Nowa tarcza PFR dostała zielone światło od Brukseli. Może ruszyć przyjmowanie wniosków
„Dzisiaj mamy bardzo dobre informacje dla wszystkich, którzy potrzebują wsparcia w ramach tarczy finansowej i tarczy branżowej” – ogłosił premier w środę na konferencji prasowej. Chodzi o zgodę Komisji Europejskiej na wykorzystanie krajowych środków do wsparcia firm w ramach obu tarcz covidowych.

„Byliśmy na to gotowi od dawna” – podkreślił. „Teraz jednak, gdy informacja zwrotna z KE do nas dotarła, uruchamiamy proces legislacyjny. To co najmniej 35 mld zł” – dodał premier, podkreślając, że będą to środki krajowe.
Premier zapowiedział też specjalną tarczę dla gmin i powiatów, które są zagrożone obostrzeniami związanymi z koronawirusem, głównie na południu Polski. „Brak szybkiej reakcji na kryzys może wywołać bardzo negatywne konsekwencje na rynku pracy” – ocenił szef rządu.
„Uruchomimy nasze programy bardzo szybko, żeby ratować przedsiębiorców i miejsca pracy, żeby byli oni gotowi do ekspansji w 2021 roku, kiedy narodowy program szczepień zacznie działać” – zadeklarował Morawiecki.
W czasie drugiej fali epidemii koronawirusa rząd postanowił uruchomić nową tarczę antykryzysową oraz tarczę finansową (znaną także jako tarczę PFR). Tym razem pomoc została ograniczona do firm ze ściśle określonych branż.
Najpierw ruszyła tarcza 6.0. 19 grudnia przez praca.gov.pl zaczęto przyjmować wnioski o dotację 5 tys. zł dla mikro- i małych form oraz na dofinansowanie wynagrodzeń. 30 grudnia wnioski o jednorazowe postojowe i zwolnienie ze składek za listopad uruchomi ZUS.
Z kolei nowa tarcza PFR, która czekała na zgodę Brukseli, zakłada całkowicie bezzwrotne dotacje, o ile spełnione zostaną określone warunki. Do mikrofirm zatrudniających od 1 do 9 pracowników etatowych ma trafić 3 mld zł.
Subwencja z PFR wyniesie 18 lub 36 tys. zł w przeliczeniu na pracownika – wysokość tej kwoty będzie zależała od skali spadku obrotów firmy w okresie kwiecień-grudzień 2020 r. lub październik-grudzień 2020 r. w stosunku do analogicznego okresu 2019 r.
Niestety z pomocy z nowej tarczy finansowej PFR nie skorzystają firmy, które zatrudniają na inne rodzaje umów niż etat. Rząd znowu tak zawęził ustawową definicję mikroprzedsiębiorcy, że subwencje w większości ominą je wielkim łukiem. Z kolei większe firmy ponownie w ogóle nie muszą spełnić warunku utrzymania zatrudnienia – ten obowiązek nałożono tylko na mikrofirmy z etatowymi pracownikami.
Rząd w opisie zasad tarczy PFR posługuje się terminem „mikrofirma”, ale słowo „mikroprzedsiębiorca” nie pada w komunikatach rządowych wani razu. Pewnie dlatego, że ustawowa definicja mikroprzedsiębiorcy nie przewiduje minimalnego poziomu zatrudnienia na umowę o pracę, a taki wymóg stawia się mikrofirmom, które chciałyby się starać o subwencję.
Kolejny problem to dość absurdalne zawężenie pomocy dla mikrofirm tylko do tych podmiotów, które zatrudniają na etacie co najmniej jednego pracownika. Zupełnie niezrozumiałe jest też faworyzowanie jednego legalnego stosunku pracy kosztem innych legalnych stosunków pracy.
Ustawa o swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej daje przedsiębiorcom dowolność w kształtowaniu relacji z innymi podmiotami czy osobami. W zależności od charakteru działalności można zawierać umowy o pracę, umowy-zlecenie czy umowy o dzieło. Żaden przepis ustawowy nie mówi o tym, że jedna z tych umów jest słuszniejsza niż inne.