Przedsiębiorcy krytykują rządową tarczę antykryzysową. Ich zdaniem to krok w dobrym kierunku, ale zdecydowanie za mało odważny. Do tego zamiast prostych i automatycznych przepisów mamy regulacje, do których Polski Fundusz Rozwoju musi napisać podręcznik.

Fot. Adam Guz/KPRM
Pomoc dla przedsiębiorców w związku z zamarciem usług i produkcji oraz zerwaniem łańcuchów dostaw wywołanych pandemią miała być przede wszystkim jak najszybsza i jak najprostsza. Jeszcze zanim tarcza antykryzysowa od rządu nabrała konkretnych kształtów, wszyscy - i politycy, i przedsiębiorcy - mówili, że chodzi o jak największy stopień automatyzacji regulacji i żeby przynajmniej na ten czas biurokracja schowała się do kąta. Wtedy faktycznie jest szansa, że pomoc trafi do jak najliczniejszej grupy potrzebujących.
Niestety zaraz po przyjęciu przez Sejm tarczy bardzo szybko zaczęły mnożyć się wątpliwości i zastrzeżenia. Czarę goryczy u przedsiębiorców przelała informacja, że do tych przecież prostych i przejrzystych przepisów - opracowanych wspólnie przez Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz PFR, KNF i ZUS - właśnie pisany jest podręcznik.
Na odpowiedź przedsiębiorców nie trzeba było długo czekać:
Przedsiębiorcy wiedzą, że z pustego i Salomon nie naleje
Podczas nocnego debatowania i głosowania nad tarczą antykryzysową posłowie opozycji pytali i premiera Morawieckiego i minister rozwoju Jadwigę Emilewicz o to, ile pieniędzy obecnie znajduje się w Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Od kilku dni bowiem sugerowano, że wcześniejsza polityka socjalna (m.in. Program 500+ i trzynastka dla emerytów) skutecznie miała kasę tego funduszu wyczyścić. Podobnie stwierdził w rozmowie z Radiem Zet prof. Robert Gwiazdowski, ekspert podatkowy w Centrum im. Adama Smitha.
Robert Gwiazdowski dalej przekonuje, że na tak skonstruowanej pomocy, wyliczonej w sumie na 212 mld zł, najbardziej skorzystają banki. Inną kulą u nogi tych przepisów są spore ograniczenia.
Fundusz, czyli 4 mld zł w dwa lata
O obecnej sytuacji finansowej Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (składa się na niego każdy pracownik, przekazując na jego rzecz 0,1 proc. pensji) coraz głośniej mówi też prezydium Komisji krajowej NSZZ „Solidarność”. Okazuje się bowiem, że jeszcze w 2018 r. na koncie Funduszu było ok. 4 mld zł, a teraz jest tak raptem ok. 750 mln zł. Stało się tak głównie przez to, że dwa lata temu zdecydowano z Funduszu opłacać zasiłki i świadczenia przedemerytalne oraz staże i specjalizacje lekarskie.
„Solidarność” wyliczyła, że tym samym wsparcie Funduszu starcza jedynie dla 141 tys. pracowników. Ale tylko na trzy miesiące w ramach dofinansowania w okresie przestoju ekonomicznego oraz dofinansowania wynagrodzeń w okresie obniżonego wymiaru czasu pracy.
Według Pracodawców RP zamiast tarczy dostaliśmy sito
O braku zadowolenia z rządowej tarczy antykryzysowej wprost mówią Pracodawcy RP. Ich zdaniem ekipa premiera Mateusza Morawieckiego poszła w „innym kierunku niż proponowała to strona przedsiębiorców”. Dziwią się, że z ponad 200 ich propozycji i uwag żadna w nowych przepisach nie została ujęta. Uważają, że w przegłosowanych w Sejmie regulacjach zabrakło rozwiązań utrzymujących płynność finansową przedsiębiorstw.
Chodzi o uwolnienie należnego VAT-u w ramach tzw. split paymentu. Ale nie tylko. Pracodawcy RP wytykają też, że zabrakło w tarczy antykryzysowej chociażby zapisów o wystawianiu przez lekarzy zwolnień podczas porad telemedycznych. Nie ma też słowa o środkach pomocowych dla podmiotów leczniczych. Cisza o zniesieniu zakazu handlu w niedzielę. Dlatego dla Pracodawców RP tarcza antykryzysowa to tak naprawdę nie tarcza, a sito.
Trzeba już dzisiaj wypatrywać tarczy antykryzysowej v.2.0
Z przyjętych przez Sejm przepisów nie są zadowoleni członkowie BCC. Tutaj także narzekają, że posłowie w ogólnie nie uwzględnili postulatów przez nich proponowanych. Te propozycje przedstawiały - zdaniem BCC - działania dla ratowania płynności firm, miejsc pracy, wynagrodzeń pracowników i całej gospodarki narodowej. Marek Goliszewski, prezes BCC, zwraca uwagę, że za to wśród regulacji łatwo znaleźć zapisy tak naprawdę niewiele mające wspólnego z ratowaniem gospodarki. Chodzi o dodatkowe rozszerzenie kompetencji prokuratora generalnego, czy uprawnienia premiera, który na podstawie nowych przepisów może do woli ingerować w skład Rady Dialogu Społecznego.
Dlatego szef BCC mówi wprost, że już teraz przyjęte przepisy nie są wystarczające i że niebawem trzeba będzie przyjąć następne.
Zbierają podpisy pod petycją do premiera
Stowarzyszenie Poszkodowanych Przedsiębiorców RP oraz zrzeszeni w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców też chcą zmian w tarczy antykryzysowej. Zbierają w tym celu podpisy pod petycją, która ma trafić do premiera.
Będzie we wtorek manifestacja w autach?
W social mediach powstało w kilka dni już sporo grup zrzeszających przedsiębiorców, którzy jednym głosem mówią, jak bardzo im się tarcza antykryzysowa nie podoba. Jedną z nich jest „Strajk Przedsiębiorców”. Należący do niej organizują już jutro specjalną manifestację: masowy przejazd samochodami zwieńczony spotkaniem z marszałkiem Senatu. Start zaplanowany jest na godz. 12.
Twórcy facebookowej grupy namawiają też przedsiębiorców do pozwu zbiorowego. Podstawą prawną do niego, jak przekonują, jest ustawa z 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. Twierdzą, że chociaż władza nie zdecydowała się jeszcze na wprowadzenie takiego stanu, to jednak „liczy się stan faktyczny”.