REKLAMA

Nie osiągniemy zbiorowej odporności. Czas na daleko idące przywileje dla zaszczepionych

Przy obecnym tempie szczepień na koronawirusa zaszczepionych będzie 55 proc. dorosłych Polaków – prognozują analitycy Banku Pekao. Może nie wygląda to źle, ale dla osiągnięcia odporności zbiorowej zaszczepione musi być około 70 proc. całej populacji, nie tylko osób dorosłych. Na razie ten wskaźnik wynosi 36 proc. Od początku czerwca liczba chętnych na szczepienia gwałtownie spada i nie pomagają tu ani prośby premiera, ani kampania ze znanymi i lubianymi, ani loteria szczepienna. Motywacją mogą być tylko daleko idące przywileje dla zaszczepionych.

Koronawirus w Polsce. Jeśli ma być nowy lockdown, to nie dla zaszczepionych
REKLAMA

Gwałtownie spadająca liczba osób, które chcą się zaszczepić na koronawirusa to obecnie chyba największe zmartwienie osób w rządzie odpowiadających za politykę epidemiczną – czwarta fala koronawirusa jest już właściwie pewna, a dominować będzie w niej bardzo groźny wariant Delta, który atakuje głównie osoby niezaszczepione.

REKLAMA

Dr Anthony Fauci, główny doradca rządu USA ds. COVID-19, przekazał, że aż 99,2 proc. osób, które zmarły na tę chorobę w Stanach w czerwcu były niezaszczepione. Informację tę podał dalej na Twitterze minister zdrowia Adam Niedzielski bez komentarza, bo chyba słusznie założył, że „to się samo komentuje”. Podobnie sytuacja wygląda w Wielkiej Brytanii czy w Izraelu, czyli w krajach, które także mogą pochwalić się wysokim stopniem wyszczepienia populacji.

Z przeszło 13 milionami w pełni zaszczepionych osób i ponad 17 mln podanych pierwszych dawek Polska nie wypada na tle innych krajów Unii Europejskiej źle, bo program szczepień został przeprowadzony w naszym kraju naprawdę sprawnie, ale martwi to, że machina gwałtownie hamuje – nie dlatego, że producenci odwołują dostawy szczepionek, lecz dlatego, że zaczyna brakować chętnych do szczepienia.

Kryzys programu szczepień

„Spada dynamika rejestracji tydzień do tygodnia o 30 proc. W tym tygodniu po raz pierwszy blisko milion szczepionek nie pojechało do punktów, ponieważ punkty z nich zrezygnowały” – przyznał w zeszłym tygodniu odpowiedzialny za program szczepień minister Michał Dworczyk. Odpowiedzią rządu na spadającą popularność szczepień są kampanie informacyjne typu „Ostania prosta” czy loteria szczepienna z atrakcyjnymi wygranymi, ale wygląda na to, że jest to przekonywanie przekonanych, bo efektu wzrostu rezerwacji terminów szczepień nie widać.

Kryzys Narodowego Programu Szczepień zaczął się w pierwszej połowie czerwca, gdy po osiągnięciu szczytu, jeśli chodzi o liczbę wykonanych sczepień pierwszą dawką, nastąpił szybki zjazd. Niestety ten trend trwa niemal nieprzerwanie do dziś. Choć zaszczepić się może każdy chętny, liczba podanych pierwszych dawek jest na podobnym poziomie, co w marcu, gdy podaż szczepionek była niewielka, a szczepić się mogły tylko starsze osoby.

Analitycy Banku Pekao oszacowali, że obecne dane wskazują na to, że zaszczepimy około 55 proc. dorosłej populacji. Nie są to optymistyczne dane, bo po pierwsze szczepione mogą być także dzieci od 12. roku życia, a po drugie dla osiągnięcia odporności zbiorowej musimy zaszczepić około 70 proc. całej ludności, a nie tylko tych, którzy mogą się szczepić. Na razie ledwo przekroczyliśmy pułap 36 proc. zaszczepionej ludności, a przy tak spadającym tempie szczepień nie mamy szans nawet zbliżyć się do 50 proc.

Jak niedawno napisali we wspólnym stanowisku naukowcy z zespołu ds. COVID-19 przy prezesie Polskiej Akademii Nauk, „to od nas zależy, jak wysoka będzie czwarta fala zachorowań na COVID-19 i czy sparaliżuje ona system ochrony zdrowia”. Jak podkreślili, do gwałtownego rozwoju epidemii i niebezpiecznej czwartej fali zakażeń może przyczynić się połączenie kilku czynników – otwarcia gospodarki i przywrócenia życia społecznego, niedostatecznego poziomu zaszczepienia i pojawienia się wariantu Delta.

Szczepmy się

„Pełne zaszczepienie istotnie zmniejsza ryzyko zachorowania, a w przypadku choroby bardzo znacząco redukuje ryzyko hospitalizacji” – czytamy w piśmie naukowców z PAN. „Zadbajmy tego lata o pełne zaszczepienie siebie i swoich najbliższych. Nabyta odporność pozwoli uniknąć wysokiej czwartej fali wirusa i ponownego zamykania szkół, sklepów, restauracji, hoteli, teatrów, muzeów, kin i kościołów. Aby powstrzymać transmisję wariantu Delta i uniknąć ponownego lockdownu, szczepienia dzieci i młodzieży powinny się odbyć przed powrotem uczniów do szkół. Zadbajmy o szczepienie naszych dzieci już teraz” – apelują naukowcy.

Bardzo słuszny apel, który ma jednak istotną wadę – jest jak rzucanie grochem o ścianę. Ci, których da się w ten sposób przekonać do zaszczepienia się, dawno to zrobili albo zapisali swoje dzieci. Pozostali to albo zatwardziali antyszczepionkowcy, na których urojenia nie ma lekarstwa, albo ci, którym po prostu się nie chce lub boją się dwudniowej gorączki po szczepieniu. Tych drugich da się przekonać, ale obecne metody są raczej mało skuteczne.

Chyba największe szanse na przekonanie do szczepień niezdecydowanych ma loteria z pulą nagród niemal 23 mln zł, ale kilka dni po jej rozpoczęciu efektu w postaci większej liczby rezerwacji terminów nie widać. Inne metody, które zapowiedział w zeszłym tygodniu minister Dworczyk – takie jak zachęcające do zaszczepienia się telefony NFZ-u – brzmią jak żart. Jeśli rząd nie ma innych pomysłów na promowanie szczepień, to nic z tego nie wyjdzie.

Przywileje zamiast obowiązku

Coraz częściej słyszy się głosy nawołujące do wprowadzenia obowiązkowych szczepień na koronawirusa, ale to brzmi jak proszenie się o nasilenie się antyszczepionkowego szaleństwa. Nie mam złudzeń, że rząd nie odważyłby się twardo egzekwować nakazu szczepienia, a cała akcja zakończyłaby się wizerunkową katastrofą.

Znacznie mniej radykalnym i bardzo skuteczną zachętą do szczepień wydaje się wprowadzenie znacznie dalej idących przywilejów dla zaszczepionych. Już dziś takie osoby są wyłączone spod obostrzeń, takich jak limit osób podczas imprez masowych czy konieczność odbycia kwarantanny po przybyciu z Wielkiej Brytanii, ale to wciąż zbyt niszowe przywileje, by mogły przynieść efekt. Co innego, gdyby rząd zapowiedział, że w razie konieczności wprowadzenia lockdownu i nauki zdalnej w szkołach, wyłączone spod tych powszechnych obostrzeń będą osoby w pełni zaszczepione.

Jeśli zaszczepieni mają odczuwać taką samą uciążliwość obostrzeń co niezaszczepieni, to mogą pomyśleć „właściwie po co mi to było?”

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T22:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T17:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T16:15:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T11:14:57+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T10:09:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T09:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T21:58:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T20:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T10:00:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T08:37:53+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T06:33:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-02T04:05:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T18:40:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T13:30:00+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T11:01:55+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA