REKLAMA

COVID-19 przyspieszył nieuniknione. Na ropie i gazie nie da się już zarabiać. Co to oznacza dla Polski?

Co zrobił lockdown? Załamał przemysł naftowy i gazowy. Okazuje się, że zamknięcie ludzi w domach miało destrukcyjny wpływ na paliwa kopalne. Na razie ich przyszłość kreśli pierwsza ale nie ostatnia fala bankructw.

gaz-lupkowy-USA
REKLAMA

Na oczyszczenie odwiertów potrzebowali przynajmniej 40 mln dol. Ale zadłużenie w wysokości ponad 180 mln dol. znacznie przewyższało wartość samej spółki i nie było innego wyjścia jak złożenie do sądu wniosku o ogłoszenie. Tak doszło do upadłości teksańskiej firmy naftowej MDC Energy. Podobny los spotkał Whiting Petroleum - firmę zajmującą się wydobywaniem gazu łupkowego w Północnej Dakocie. Upadłość okazała się też jedyna możliwą receptą dla innych spółek energetycznych w USA takich jak Chesapeake Energy, czy Diamond Offshore Drilling. 

REKLAMA

Absolutnie nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przypadku. Firma analityczna Rystad Energy sugeruje, że wniosek o ochronę przed upadłością do końca roku złożyć może w sumie 250 firm naftowych i gazowych. I niestety, nie ma być to wyłącznie czasowy trend. Popyt na ropę naftową ma spadać do końca tej dekady. Przy jednoczesnych coraz tańszych zielonych technologiach odnawialnych. Zdają już z tego sobie sprawę najwięksi. Paliwowy gigant BP już w połowie czerwca obniżył wartość aktywów o 17,5 mld dol. i zapowiedział redukcję zatrudnienia o 15 proc. Wszystko z jednego powodu: czasy zarabiania na ropie mijają bezpowrotnie. 

Paliwa kopalne na świecie czekają fundamentalne zmiany

Wood Mackenzie, globalna grupa badawcza i doradcza ds. energii, wylicza, że wyłącznie z sektora gazu ziemnego tylko w tym roku zniknie ok. 1,6 mld dol. Zdaniem analityków błędem byłoby szukanie winy wyłącznie w pandemii koronawirusa. Ta jak już to jedynie przyspieszyła pewne zjawiska. Coraz bardziej bowiem ekonomię paliw kopalnych mają kształtować postępujące geometrycznie zmiany klimatyczne.

Luke Parker, wiceprezes Wood Mackenzie ds. analiz korporacyjnych, przekonuje, że zaledwie jeszcze kilka lat temu przedstawiciele branży naftowej i gazowej raczej nie byli skłonni brać na poważnie w swoich biznesowych strategiach ryzyka klimatycznego.

Australia jeszcze walczy

Andrew McConville, dyrektor naczelny APPEA, australijskiego stowarzyszenia skupiającego producentów ropy i gazu, przewiduje, że branża będzie mierzyć się z tego typu kłopotami przez lata. Ale wierzy, że wraz z łagodzeniem ograniczeń w podróżowaniu i wznawianiem działalności gospodarczej w miarę upływu czasu wzrośnie zapotrzebowanie na energię z ropy i gazu. Niezbędne jednak, zdaniem McConville'a, byłaby odpowiednia polityka regulacyjna i fiskalna. 

I wszystko wskazuje, że tą drogą podąży tamtejszy rząd. Dzięki podjętym inicjatywom wzdłuż wschodniego wybrzeża Australii powstaną nowe terminale do importu gazu. To z kolei spowoduje, jak przekonuje Scott Morrison, premier Australii, że tamtejszy surowiec będzie ciągle konkurencyjny. Nie do końca w taki rozwój wypadków wierzy m.in. Emma Herd, szefowa Investor Group on Climate Change, która stoi na stanowisku, że COVID-19 jedynie przyspieszył już obserwowany trend. I nie ma nigdzie rzetelnych badań wskazujących, że Australia się temu oprze. 

Gaz ziemny to odwrotny kierunek niż zakłada UE

Mimo że na razie inwestorzy nie patrzą ze zbytnim zainteresowaniem w kierunku planów gazowych w Krainie Kangurów, to analitycy nie wykluczają, że w Australii przynajmniej przez pewien czas ten eksperyment może się udać. Po pierwsze dlatego, że tutaj wydobywa się zdecydowanie więcej gazu niż ropy i po drugie: w Australii na gaz wszyscy patrzą jak na przejściowe paliwa. Tymczasem reszta świata odsuwa się od niego plecami.

Dobrym tego przykładem jest polityka Unii Europejskiej, która nie widzi miejsca dla gazu ziemnego ani w Zielonym Ładzie, ani w neutralności klimatycznej, mającej nastać na Starym Kontynencie po 2050 r. I ma to już swoje konsekwencje gospodarcze. Przyjęta w październiku ubiegłego roku przez Komisję Europejską lista kluczowych projektów infrastrukturalnych PCI zawierała 32, a nie tak jak dwa lata wcześniej - 53 projekty gazowe. 

Polska w energetycznym rozkroku

Dla Polski takie podejście do gazu ziemnego dodatkowa komplikuje energetyczną metamorfozę. Nad Wisłą bowiem błękitne paliwo traktowane jest jako najlepszy i jedyny zastępca węgla, od którego ciągle jesteśmy uzależnieni w ok. ponad 70 proc. Nasz kraj wraz z Bułgarią, Czechami, Grecją, Węgrami, Litwą, Rumunią i Słowacją w maju przygotował specjalny dokument, w którym wzywa UE do „połączonych rozwiązań w zakresie energii elektrycznej i gazu” w ramach zerowej emisji, jaka ma nastać za niespełna 30 lat. 

O zastępowaniu węgla gazem ziemnym w samych superlatywach nie od dzisiaj wypowiada się też wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin. 

REKLAMA

Na razie jednak Bruksela wydaje się tymi gazowymi deklaracjami nieprzejednana i nadal traktuje gaz ziemny jako jedno z paliw kopalnych determinujących coraz większą emisję CO2.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T22:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T17:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T11:14:57+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T10:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T09:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T21:58:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T20:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T10:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T08:37:53+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T06:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T04:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T18:40:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T13:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T11:01:55+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA