodawcy już zaczynają zabierać premie
I tym samym pracodawcy zostali pozostawieni sami sobie. Od miesięcy bardzo zabiegali, by rząd stworzył im legalną możliwość pytania pracowników, czy się zaszczepili. Nie po to, by ich zwalniać, to nadal byłoby nielegalne. Po to, by móc zarządzać zespołem, minimalizując ryzyko zachorowań. Teraz muszą kombinować, jak obchodzić prawo, by nie łamać go, a jednocześnie dowiedzieć się, czy pracownik się zaszczepił, ewentualnie go do tego zmotywować.
A nie będzie łatwo. Money.pl pisał niedawno, że firma Oknoplast z Małopolski próbowała poradzić sobie z tym problem w taki sposób, że uzależniła wypłatę premii frekwencyjnej pracownikom od okazania certyfikatu zaszczepienia przecieków COVID-19, zmieniając regulamin. Zrobił się potężny raban, bo w ten sposób 1/3 załogi zostałaby pozbawiona premii jako niezaszczepiona. To ok. tysiąca osób.
Po publikacji money.pl firma przestraszyła się awantury, która z zakładu przeniosła się do mediów i wycofała ze zmian.
Takich przypadków tej jesieni pewnie będzie więcej. Skoro rząd nie chce dać pracodawcom odpowiednich narzędzi, bo się boi, sami będą je wymyślać, czasem lepsze czasem gorsze.