Handel stacjonarny jest passé. W internetowy trzeba umieć wejść albo znaleźć kogoś, kto potrafi
Cyfrowe rewolucje, czyli lockdown wywołany pandemią COVID-19 zmienia zasady gry w handlu. Ten stacjonarny jeszcze nigdy aż tak nie tracił, a z kolei e-commerce ma teraz jeden z najlepszych okresów. Sprawdzamy, czy przeprowadzka z jednego do drugiego świata musi być bolesna i czy przy okazji można liczyć na czyjąś pomoc.

Dzisiaj jeszcze trudno określić jak dużą wyrwę w handlu stacjonarnym spowodowała pandemia koronawirusa. Nikt nie ma jednak wątpliwości: rana jest głęboko i wyraźna - na tyle, że blizna zostanie już na zawsze. Według wyliczeń indeksu akcji Dow Jones tylko w marcu sprzedaż w handlu spadła o 8 proc. - najwięcej w historii.
Diane Swonk, główna ekonomistka w Grant Thornton, zwraca uwagę, że największy w historii spadek miesięcznej sprzedaży detalicznej odnotowano pomimo gromadzenia przez ludzi zapasów konsumenckich. Zdaniem z kolei Chrisa Rupkey'a, głównego ekonomisty finansowego w MUFG Union Bank, dane dotyczące handlu stacjonarnego w czasie pandemii nie mogły być dobre, skoro ludzie siedzą w domach, a tym samym nie mogą wychodzić i wydawać pieniędzy.
Z tym wydawaniem pieniędzy z domu akurat jest różnie. Bo tak jak pandemia COVID-19 przez kolejne tygodnie tylko mnożyła straty w handlu stacjonarnym, tak jeżeli chodzi o e-commerce, mowa jest o zupełnie odwrotnym kierunku. Dane zresztą nie pozostawiają złudzeń: tylko w USA w pierwszym kwartale 2020 r. konsumenci wydali w internecie 46,47 mld dol. Według analizy Digital Commerce 360 wydatki online stanowiły 16,2 proc. całkowitej sprzedaży detalicznej w tym okresie – to drugi co do wielkości udział w rynku online w historii, po 17,8 proc. w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku. Najnowsze badania polskiej Izby Gospodarki Elektronicznej też nie pozostawiają złudzeń: w ciągu ostatnich 12 miesięcy odsetek internautów deklarujących korzystanie z e-commerce wzrósł z 57 proc. do 72 proc.
Handel w czasie pandemii: ryzykowne przeczekanie albo ewolucja
Pandemia postawiła ludzi handlu przed wyjątkowo trudnym wyborem: albo pod wpływem globalnego zagrożenia epidemicznego ewoluują i zaczną stawiać na cyfrową rewolucję, wchodząc odważnie w e-commerce. Albo decydują się jednak na przeczekanie, korzystając w międzyczasie z kolejnych zapisów rządowych tarcz antykryzysowych - co jest jednak metodą ryzykowną i niezbyt dobrze rokującą na przyszłość. Zakłada wszak jedynie działania dotyczące pogłębiania oszczędności i cięcia wydatków. Z generowaniem przychodu w takim przypadku jest już jednak kiepsko.
Dlatego naturalnym zwrotem było podążanie w tym kierunku, gdzie ludzie mimo lockdownu jednak zostawiają jakieś pieniędzy, czyli do e-commerce. O tym, jak bardzo zyskał handel internetowy w czasie pandemii bodaj najlepiej świadczą wyniki badań wykonanych przez VISA. Na ich podstawie okazało się, że lockdown stał się przyczynkiem dla ponad 30 proc. Brytyjczyków do dokonania pierwszych zakupów w sieci. Prawie co piąte gospodarstwo domowe na Wyspach zamówiło w tym czasie tą drogą również artykuły spożywcze - o 1,6 mln więcej niż rok temu. W efekcie szacuje się, że pięć lat wcześniej niż przewidywano, do 2025 r. sprzedaż detaliczna w sieci może osiągnąć 50 proc. ogółu kupowanych przez nas towarów.
Konieczność zmiany modelu biznesowego przez wielu sprzedawców detalicznych, zweryfikowania ich bazy kosztowej, w tym ilości potrzebnej im przestrzeni fizycznej, została poddana turbodoładowaniu
Bezsprzecznie dotyczy to także tych warunków handlowych w Polsce. Wszak w czasie obowiązywania obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa w naszym kraju powstało prawie 1,7 tys. nowych e-sklepów. Tym samym nad Wisłą jest ich już w sumie ponad 40 tys. Według danych platformy Shoper przytaczanych przez „Rzeczpospolitą” tylko w kwietniu br. liczba transakcji w e-sklepach spożywczych wzrosła o 374 proc., a w drogeriach o 126 proc. Dość powiedzieć, że jeszcze przed pandemią rynek zakupów online w Polsce szacowano na ok. 70 mld zł; a teraz to już okrągłe 100 mld zł.
A może jednak cyfrowe rewolucje?
Z badania zrealizowanego przez agencję Catchers za pośrednictwem panelu badawczego Ariadna wynika, że 6 proc. Polaków zrobiło w ostatnim czasie pierwszy raz w swoim życiu zakupy przez internet. Okazuje się jednak, że wejście w e-commerce nie jest automatyczną receptą na sukces. Prawie co czwarta osoba kupująca w sieci po raz pierwszy była z nich niezadowolona, a co piąta ma problem, by jednoznacznie ocenić swoje doświadczenia. „W takich sytuacjach szczególnie istotna staje się transparentna komunikacja z klientem w czasie rzeczywistym, towarzyszenie mu w całym procesie zakupowym, a także zaproponowanie mu zadośćuczynienia za doświadczone niedogodności” - doradza Karolina Kędziora, partner w Catchers.
Tym bardziej jeszcze istotniejsze wydaje się to, by przy okazji wchodzenie w świat handlu internetowego opierać się na doświadczonych specjalistach i ich sprawdzonych rozwiązaniach. Zwłaszcza że obecnie nie brakuje tego typu wspierających inicjatyw. Przykładem jednej z nich jest kampania społeczna mBanku pt. „Cyfrowe rewolucje”. W jej ramach przedsiębiorcy otrzymują bezpłatny dostęp do ekspertów i bazy materiałów edukacyjnych, a także szansę na 100 tys. zł, by przeprowadzić w swojej firmie „cyfrowe rewolucje”. Udział w konkursie można wziąć do 22 lipca br. Akcja potrwa do końca roku i będzie sukcesywnie rozwijana o kolejne elementy.
Nasz model biznesowy od początku oparty jest na rozwiązaniach cyfrowych. Przez lata udowodniliśmy, że jest to model nisko kosztowy i efektywny
„Teraz tym doświadczeniem chcemy podzielić się z innymi. Dziś małe firmy szczególnie potrzebują takiego wsparcia. Ale e-commerce to przyszłość niezależnie od pandemii. Dlatego zachęcamy przedsiębiorców: odważcie się zrobić ten krok, a przekonacie się, że biznes w wirtualnym świecie może przynosić realne pieniądze” – dodaje.
Cyfrowe rewolucje w dwóch kategoriach
Kampania „Cyfrowe rewolucje” podzielona jest na dwie kategorie. Pierwszą stanowią przedsiębiorstwa o obrotach do 10 mln zł, a drugą te o obrotach od 10 do 50 mln zł. W każdej z nich do wygrania jest jedna nagroda główna o wartości 100 tys. zł netto oraz pięć nagród 2. stopnia o wartości 10 tys. zł netto każda. Zwycięzcy otrzymają pakiety usług ułatwiające rozpoczęcie lub rozwinięcie działalności w e-commerce. To m.in.: narzędzia do budowy e-sklepu i jego integracji z serwisami zewnętrznymi; szkolenia i usługi z zakresu e-marketingu, i budowy marki wraz z budżetem na kliknięcia; pakiety, które gwarantują wsparcie prawne i księgowe, a także darmowe usługi kurierskie. Dodatkowo w sumie 12 zwycięskich firm zyska wsparcie mentorskie ekspertów i członków jury.
Sukces w biznesie opiera się na dwóch filarach: finansach i wiedzy. Na co dzień oferujemy firmom dostęp do kapitału, dzięki tej kampanii wyposażamy je również w informacje i usługi niezbędne do rozwinięcia skrzydeł w sieci
mBank jeszcze przed ogłoszeniem „Cyfrowych rewolucji” skrzętnie sprawdził, czy jest w ogóle o co się bić. I wyszło im, że jak najbardziej. Wszak 56 proc. respondentów - do tej pory działających tylko offline, deklaruje, że zamierza to zmienić w perspektywie kwartału, a 48 proc. z tych, którzy już działają w e-commerce, planuje w tym okresie rozwinąć ten obszar swojego biznesu. Jednocześnie ankietowani sygnalizują, że założenie e-sklepu wiąże się z szeregiem trudnych do pokonania barier, takich jak: inna specyfika działalności niż offline, utrudniony kontakt z kupującymi, trudność w pozyskaniu klientów, brak dostępu do odpowiednich narzędzi technologicznych oraz do specjalistycznej wiedzy, jak z nich korzystać. Receptą na te wszystkie wątpliwości ma być „Cyfrowe rewolucje” mBanku.
mBank przygotował zestaw przydatnych narzędzi
Chcąc skorzystać z „Cyfrowych rewolucji” mBanku, trzeba zgłosić się na stronie internetowej kampanii najpóźniej do 22 lipca br. W jury konkursu zasiadają m.in. Joanna Ceplin, ekspert marketingu online; Przemysław Pająk, założycie Grupy Spider’s Web oraz Maciej Żak, współzałożyciel Dirlango, holdingu inwestującego w spółki technologiczne na etapie „growth”. Bo też drugim filarem tej kampanii społecznej mBanku są działania edukacyjne, które mają pomóc przedsiębiorcom z sukcesem sprzedawać online. Baza materiałów dostępnych na stronie obejmuje nie tylko artykuły eksperckie czy raporty branżowe, ale też sylwetki „bohaterów e-transformacji”, którzy skutecznie rozwinęli działalność w e-commerce i dzielą się swoim doświadczeniem. W kampanię „Cyfrowe rRewolucje” zaangażowały się także takie marki jak: 1koszyk, CashDirector, kancelaria Gessel, Ideo Force, InPost, Lex Secure, mElements, RedCart, Trust Mate, Samito oraz Sky-shop.pl.
Oprócz materiałów mBank przygotował również szereg spotkań edukacyjnych online, w postaci webinariów i nowego na naszym rynku formatu - „szybkich randek” z ekspertami. Te ostatnie wystartują w sierpniu. Natomiast na pierwszy webinar mBank zaprasza już w lipcu. Szczegółowe informacje o planowanych wydarzeniach publikowane będą na stronie kampanii.
„Cyfrowe rewolucje” nie są pierwszą inicjatywą mBanku mającą na celu wspierać firmy w e-transformacji. Już wcześniej przygotowano zestaw narzędzi, które pomogą postawić pierwsze kroki w wirtualnym świecie. Chcąc skorzystać tej oferty, wystarczy mieć konto firmowe w mBanku. Tylko to pozwala starać się o dofinansowanie bezpłatnej bramki do szybkich płatności mobilnych Paynow. Albo do budowy i hostingu e-sklepu na popularnych platformach RedCart lub Shoplo. Klient będzie mógł z nich korzystać przez trzy miesiące za złotówkę miesięcznie. Do tego dochodzi jeszcze automatyczne narzędzia wspierające sprzedaż i dotarcie do klienta przygotowane przez Samito - rozwiązanie, które w 2019 r. zdobyło nagrodę Best Tool for eCommerce oraz narzędzie do sprzedaży w social mediach bez konieczności posiadania sklepu internetowego, oferowane przez firmę 1koszyk.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.