Trybunał Sprawiedliwości UE wydał długo wyczekiwany wyrok w sprawie WIBOR. Uznał, że sama obecność tego wskaźnika w umowie kredytu nie oznacza automatycznie nierównowagi na niekorzyść konsumenta, a bank nie musi tłumaczyć klientowi szczegółowej metodologii jego wyliczania. Jednocześnie potwierdził, że sądy krajowe mogą badać, czy klauzule o zmiennym oprocentowaniu są przejrzyste i uczciwe.

Obowiązek informacyjny nie zobowiązuje banku do przekazywania konsumentowi szczegółowych informacji na temat metodologii regulowanego wskaźnika referencyjnego służącego do obliczania zmiennej stopy procentowej – uznał w czwartek TSUE.
I przypomniał, że w odniesieniu do kredytów hipotecznych obowiązki informacyjne są regulowane na kilku poziomach prawa unijnego, ale czym innym jest rola banku, a czym innym rola administratora wskaźnika. To administrator ma obowiązek publikować główne elementy metodologii. Bank może do tych informacji odsyłać, ale nie musi ich szczegółowo wyjaśniać.
Jednocześnie TSUE zastrzegł, że informacje przekazywane przez bank nie mogą zniekształcać obrazu wskaźnika.
Dyrektywa konsumencka ma zastosowanie
Trybunał potwierdził, że dyrektywa o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich może zostać zastosowana w tej sprawie. Fakt, że WIBOR podlega unijnym regulacjom i że prawo krajowe określa ogólne zasady ustalania zmiennego oprocentowania, nie wyłącza kontroli umowy w świetle tej dyrektywy.
Gdy przepisy krajowe określają bowiem jedynie ogólne ramy ustalania takiego oprocentowania, pozostawiając przedsiębiorcy możliwość określenia umownego wskaźnika referencyjnego lub stałej marży, którą się dodaje, klauzula umowna ustalająca oprocentowanie zmienne oparte na wskaźniku referencyjnym, takim jak WIBOR, może być zbadana w świetle tej dyrektywy – wskazał TSUE.
Oznacza to, że sąd krajowy nadal może badać konkretny zapis w umowie pod kątem jej przejrzystości i skutków dla konsumenta. Jednak sama metoda ustalania WIBOR jako wskaźnika nie podlega takiej ocenie.
Więcej w Bizblogu o WIBOR
WIBOR w ramach unijnego nadzoru
Trybunał przypomniał również, że WIBOR funkcjonuje w ramach wyczerpujących regulacji unijnych, a nadzór nad przestrzeganiem tych przepisów sprawują właściwe organy krajowe.
W związku z tym, o ile wskaźnik referencyjny, taki jak WIBOR, można uznać za zgodny z tymi ramami prawnymi, klauzula, która go zawiera, nie powoduje co do zasady sama w sobie znaczącej nierównowagi między stronami na niekorzyść konsumenta – uzasadnił Trybunał.
Co to w praktyce oznacza dla kredytobiorcy?
Najprościej mówiąc: to, że WIBOR jest uregulowany przepisami unijnymi, nie oznacza, że zapis o WIBOR w umowie kredytu jest nietykalny.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej potwierdził, że do takiej umowy nadal stosuje się dyrektywę o ochronie konsumentów przed nieuczciwymi warunkami. Innymi słowy – sąd może sprawdzić, czy bank potraktował klienta uczciwie.
Dlaczego? Bo przepisy krajowe i unijne mówią, jak ma działać zmienne oprocentowanie i jak powinien funkcjonować wskaźnik referencyjny. Nie narzucają jednak konkretnej treści każdej umowy kredytowej. To bank w ramach obowiązujących przepisów decyduje, jaki wskaźnik wpisze do umowy i jaką marżę do niego doda. A skoro ma w tym zakresie swobodę, to sąd może ocenić, czy zrobił to w sposób przejrzysty i zgodny z prawem konsumenckim.
W praktyce sąd może zbadać, czy klient był jasno poinformowany, że oprocentowanie jest zmienne, i wiedział, że rata może istotnie wzrosnąć, oraz czy zapis w umowie był sformułowany w sposób zrozumiały.
Sąd nie może natomiast oceniać samego mechanizmu ustalania WIBOR, tego, jak powstaje wskaźnik i jak jest liczony na rynku międzybankowym. To podlega odrębnym regulacjom i nadzorowi.
W uproszczeniu: sąd może sprawdzić, czy bank uczciwie użył WIBOR w umowie. Nie może podważać samego WIBOR jako wskaźnika.
Dlaczego sprawa trafiła do Luksemburga
Sprawa zaczęła się od umowy kredytu hipotecznego zawartej w 2019 r. Kredyt był złotowy, z oprocentowaniem zmiennym opartym na WIBOR. Pozwanym bankiem jest PKO Bank Polski.
Po gwałtownym wzroście stóp procentowych i skoku rat kredytobiorca w 2023 roku zakwestionował konstrukcję umowy. Spór trafił do Sądu Okręgowego w Częstochowie. I to właśnie ten sąd uznał, że problem wykracza poza jedną sprawę i wymaga wykładni prawa unijnego.
Dlatego zawiesił postępowanie i 3 lipca 2024 roku skierował do TSUE pytania prejudycjalne. To mechanizm, w którym sąd krajowy prosi Trybunał o interpretację prawa UE. Sprawa w Luksemburgu została zarejestrowana pod sygnaturą C-471/24.
11 września 2025 r. Rzecznik Generalny TSUE Laila Medina przedstawiła opinię w tej sprawie. Uznała, że klauzule o zmiennym oprocentowaniu opartym na WIBOR mogą znajdować się w zakresie dyrektywy o ochronie konsumentów, a sądy krajowe mogą badać takie klauzule pod kątem ich przejrzystości i uczciwości. Natomiast sama metoda ustalania wskaźnika referencyjnego nie powinna podlegać ocenie w ramach kontroli abuzywności, bo wykraczałoby to poza zakres tej dyrektywy. A zatem wyrok TSUE w dużej mierze odpowiada w wymowie opinii Rzeczniczki Generalnej.
Ważne zastrzeżenie. Trybunał nie rozstrzyga, czy kredytobiorca wygra z bankiem. Odpowiada na pytania, jak należy interpretować przepisy unijne, w tym wypadku przede wszystkim dyrektywę 93/13 o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich.
Sedno sprawy nie dotyczy też poziomu rat ani samego wzrostu stóp procentowych. Chodzi o to, czy bank w sposób wystarczająco jasny wyjaśnił klientowi mechanizm ustalania oprocentowania.
Kredytobiorca, który skierował sprawę do sądu, twierdzi, że przeciętny konsument nie ma realnej możliwości zrozumienia, jak powstaje wskaźnik referencyjny, od czego zależy i jak może wpłynąć na wysokość raty. W jego ocenie obowiązek informacyjny banku powinien obejmować nie tylko ogólne wskazanie, że oprocentowanie jest zmienne, ale także realne przedstawienie ryzyka.
Bank odpowiedział, że WIBOR nie jest ustalany dowolnie przez kredytodawcę, lecz jest wskaźnikiem regulowanym na poziomie unijnym i objętym nadzorem publicznym. W jego ocenie klauzula odwołująca się do takiego wskaźnika określa główne świadczenie stron, czyli cenę kredytu, a to ogranicza możliwość jej badania pod kątem abuzywności.
Co wyniknie z odpowiedzi TSUE
Odpowiedź Trybunału wróci do Częstochowy, gdzie zapadnie wyrok w tej konkretnej sprawie. Jednak interpretacja prawa unijnego będzie miała znaczenie dla wszystkich podobnych sporów w Polsce.
To dlatego sprawa jednej umowy kredytowej stała się tematem, który dziś śledzi cały sektor bankowy i tysiące kredytobiorców.







































