Hashiona ma być platformą, gdzie chorzy na Hashimoto śledzą swoje objawy oraz ich przyczyny, łączą się ze specjalistami i tworzą społeczność.

Aplikacja ma trafić na Androida już za kilka miesięcy, ale w czym tak naprawdę ma pomagać?
Ewa Galant na Hashimoto choruje od ponad 14 lat, ale o chorobie wie dopiero od 6. Rozpoznanie jest bowiem trudne, a początkowe objawy dość ogólne; to m.in. zmęczenie, senność, spadek nastroju.
- Już jako nastolatka miałam poziom krwinek czerwonych na poziomie graniczącym z anemią, na studiach skarżyłam się na brak energii i wieczne zmęczenie, ale większość lekarzy słysząc, że prowadzę aktywny tryb życia, zalecało mi witaminy i urlop. Dziś wiem, że to były pierwsze objawy choroby - wspomina Galant, która na pomysł aplikacji wpadła w momencie diagnozy.
Zapalenie tarczycy Hashimoto po raz pierwszy opisał Hakaru Hashimoto w 1912 roku. W skali medycyny to więc stosunkowo nowa jednostka chorobowa, o której w ostatnich lata mówi się jednak coraz więcej. Problemy z tarczycą uznawane są przez WHO za chorobę cywilizacyjną. Nawet 4 proc. populacji światowej dotyczy niedoczynność tarczycy, w tym Hashimoto.
Medicover ocenia, że problemy z tarczycą na całym świecie ma już ponad 300 milionów ludzi. Połowa z nich choruje nieświadomie. W Polsce problem dotykać może ok. 22 proc. społeczeństwa.
Nieleczona choroba Hashimoto sieje spustoszenie w organizmie. Niszczy tarczycę, szkodzi nadnerczom, jelitom, wątrobie czy przysadce. Choroba może prowadzić również do innych autoimmunologiczną dolegliwości - insulinoodporności czy zespołu policystycznych jajników.
Diagnoza jest kluczowa w przypadku Hashimoto.
Hashiona ma wspierać diagnozę i łączyć telemedycynę, wiedzę i edukację oraz samośledzenie związane z codziennymi aktywnościami, przyjmowaniem leków czy badaniami. - Chcemy pomagać w osiągnięciu remisji, czyli uśpieniu symptomów i prowadzeniu życia zbliżonego do tego z czasów sprzed choroby. Nie zawsze się to uda, ale są duże szanse – podkreśla Galant.

Aplikacja ma tworzyć ekosystem w wokół chorób tarczycy, gdzie pacjenci kontaktują się nie tylko z lekarzami, ale również między sami sobą. W przyszłości do aplikacji mają dołączyć również osoby z najbliższego otoczenia pacjentów, którzy poszukują informacji o wspieraniu chorego.
Wirtualna klinika
Kluczowe dla powodzenia aplikacji będzie zaangażowanie endokrynologów. Aplikacja ma im pomóc w śledzić symptomy choroby prowadzonych pacjentów i monitorowaniu zwyczajów takich jak sen, aktywność sportowa, dieta czy ilość przyjmowanych płynów i hormonów. Jest wśród nich np. lewotyroksyny, której uszkodzona tarczyca nie produkuje w wystarczającej ilości. Pierwsze tygodnie terapii polegają więc na dobraniu jej dawki, aby tarczyca działała poprawnie.
Hashiona pośredniczyć ma również w wideokonferencjach, które zastąpią wizyty w gabinecie, co ma pozwolić na oszczędność czasu z obu stron.
- Kiedyś problemem niedoczynności tarczycy zajmowali się wyłącznie lekarze endokrynolodzy, dzisiaj ten problem jest tak powszechny, że został “przerzucony” na lekarzy ogólnych z racji braku specjalistów. Tak się dzieje na całym świecie, nie tylko w Polsce. A lekarz ogólny często ma tylko 8 minut na jednego pacjenta więc jak może pomóc komuś kto choruje na chroniczną chorobę i może mieć nawet do 45 różnych symptomów fizycznych i czy psychicznych?
W podejmowaniu decyzji specjalistów wspierała będzie wspierała więc sztuczna inteligencja. Zasugeruje optymalizację suplementów czy zmianę codziennych nawyków. - Jeśli 40 tys. osób o podobnym stadium i przebiegu choroby czuje się lepiej, jeśli nie spożywa glutenu, zasugerujemy artykuł omawiający tę zależność. Nasz silnik będzie agregować duże ilości danych, porównywać je, a następnie wyłapywać zależności i funkcjonujące schematy – zdradza Konrad Koniarski, współzałożyciel Hashiony i projektant aplikacji.
W projektowaniu systemu biorą udział lekarze i dietetycy, którzy mają czuwać nad jakością wskazówek medycznych i poradników.
Agregacja danych o Hashimoto może pomóc w opracowaniu nowych terapii.
Jednym z dalszych celów zespołu tworzącego aplikację jest partnerstwo z ośrodkami badawczymi i wspieracie rozwoju nauki. Aplikacja zbiera przecież mnóstwo informacji o tym, jak pacjenci reagują na różne terapie. Jeśli podda się je anonimizacji, algorytmy uczenia maszynowego z pewnością będą mogły wyciągać wnioski o tym co działa, a co nie.
- Ośrodki badawcze za pomocą naszej aplikacji będą w przyszłości mogły docierać do pacjentów chętnych do wzięcia udziału w badaniach klinicznych. Na taki kontakt pacjent będzie oczywiście musiał uprzednio wyrazić zgodę - mówi Ewa, która podkreśla również różnice prawne pomiędzy krajami, związane z przechowywaniem danych medycznych.
Hashiona wygrała ReaktorX.
Siódma edycja programu pre-akceleracyjnego ReaktorX zakończyła się w ubiegłym tygodniu. Tym razem w całości zdalnie. Podobnie, jak i wcześniej, połączyła początkujące startupy z doświadczonymi mentorami. Hashionie przypadła w udziale współpraca z Uldisem Leitertsem, mieszkającym w Dolinie Krzemowej twórcą Inforgram.com, a także z Anną Łabno z departamentu zdrowia w Boston Consulting Group Chicago. Ten pierwszy jest dziś udziałowcem startupu. Hashiona wciąż jednak poszukuje kapitału zewnętrznego – w Polsce, Londynie i w Stanach Zjednoczonych.
Ilustruje to globalne ambicje Hashiony, która nie chce zamykać się w polskich realiach.
Aplikacja trafi na Androida, ze względu na większy udział procentowy w rynku.
Ewa Galant łączy doświadczenie z consultingu i świata startupów.
Przed założeniem Hashiony przez dwa lata związana była z WeWorkiem, gdzie odpowiadała za międzynarodową ekspansję. To ona wprowadziła firmę do Polski, a później do Australii Zachodniej, gdzie budowała struktury od zera.
Z WeWork odeszła w styczniu 2020, po tym jak spółka wycofała się z IPO. - Międzynarodowa ekspansja, która była specjalizacją mojego zespołu, straciła wtedy na znaczeniu i miałam do wyboru albo zająć inne stanowisko, nie do końca związane z moimi zainteresowaniami i ambicjami, albo odejść z firmy.
Wybrała drugą opcję – pójście na swoje.
Dziś już 600 osób zapisało się w kolejce na testy Hashiony.
Głównym celem aplikacji ma być pomoc pacjentom w remisji choroby, co może być czasochłonnym procesem, trwającym nawet kilka lat. Kiedy uda się to osiągnąć stabilny hormonalnie pacjent może prowadzić normalne życie, zapominając o tym, że choruje. Pojawia się u lekarza raz na kilka miesięcy, aby skontrolować krew i dawkę leku. Musi jednak przyzwyczaić się do zdrowego trybu życia, co wcześniej przechodziła sama Ewa:
- Zrezygnowałam ze słodyczy, produktów pszennych, rzuciłam palenie, ograniczyłam spożywanie alkoholu, zmieniłam sport, który uprawiałam i przestałam pracować po nocach. Te zmiany wcale nie są łatwe do wprowadzenia, szczególnie jeśli próbuje się zrobić to wszystko na raz.
Dla zdrowia - chyba warto.