REKLAMA

Strajk górników. Takiego wrzenia nie było od lat, związki zbierają się w Katowicach i Wrocławiu

Ocena dotychczasowych rozmów z rządem i możliwa decyzja o reaktywowaniu Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w województwie śląskim – tym zajmą się związkowcy w Katowicach. Z kolei w stolicy Dolnego Śląska organizowane jest spotkanie Komitetów Protestacyjno-Strajkowych Kopalń i Elektrowni lokalizacji Bełchatów i Turów. 

zwiazki-zawodowe-prawo
REKLAMA

W Katowicach i Wrocławiu spotykają się wszystkie centrale związkowe związane z przemysłem wydobywczym i z energetyką. Strajk górników nadchodzi wielkimi krokami.

REKLAMA

Tym razem na samych apelach może się nie skończyć. Tak nerwowej atmosfery w polskim sektorze górniczym nie było od lat. Związkowcy mają serdecznie dość rządowej gry na zwłokę i żądają konkretów. Bo jak nie, to będziemy mieć strajk górników, jakiego dawno w naszym kraju nie było.

Strajk górników, a nie rozmowy z rządem

Premier Mateusz Morawiecki nie powinien być zaskoczony takim obrotem sprawy. Górnicy z Górnego i Dolnego Śląska w ostatnich miesiącach ostrzegali, że ich cierpliwość jest na wyczerpaniu.

Rząd ewidentnie nie ma gotowej strategii. Równolegle unijna komisja ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności (ENVI) zaproponowała parę dni temu zwiększenie limitu redukcji emisji CO2 do 2030 r. już nie o 40, ale o 60 proc. w porównaniu z emisją z 1990 r.

Jeszcze w lipcu rząd przekonywał, że chce konstruktywnych rozmów. Powołano do życia zespół, który miał wypracować do końca września główne kierunku reform polskiego górnictwa i całej energetyki. Na pierwszym spotkaniu górnicy wylali cały swój żal na import węgla. Potem wśród uczestników wykryto koronawirusa i resort aktywów państwowych rozważał organizację kolejnych rozmów zdalnie. W końcu doszło do drugiego spotkania, ale znowu konkretów nie było. I teraz nawet najbardziej nastawieni optymistycznie związkowcy już niczego po tych rozmowach nie oczekują. 

Na stole leżą już dwa scenariusze dla górnictwa?

Oficjalnie rząd nie zajmuje żadnego stanowiska. Przedstawiciele gabinetu Mateusza Morawieckiego dwoją się i troją, tylko po to, żeby podczas rozmów nie padało sformułowanie „zamykanie kopalń”. Wydaje się, że obecnie najważniejszym priorytetem ministrów z Warszawy jest nie prowokować i nie denerwować górników. Dlatego swego czasu wicepremier i szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin nie pokazał wszem i wobec planu zakładającego likwidację najmniej rentownych kopalń. Bo podobo sprawa jest cały czas otwarta.

Tyle oficjalnie. Jak udało nam się dowiedzieć, tak naprawdę na stole są już możliwe scenariusze. Każdy zakłada likwidację najmniej rentownych kopalń oraz wiodącą rolę w restrukturyzacji Węglokoksu. Tomasz Heryszek, prezes Węglokoksu, ma przedstawić w Ministerstwie Aktywów Państwowych plan, w którym wszystkie finansowo zdrowe kopalnie na Górnym Śląsku trafiają pod skrzydła jego spółki. Z kolei te wyłącznie przynoszące straty - do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.

Nieco inaczej na górnicze porządki patrzy Jarosław Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, który chce, żeby przy okazji planowanej koncentracji pierwsze skrzypce grała spółka Węglokoks Kraj, w skład której od 2015 wchodzą dwie kopalnie: KWK Bobrek w Bytomiu i KWK Piekary w Piekarach Śląskich.

Węglokoks na ratunek, bo PGG tonie

Tak czy inaczej to właśnie Węglokoks ma być kluczowym podmiotem przy okazji uzdrawiania polskiego górnictwa. Z resztą o takim rozwiązaniu mówi się od miesięcy. Plotki przybrały na siłę po tym, jak Węglokoks miał złożyć ofertę zakupu na PGE Paliwa. I chyba faktycznie nie ma innej możliwości. Bo tylko w tym przypadku można mówić o jakieś stabilizacji finansowej. Właśnie dzięki niej Węglokoks mógł przeznaczyć 2 mln zł na walkę z koronawirusem (w tym ok. 780 tys. zł na maseczki, gogle i kombinezony ochronne - przekazane Śląskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu).

Z kolei PGG, największa spółka górnicza w UE, zatrudniająca ok. 41 tys. pracowników, już ledwo wiązała koniec z końcem w zeszłym roku, przyczyniając się bardzo do miliardowej straty, jaką poniosło w tym okresie polskie górnictwo. Spadające na łeb i szyję zapotrzebowanie energetyczne przez pandemię koronawirusa, może okazać się ostatnim gwoździem do trumny spółki. Najlepiej o tym świadczą liczby: od stycznia do lipca 2020 r. PGG straciła aż 550 mln zł. Przychody spółki w tym czasie spadły aż o 2,7 mld zł. Nie ma co też liczyć na odbiór przez spółki energetyczne 7 mln ton węgla, na które mają opiewać umowy. PGG może jeszcze z tego wyciągnąć kary umowne, ale to i tak będzie kropla w morzu potrzeb, która na same pensje może nie wystarczyć. 

Trudno też się dziwić, że górniczym związkowcom, obecna sytuacja bardzo przypomina tę z 2015 r. Wtedy też Kompania Węglowa mocno krwawiła finansowo. Rząd ówczesnej premier Ewy Kopacz nie zdecydował się jednak na odważne decyzje i skończyło się na powołaniu do życia nowego podmiotu - PGG, który miał nie powtarzać błędów Kompanii Węglowej. Teraz jest już jasne, że tego paliwa starczyło raptem na 5 lat. I wychodzi na to, że na razie nie ma co liczyć na strategiczne rozwiązania. Tak jak PGG zastąpiła Kompanię, tak PGG ustąpić ma miejsca Węglokoksowi. 

PFR nie ma litości: najpierw restrukturyzacja, potem kasa

Zastąpienie PGG Węglokoksem to być może dobra rozwiązanie, ale na bardzo krótką metę. Widać wyraźnie, że Bruksela chce jak najszybciej wszystko zazieleniać i w takim też kierunku idą kolejne rozwiązania legislacyjne. To nie tylko zaostrzona i przyspieszona redukcja emisji CO2. To także chociażby plany związane z zakazem subsydiowania węgla i innych paliw kopalnych do końca 2025 r. W znacznie łagodniejszych warunkach prawnych powstawała PGG, której właśnie kończy się paliwo. To na ile go starczy Węglokoksowi?

Błędne jest też rozumowanie, że najpierw trzeba wnioskować o pomoc z tarcz antykryzysowych (dotyczy to nie tylko PGG, ale też JSW, każda z tych spółek wnioskuje o ok. 1,75 mld zł), a potem „jakoś to będzie”.

Tomasz Rogala, prezes PGG, kilka miesięcy temu tłumaczył, że bez sporego zastrzyka gotówki z tego tytułu spółka nie ma żadnych szans i już może szykować się do upadłości. To miał być koronny argument dla górników, żeby sami zgodzili się na ograniczenia w produkcji i wypłatach oraz zawiesili wypłatę 14. pensji. 

Ale ta układanka właśnie się rozpadła. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, stawia sprawę jasno. Nie ma mowy o bezwarunkowej pomocy. O rozwiązaniu, w którym PGG i JSW najpierw dostają pieniądze z PFR, a potem ewentualnie pokazują jakiś plan restrukturyzacji - można od razu zapomnieć. Kolejność ma być dokładnie odwrotna. 

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T22:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T17:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T11:14:57+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T10:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T09:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T21:58:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T20:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T10:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T08:37:53+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T06:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T04:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T18:40:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T13:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T11:01:55+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA