REKLAMA

Najnowocześniejszy, największy, najpiękniejszy – ten śląski zakład miał olśnić Europę. Oto finał sprawy

Wydawało się, że to koniec. Walcownia rur w Siemianowicach Śląskich nigdy nie powstanie. Zakupiony za furę pieniędzy sprzęt trzeba było sprzedać, nie było innego wyjścia. Winnego tej gospodarczej wtopy, wartej setki milionów złotych, nie ma i pewnie nigdy nie będzie. Ale Towarzystwu Finansowemu Silesia (TFS) w końcu udało się znaleźć chętnego na tereny. Nowy inwestor chce tutaj robić pręty gorącowalcowe.

walcownia-rur-Cognor
REKLAMA

Walcownia w Siemianowicach Śląskich, a właściwie teren o powierzchni ponad 21 hektarów, na którym miała powstać, został sprzedany.

REKLAMA

Przez lata utrzymywano, że właśnie tam powstanie największa i najnowocześniejsza walcowania rur w Europie. Nic z tego nie wyszło i trzeba było przeprowadzić porządki prawne i własnościowe dotyczące tego terenu. Zwieńczeniem jest zakończony właśnie przetarg, który wygrała spółka Cognor. Finalizacja transakcji, wartej ponad 61 mln zł, ma nastąpić w ciągu trzech miesięcy. 

Cognor chce podtrzymać przemysłowe tradycje tych siemianowickich terenów. Nabycie nieruchomości jest częścią planu inwestycyjnego, polegającego na wybudowaniu przez Cognor zakładu, gdzie zostanie m.in. posadowiona nowoczesna linia produkcyjna do wytwarzania prętów gorącowalcowanych - informuje spółka.

Obecnie produkcja tych prętów Cognor realizuje w zakładzie w Zawierciu, ale walcownia w Siemianowicach Śląskich ma zrobić różnicę. Z takiego obrotu sprawy cieszy się też wiceprezes TFS Monika Domańska, która stwierdziła, że najważniejsze jest to, że obszar ten w znakomitej części nadal będzie służył działalności produkcyjnej, dając miejsca pracy i utrzymując przemysłowe tradycje Siemianowic Śląskich.

Walcownia. Reaktywacja

Ponad 21 ha terenów, w tym przeszło 66 tys. mkw. zadaszonej powierzchni użytkowej hal, mogło wydawać się ciągle łakomym kąskiem dla inwestora. Tyle, że wcześniejsze próby tworzenia tutaj biznesu zakończyły się za każdym razem bolesną porażką. Więc aż tak długiej kolejki chętnych na te siemianowickie tereny jednak nie było. Można raczej było się spodziewać, że w kolejnych latach wszystko zniszczeje albo będzie rozkradzione. Nikt raczej się nie spodziewał, że wróci tutaj jakakolwiek produkcja i miejsca pracy też. Zbyt dużo pieniędzy i lat na to już zmarnowano.

Budowę siemianowickiej walcowni rozpoczęła jeszcze w 1978 r. tutejsza (już nieistniejąca, upadła w 2003 r.) Huta Jedność. Nie dość, że miała być tego typu najnowocześniejszym zakładem w Europie, to dodatkowo pracę tutaj miało znaleźć nawet 1000 osób, głównie zwalnianych hutników. W 1995 r. powołano do życia Walcownię Rur Jedność Sp. z o.o. Dwa lata później podpisano kontrakt z firmą Mannesmann-Demag-Meer na kolejną dostawę najnowocześniejszych urządzeń, głównie z zakresu sterowania i automatyki. Zakładano, że siemianowicka walcownia zdoła produkować nawet 160 tys. ton rur rocznie.

Ale już wtedy miało miejsce przeciąganie liny z konsorcjum banków które przedstawiało kolejne warunki do spełnienia – pod groźbą zakręcenia finansowego kurka. W końcu banki i tak to zrobiły w 2003 r. W 2005 r. z kolei była nadzieja, że kłopoty siemianowickiej walcowni wreszcie się skończą.

Na głównego inwestora wybrano Sinara Handel GmbH – podmiot należący do rosyjskiej grupy Trubnaja Metallurgiczeskaja Kompanija (TMK Rosja). Na stole leżało już 37,5 mln euro i wydawać by się mogło, że nic nie może przeszkodzić w tej transakcji. Rosjanie jednak od początku powtarzali, że czekali wyłącznie na ogłoszenie upadłości, co miała przede wszystkim uporządkować kwestię długów. Wniosek do sądu trafił dopiero dwa lata później – w 2007 r. Inwestorzy ze Wschodu nie mieli tyle cierpliwości i ostatecznie wycofali swoją ofertę.

Walcownia Rur Silesia nie dała rady

W sumie wyliczono, ta inwestycja pochłonęła minimum 500 mln zł. W grę wchodziła też pomoc publiczna. W październiku 2007 r. Komisja Europejska wszczęła formalne postępowanie wyjaśniające w tej sprawie, ale nie skończyło się to istotniejszymi rozstrzygnięciami. Próbowano jeszcze ratować sprowadzane maszyny i postawione nieruchomości. Powołano do życia Walcownię Rur Silesia, która miała przynajmniej w części zwrócić stracony czas, o wcześniejszych nakładach inwestycyjnych już nie wspominając. 

Ale nie udało się. W latach 2008-2018 Silesia przynosiła straty o łącznej wartości 49 mln zł. Po pierwszych sześciu miesiącach 2019 r. na minusie było już 3,6 mln zł. Z tej sytuacji można było wyjść tylko w jeden sposób: procesem likwidacji walcowni.

REKLAMA

Były jeszcze próby jej łącznie z Fabryką Elementów Złączonych, ale nic z tego nie wyszło. Trzeba było część majątku (głównie chodziło o urządzenia) sprzedać, żeby móc odzyskać przynajmniej trochę pieniędzy.

TFS w końc się udało i niektóre maszyny z siemianowickiej walcowni kupił inwestor branżowy z Omanu. Teraz swoje podejście do tego biznesu w tym miejscu będzie miała spółka Cognor. Czas pokaże, czy tym razem inwestycja jednak ruszy z miejsca, czy skończy się klapą, tak jak poprzednie.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA