Widzieliście już, co się dzieje w warsztatach? Kierowcy wściekli, mechanicy mają obłęd w oczach
Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK opublikowały we wtorek ciekawe dane. Okazuje się, że po miesiącach zastoju warsztaty samochodowe przeżywają istne oblężenie. Chcesz oddać samochód do przeglądu przed wakacyjnym wypadem? Możesz mieć problem.

W pandemii Polacy pozamykali się w domach i mniej jeździli. Właściciele warsztatów w pandemii zmagali się z zastojami. Ich zaległości wobec dostawców i banków skoczyły o 4,4 proc. do 338 mln zł na koniec kwietnia 2021 r.
W efekcie serwisy nie wyrabiają się z obsługą zamówień. U dystrybutorów nie mogą doprosić się brakujących części, a klientów wciąż przybywa. Kolejki zamiast maleć, coraz bardziej się wydłużają.
Warsztaty samochodowe liczą długi
Szef BIG-u zwraca uwagę, że choć w pandemii serwisy miały o wiele mniej klientów, radziły sobie jak mogły. Aby uniknąć problemów z płatnościami, rozliczały się z nowymi kontrahentami gotówkowo i nie stosowały odroczonych terminów płatności.

Z danych BIG InfoMonitora i Biura Informacji Kredytowej wynika, że problemy z płatnościami ma 6 tys. warsztatów, które średnio zalegają ze spłatą 56 tys. zł.
Największe problemy mają warsztaty firm z woj. mazowieckiego i śląskiego, ale najwyższy odsetek niesolidnych dłużników przypada na Dolny Śląsk oraz w kujawsko-pomorskim. Najmniejszy odsetek niepłacących na czas jest w tej branży w woj. podkarpackim, świętokrzyskim i lubelskim.

Jakby tego było mało, o prawie 5 proc. do 483,3 mln zł wzrosły zaległości przedsiębiorstw sprzedających w hurcie i detalu samochody osobowe oraz furgonetki. Handlujący ciężarówkami i autobusami zmniejszyli wartość nieopłaconych zobowiązań o prawie 7 proc., co przełożyło się na spadek o 4,6 mln zł do 61,9 mln zł.
W tym czasie, od kwietnia 2020 r. do kwietnia br., widoczne w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK zaległości firm z wszystkich branż zyskały na wartości niecałe 2 proc.
Motoryzacja w pandemicznym kryzysie
Kryzys wywołany pandemią dał się branży motoryzacyjnej mocno we znaki.
Pandemia wywołała przestoje w fabrykach, bo poddostawcy nie dostarczali na czas potrzebnych części. Dodatkowo w najgorszym możliwym momencie wzrosły ceny nowych samochodów, za co odpowiadają nowe wymagania dotyczące między innymi emisji spalin oraz ochrona europejskiego rynku stali.

Za wzrostem cen nowych aut, szybko zaczęły podążać wyceny pojazdów z drugiej ręki, które na dodatek w pandemii trudniej było sprowadzić z zagranicy. Może i nie martwiło to salonów sprzedaży, ale serwisy już tak.
Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego i KPMG wynika, że w 2020 r. liczba rejestracji nowych aut osobowych i dostawczych spadła o 15 proc., autobusów o prawie 40 proc., a samochodów ciężarowych o 27 proc. Według danych Instytutu Samar liczba rejestracji tych sprowadzanych z zagranicy spadła o 17 proc., a nawet w przypadku jeżdżących już po polskich drogach, właściciela zmieniło o 8 proc. pojazdów mniej niż rok wcześniej.