REKLAMA

Mamy dla was doskonałe wieści ws. inflacji. Są tak optymistyczne, że będziecie przecierać oczy z wrażenia

Żeby nie było nieporozumień: to, o czym przeczytacie poniżej, to nie prognoza, jak będzie, ale teoretyczne scenariusze, co by było gdyby. Ich autorem jest dr Wojciech Paczos, ekonomista z Uniwersytetu Cardiff i założyciel grupy Dobrobyt na Pokolenia.

Mamy dla was doskonałe wieści ws. inflacji. Są tak optymistyczne, że będziecie przecierać oczy z wrażenia
REKLAMA

Inflacyjne scenariusze są cztery. Po co właściwie powstały? Żebyśmy lepiej zrozumieli, co się dzieje z inflacją i dokąd może nas to zaprowadzić. To szczególnie ważne, bo rządzący dla odmiany próbują robić nam wodę z mózgu w sprawie inflacji. Tak bardzo boją się waszego gniewu, że lepiej, żebyście nic nie rozumieli, wtedy może nie będziecie fikać. Ale o tym później.

REKLAMA

Optymistyczne wiadomości o inflacji, które doprowadzą was do łez

Wróćmy do scenariuszy. Pierwszy pokazuje, jak wrośnie inflacja, gdyby miała się zachowywać zgodnie z tym, jak powinna, czyli zgodnie z celem NBP, który jest na poziomie 2,5 proc. rocznie. O tyle optymalnie powinny co roku rosnąć ceny. To oznacza wzrost o 0,2 proc. miesięcznie. Ale umówmy się, dziś to zupełnie nierealne.

Drugi scenariusz pokazuje, co na temat przyszłości sądzą analitycy NBP, a przypomnę, że ich zdaniem za rok w październiku inflacja zejdzie do wartości jednocyfrowych, do 9,8 proc. To oznacza miesięczną inflację w wysokości 0,8 proc.

Czy to realny scenariusz? Tak, możliwy, choć czy najbardziej prawdopodobny, nikt tego nie wie, a wielu mocno weń powątpiewa.

Bo zobaczcie, jak inflacja rosła w ostatnich miesiącach. Średnia w ciągu ostatniego roku to wzrost o 1,4 proc. miesięcznie, a nie 0,8 proc., jak w powyższym scenariuszu. Jasne, od marca przyszłego roku będziemy tzw. efekt bazy, czyli po prostu wzrost cen będzie porównywany do i tak już wysokich cen z marca 2022 r., kiedy po wybuchu wojny w Ukrainie ceny surowców – i energetycznych, i żywnościowych – wystrzeliły. Możliwe, że tempo wzrostu cen zatem wyhamuje.

Tylko problem polega na tym, że inflacja z jednej strony zależy od cen, ale ich wzrost zależy od oczekiwań inflacyjnych, bo to samospełniające się proroctwo. Jeśli wszyscy oczekują, że ceny będą szybko rosły, to one faktycznie będą szybko rosły i już.

Jeśli wszyscy przyzwyczaimy się do tego, że ceny szybko rosną, oczekiwania inflacyjne zakotwiczą się na wysokim poziomie, a inflacja nie będzie zwalniać. Gdyby zakotwiczyły się tak, że ceny nadal rosłyby w tempie jak średnio przez ostatnie 12 miesięcy, wówczas lądujemy w październiku 2023 r. z inflacją wyższą niż teraz. Przypomnę, że ostatnie dane za październik mówią o 17,9 proc., a symulacja, gdyby to tempo wzrostu cen utrzymać, wskazuje na 18,04 proc. w październiku 2023 r.

Jest jeszcze czwarty scenariusz, w którym inflacja przez kolejne dwanaście miesięcy rośnie tak szybko, jak w październiku tego roku, czyli aż o 1,8 proc. w ciągu miesiąca. Utrzymując takie tempo doszlibyśmy za rok do 23,87 proc.

A najgorsze w tej symulacji jest to, że każdy wariant w gruncie rzeczy jest optymistyczny, jak wskazuje sam autor, czyli dr Paczos. To dlatego, że żaden z nich nie zakłada stałego wzrostu miesięcznej inflacji, a przecież to właśnie działo się przez ostatnie cztery miesiące.

Jak działa inflacja? Rząd nie wie albo kłamie w żywe oczy

Tak, to trochę straszenie, bo nie uwzględnia wspomnianego efektu bazy i wygaśnięcia w dużej mierze zewnętrznych czynników odpowiedzialnych za inflację, czyli wysokich cen surowców. Ale to bardzo dobrze. Teraz powinniśmy się w końcu wystraszyć. Wystraszyć przede wszystkim powinni się rządzący, by zacząć na serio z inflacją walczyć, zamiast walczyć tylko trochę, żeby przypadkiem nikt nie oberwał rykoszetem.

Poza tym nie o straszenie chodzi w tych scenariuszach, a o to, żebyście lepiej rozumieli, co się dzieje i co może się wydarzyć. To tym ważniejsze, że politycy robią wszystko, żebyście nie rozumieli, bo człowiek z wodą w mózgu jest mniej awanturujący się.

Najświeższy przykład, który mnie rozbawił, dotyczy finansowania elektrowni atomowej. Wiadomo, że rząd w przyszłym roku będzie musiał pożyczyć dużo pieniędzy, żeby mu w budżecie na wszystko wystarczyło. Sama minister finansów mówi o 260 mld zł, ale niektórzy ekonomiści nie dowierzają i mówią aż o 350 mld zł. A tu przecież jeszcze trzeba skądś wytrząsnąć pieniądze na finansowanie nowej elektrowni, która będzie nas kosztować ok. 100 mld zł. Jasne, cała stówka nie będzie potrzebna już w przyszłym roku, ale pieniędzy jednak trzeba poszukać.

Od razu pojawiły się dywagacje, że nie ma innej opcji niż dodatkowy podatek, skoro pożyczać więcej nie powinniśmy, bo robi się to za drogie. 

Aż tu nagle wchodzą wspólnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwo Finansów całe na biało i wydają komunikat, ucinając te wstrętne plotki, że żadnych dodatkowych podatków na elektrownię nie będzie!

Wiecie dlaczego? Bo „takie rozwiązania zwiększałyby inflację, uderzając w polską gospodarkę i społeczeństwo” – czytam w oświadczeniu dwóch resortów. Ten fragment o inflacji chyba pisał resort środowiska, bo ewidentnie ktoś tu mało kuma, jak działa inflacja.

Jak się nakłada podatki na społeczeństwo, to temu społeczeństwu zostaje w kieszeni mniej pieniędzy do wydawania na głupoty, popyt spada, spada więc i inflacja. Podatki są antyinflacyjne, nie proinflacyjne, jak ktoś tu nam usiłuje wmówić.

W jaki celu to robi? Po pierwsze, żeby pokazać, że nowe daniny Kowalskiemu nie grożą, po drugie, by pokazać, jak bardzo rząd dba, by inflacja nas bardziej nie gnębiła niż musi.

Ale zaraz, skąd więc pieniądze ten atom? Premier uprzejmie wyjaśnia, że sposobów finansowania tej inwestycji może być kilka. Szkoda, że nie wyjawia ani jednego.

REKLAMA

Bardziej precyzyjny jest minister rozwoju Waldemar Buda, który zapowiedział, że rząd ma gwarancję od amerykańskich partnerów, konkretnie od Westinghouse, że są w stanie udzielić Polsce nawet 17 mld dol. pożyczki na budowę elektrowni atomowej.

Ściągnięcie dodatkowych pieniędzy zewnątrz nie będzie proinflacyjne? Aha.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA