REKLAMA
  1. bizblog
  2. Biznes
  3. Zdrowie

Medyczna marihuana nie zyska u nas popularności, póki za jointa będzie trafiać się za kratki

Formalnie legalna, w praktyce traktowana z wielką podejrzliwością jako narkotyk udający lek. Podczas konferencji „Central European Cannabis Forum: Konopie Medyczne w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej” dyskutowano o przyszłości medycznej marihuany w Polsce.

14.06.2020
11:32
medyczna-marihuana-w-Polsce
REKLAMA

Chociaż nowelizacja przepisów pozwalająca przygotowywanie leków z wykorzystanie konopi weszła w życie w Polsce pod koniec 2017 r., to jednak korzystanie z medycznej marihuany w naszym kraju pozostawia wiele do życzenia. Przez rok, do końca 2019 r., sprzedało się jej u nas raptem 70-80 kg. O tym, dlaczego tak się dzieje i czemu medyczna marihuana, mimo sprzyjających jednak regulacji, cały czas pozostaje w cieniu, dyskutowano podczas panelu „Konopie medyczne w Polsce” w ramach Central European Cannabis Forum. 

REKLAMA

Medyczna marihuana jest bardzo rzadko przepisywana przez lekarzy ze względów ekonomicznych. Pacjenci są po prostu biedni i nie stać ich na tak drogie zakupy. Chemiczne lekarstwo to często wydatek kilku złotych, a jeden gram medycznej marihuany to kilkadziesiąt złotych

- przekonuje Jarosław Sachajko, poseł Kukiz'15, który od miesięcy inicjuje przygotowanie projektu ustawy regulującej limit THC w krwi kierowców.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem, zdaniem Jarosława Sachajko, byłby system refundacji do medycznej marihuany. 

Konopie siewne, czyli piętrowa abstrakcja

Jarosław Sachajko przyznał, że sam zasiał parę arów konopiami siewnymi, żeby sprawdzić, jak w tym przypadku wygląda machina biurokracja. Złożył w urzędzie swojej gminy stosowny wniosek i czekał cały miesiąc na odpowiedź. Dowiedział się z niej, że gmina nie może jeszcze pozwolić na taką uprawę, bil sprawy jeszcze nie uregulował sejmik województwa lubelskiego.

To typowy przykład piętrowej abstrakcji

– nie ma wątpliwości Jarosław Sachajko.

Przy okazji zwrócono uwagę na polskie ograniczenia dotyczące hodowli konopi siewnych. U nas granicą stężenia psychoaktywnego THC jest 0,2 proc. Do Ministerstwa Rolnictwa trafiły już apele o jego podwyższenie. Np. we Włoszech obowiązuje limit 0,6 proc. THC, a w Szwajcarii do 1 proc. THC. 

U nas nie powinniśmy być w ogóle karani za poziom do 6 proc. THC. Powinien pójść głośny i właściwy sygnał do wszystkich ze strony Ministerstwa Zdrowia. Tymczasem w Polsce, jak się okaże, że plantacja rolnika ma dajmy na to stężenie na poziomie 0,23 proc. to wszystko trzeba zniszczyć

– przekonuje Piotr Liroy-Marzec, który jest współautorem przepisów o medycznej marihuanie w naszym kraju.

Najważniejsze zadanie: odczarować marihuanę

Zdaniem Beaty Maciejewskiej z Lewicy, przewodniczącej parlamentarnego Zespołu ds. Legalizacji Marihuany, żeby medyczna marihuana była faktycznie popularnym lekarstwem nad Wisłą, niezbędna jest dalsza zmiana prawa.

Medyczna marihuana nigdy nie będzie popularna, o ile za zapalenie jointa trafiać się będzie do więzienia

– uważa Maciejewska.

Dlatego jej zdaniem marihuanę w Polsce trzeba przede wszystkim odczarować i przy okazji tłumaczyć wszystkim politykom, że to jest po prostu jedna z wielu używek, a kojarzenie jej wyłącznie z przestępczością nikomu niczego dobrego nie przynosi.

„Jak się zapytałam o to obecnego szefa Platformy Obywatelskiej Borysa Budki, to usłyszałam, że trzeba zrobić referendum. Czyli sam nie ma odwagi decydować w tej sprawie. Za brakiem odwagi stoi nic innego zaś jak po prostu niewiedza. Dlatego trzeba o marihuanie do skutku informować i edukować” - twierdzi Beata Maciejewska. 

Braki edukacyjne są źródłem strachu sprzed marihuaną

– zgadza się Piotr Liroy-Marzec.

Medyczna marihuana reaktywuje PGR-y?

Medyczna marihuana to także możliwe zyski, tak istotne po przebudzeniu się gospodarki po lockdownie. Tylko żeby faktycznie z jej sprzedaży były jakieś finansowe korzyści, musi być jednoznaczny sygnał, że to jest dobre lekarstwo. Zdaniem prelegentów panelu „Konopie medyczne w Polsce” to zadanie wyłącznie Ministerstwa Zdrowia. 

Potem należałoby rozwijać hodowlę konopi siewnych (ze znikomym stężeniem THC - w odróżnieniu od konopi indyjskich) w naszym kraju. Na przykład korzystając ze schedy po PGR-ach, czyli Państwowych Gospodarstwach Rolnych.

Do dzisiaj nie brakuje ludzi, którzy tak naprawdę nie potrafią stanąć na własnych nogach po ich likwidacji. Można ich włączyć w system upraw medycznej marihuany, korzystając przy okazji z dawnej infrastruktury. Dzięki temu stworzymy nowe miejsca pracy i realnie wesprzemy narodową gospodarkę

– twierdzi Beata Maciejewska.

Marihuana jako też recepta na zmiany klimatu

Na jeszcze inny element uwagę zwróciła Urszula Sara Zielińska z Partii Zielonych. Chodzi o wpływ hodowli medycznych odmian marihuany na pogłębiające się zmiany klimatyczne. 

Jeden hektar zasiany marihuaną pochłonie więcej dwutlenku węgla niż hektar lasu tropikalnego

– zauważa Zielińska.
REKLAMA

I faktycznie: badanie wskazują, że jeden hektar konopi siewnych może pochłonąć nawet 22 tony CO2. A najczęściej rośliny osiągają wzrost dwa razy w roku. Istotne jest także to, że w przypadku konopi wykorzystać można każdą część rośliny.

„To idealnie pasujący element do tego, do czego od lat dążymy, czyli gospodarki obiegu zamkniętego” – przekonuje posłanka Zielonych.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA