REKLAMA

Polska ma wielkiego pecha. Konsumpcja siądzie nam przez inflację, inwestycje przez strach, a eksport przez wirusa z Chin

Wygląda na to, że pierwsza, natychmiastowa reakcja rynków finansowych na pojawienie się nowego groźnego wirusa w Chinach jest już za nami. Te pierwsze reakcje zawsze są krótkie, ale warto zauważyć, że tym razem świat przestraszył się znacznie bardziej niż na przykład niedawnego zabójstwa irańskiego generała Sulejmaniego, kiedy bardzo szybko doszliśmy do przekonania, że nic wielkiego z tego nie wyniknie.

koronawirus-pkb-polski-recesja
REKLAMA

Sprowadzając to do konkretów: na przykład baryłka ropy po ataku na generała podrożała w ciągu paru dni o 8 proc. Teraz od momentu, w którym o wirusie zrobiło się głośno potaniała już o 12,5 proc. A potaniała, bo nie wiadomo jaki będzie wpływ tej sytuacji na gospodarkę Chin, a jeśli będzie to wpływ zły, to zmaleje popyt na ropę, co oznacza, że jej cena także powinna maleć i właśnie maleje. I tu dochodzimy do sedna problemu w kontekście gospodarczym, który może być istotny także dla nas.

REKLAMA

Do momentu pojawienia się wirusa sytuacja wyglądała tak: polska gospodarka radzi sobie stopniowo coraz gorzej. Mamy coraz wyraźniejsze spowolnienie gospodarcze, a do tego przyplątała się nam inflacja najwyższa od wielu lat, która powoduje, że przeciętny wzrost płac w gospodarce staje się realnie coraz mniejszy (bo coraz większą jego część zżera wzrost cen). To oznacza, że siła polskiego konsumenta powoli słabnie, więc za chwilę możemy mieć problemy z głównym silnikiem napędowym polskiego wzrostu gospodarczego w ostatnich latach.

Konsumpcja to za mało, potrzebne są inwestycje

Ta siła do pewnego stopnia będzie wspierana bardzo wysoką podwyżką płacy minimalnej, ale ten kij ma dwa końce, bo drugim silnikiem napędowym gospodarki są inwestycje. One też nie wyglądają najlepiej, a firmy perspektywą dużego wzrostu kosztów pracy są naprawdę mocno zmartwione. Na inwestycje więc też trudno w tej chwili liczyć. Na szczęście jednak mamy jeszcze eksport, który wygląda ostatnio zaskakująco dobrze i w nim możemy upatrywać nadzieję na to, że spowolnienie nie będzie aż tak groźne. Tym bardziej, że sytuacja za granicą w końcu zaczęła się poprawiać.

Donald Trump właśnie podpisał porozumienie z Chinami. Wprawdzie wstępne, ale można je uznać za oficjalne zawieszenie broni w wojnie handlowej. Znika główny czynnik ryzyka dla światowej gospodarki. Za kilka dni w końcu będziemy mieć z głowy Brexit, zniknie więc kolejny problem (przynajmniej na jakiś czas, do momentu w którym trzeba będzie się dogadać co do kształtu przyszłych relacji Londynu z Brukselą). W końcu zaczęły się podnosić wskaźniki gospodarcze dla Niemiec, tamtejsze firmy zaczęły powoli odzyskiwać optymizm. Wszystko wskazywało na to, że strefa euro w końcu wygramoli się z dołka i bez większych przeszkód ruszy nieco bardziej dziarskim krokiem do przodu. I w tym momencie pojawia się ten wirus.

Swoją drogą Europa ma naprawdę niesamowitego pecha

Bo to już drugi raz w ciągu ostatnich kilku lat, kiedy jak tylko pojawia się światełko w tunelu, natychmiast nadciąga jakaś katastrofa, która pozbawia nasz kontynent nadziei na szybszy rozwój gospodarczy. Za pierwszym razem wszystko wyglądało świetnie w 2017 roku, kiedy efekty zaczęła przynosić superłagodna polityka EBC, a zwycięstwo Macrona we Francji usunęło w niebyt ryzyko poważnego kryzysu polityczne w Unii Europejskiej, gdyby wybory prezydenckie we Francji wygrała Marine Le Pen.

Na przełomie 2017 i 2018 roku gospodarka strefy euro rosła w tempie nienotowanym od kilku lat i wszystko wskazywało na to, że to nie koniec. EBC nawet przygotowywał się do tego, żeby podnosić stopy procentowe, bo przestał się bać, że takim krokiem zepsuje koniunkturę. Polska gospodarka pruła wtedy do przodu w tempie ponad pięcioprocentowym. I wtedy prezydent USA wymyślił wojnę handlową, nałożył cła na Chiny, te się zrewanżowały, zaczęły się kolejne groźby, eskalacja, dobry nastrój zniknął i tyle było szybkiego wzrostu w strefie euro.

Powrót niepewności

Teraz, po blisko dwóch latach, w końcu udało się problem wojny handlowej znacząco zmniejszyć i kiedy się wydawało, że znów jest wszystko okej, nagle mamy problem z wirusem, a dokładniej z tym co się teraz stanie w chińskiej gospodarce. I znów tak naprawdę nie wiadomo na czym stoimy, i nikt nie wie, jak będzie wyglądać sytuacja za kilka miesięcy. Wraca duża niepewność, która zawsze działa hamująco na koniunkturę.

Scenariusz, w którym Chiny wpadają w kryzys, a zmniejszony przez ten kryzys popyt wywołuje w kolejnym kroku problemy gospodarcze w Europie (zwłaszcza w krajach eksportujących czyli np. w Niemczech), znów jest prawdopodobny. I tu wracamy na nasze podwórko.

Bo jeśli ten scenariusz faktycznie zacznie się sprawdzać, to trudniej będzie nam liczyć na to, że nasz eksport złagodzi nam nasze spowolnienie. Wtedy konsumpcja nam siądzie przez inflację, inwestycje przez strach i niepewność w polskich firmach, a eksport przez wirusa, który ponownie, za pośrednictwem Chin, wpędzi europejską gospodarkę w problemy. I wtedy będzie to zapewne gorsze, niż spadki na giełdach, które widzieliśmy w ostatnich dniach.

REKLAMA

Rafał Hirsch – dziennikarz ekonomiczny, nagradzany między innymi przez NBP (Najlepszy dziennikarz ekonomiczny 2008) i Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (Heros Rynku Kapitałowego 2012). Współtwórca m.in. TVN CNBC i next.gazeta.pl. Obecnie współpracownik Business Insidera i Tok FM. 

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-27T22:19:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T03:50:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:20:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T13:03:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T09:53:27+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T04:56:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T22:05:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T20:00:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-25T08:55:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA