Górnicy głosują, JSW tonie. Kto odpowiada za upadek koksowego giganta?
Największe grzechy JSW? Polityczne uwikłanie spółki, pensje oderwane od sytuacji rynkowej i bardzo duża liczba związków zawodowych, z którymi ciężko się dogadać. W dzisiejszym referendum pracownicy JSW zdecydują, które z nich przynajmniej na chwilę odpuścić.

Referendum dotyczy wypracowanego w trakcie wielu rozmów porozumienia między szefostwem JSW a związkami zawodowymi. Zakłada m.in. zawieszenie wypłaty 14. pensji za 2026 r. Przesunięcie w czasie wypłaty tegorocznej barbórki i podzielenie na raty kolejnych oraz zawieszenie do końca 2027 r. takich świadczeń jak deputat węglowy, bilety z Karty Górnika, premia za poprawę stanu BHP oraz zmiany w wynagrodzeniu za czas choroby.
Zarząd JSW od miesięcy przekonuje, że bez zdecydowanych cięć kosztów pracowniczych spółka z pewnością nie wyjdzie na prostą finansową. Z kolei związkowcy dziwią się, że koksowy gigant chce tylko ich pensje wziąć na krótszą smycz, pozostawiając uposażenia członków Rady Nadzorczej i zarządu w spokoju.
Jedno referendum, dwa stanowiska
Chociaż związki zawodowe od początku negocjacji z zarządem JSW nie zgadzały się na przerzucania kosztów restrukturyzacji spółki wyłącznie na barki pracowników, to teraz jednak przekonują m.in. w social mediach, że przyjęcie tego porozumienia umożliwi pozyskanie koniecznego dla przetrwania finansowania, stworzy warunki do dalszego istnienia i funkcjonowania spółki, pozwoli uniknąć twardej restrukturyzacji ustawowej (np. sanacji czy upadłości), a także umożliwi realizację rozwiązań takich jak urlopy górnicze czy odprawy jednorazowe.
W przeciwnym razie, ostrzegają związkowcy z JSW, spółka nie będzie miała możliwości utrzymania i pozyskania finansowania, a do tego dojdzie też realne ryzyko obniżki zarobków i redukcja zatrudnienia. Tyle związki zawodowe, ale pojedynczy górnicy nie kryją wściekłości.
Wy powinniście pilnować decyzji strategicznych, patrzeć na ręce, tworzyć mechanizmy do weryfikowania decyzji etc., a nie do organizowania wycieczek i mydlenia oczu. Zarząd i Wy mieszacie nas z błotem i macie za gówno, nie dawno mówiono, że największy skarb spółki to pracownicy, załoga, a teraz narracja się zmienia i to zwykły pracownik jest największym obciążeniem – pisze do związkowców z JSW pan Mateusz.
W postach i komentarzach w social mediach powtarza się jedno: jeszcze parę tygodni temu związki zawodowe propozycje od zarządu JSW wyśmiewały, a teraz je popierają. Wielu górników nie rozumie tej nagłej zmiany decyzji.
Dlaczego w negocjacjach nie uczestniczyła delegacja górnicza? Tzn. ci którzy narażają życie i dzięki nim zarząd może pławić się w luksusach. Nie chodzi mi o „reprezentatywne” związki bo jak wiadomo są bardzo przekupne i dla swojej korzyści są w stanie wiele poświęcić – zastanawia się pan Krzysztof.
JSW od dawna tkwi w politycznych kleszczach
Historia JSW w XXI wieku przypomina najbardziej sinusoidę, czyli raz na górze, raz na dole. Niestety rytm tych zmian najczęściej powodowany nie jest zawirowaniami rynkowymi, a doraźną polityką. Z jednej strony fotele w zarządzie JSW to atrakcyjna fucha, w sam raz żeby się rodzinnie lub politycznie za wcześniejsze dokonania (albo cokolwiek innego) odwdzięczyć. A z drugiej mówimy w końcu o górnikach.
A to liczny elektorat, który nie raz już pokazał, że jak mało która grupa zawodowa potrafi zarażać swoimi emocjami. Tak więc cios w nich, to tak jakby mierzyć we własny wynik wyborczy. Trzeba kalkulować.
Z tej politycznej presji na JSW od dawna zdają sobie sprawę związkowcy i starają się to wykorzystać na swoją korzyść. Tak jak miało to miejsce 31 marca 2021 r., kiedy na mocy porozumienia zagwarantowano pracownikom JSW zatrudnienie do 2031 r., mocno w ten sposób wiążąc ręce kolejnym zarządom koksowej spółki. W tym samym, 2021 r., presja związkowców doprowadziła do odwołania z zarządu spółki jej prezes Barbary Piontek i dwóch wiceprezesów.
Związkowcy chcieli 6-proc. podwyżek i rekompensat za brak podwyżek pensji rok wcześniej. Jak to tłumaczyli? Jak zwykle, czyli inflacją, która w 2019 r. wyniosła 2,3 proc., a w 2020 r. – 3,4 proc. Bardzo podobna sytuacja była w 2015 r., kiedy do dymisji podał się ówczesny prezes JSW Jarosław Zagórowski. Dzięki temu udało się przepchać plan oszczędnościowy i już wtedy uniknąć upadłości.
Ale dziś sytuacja w ogóle nie przypomina tej sprzed 10 lat – twierdził Zagórowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Geneza wzlotów i upadków
Zagórowski zwraca uwagę na jeszcze jedną, bardzo charakterystyczną rzecz w JSW. Chodzi o uległość wobec związkowców. Gdy ci postraszyli najazdem na Warszawę, natychmiast dostawali to, co chcieli. Pamiętajmy przy tej okazji, że liczba związkowców w stosunku do liczby zatrudnionych w JSW od dawna przekracza 100 proc.
System płacowy JSW i siatka wielu specjalnych porozumień ze związkowcami podpisanych na przestrzeni ostatnich lat jest archaiczny, obciążony polityką, nie ma niczego wspólnego z efektywnością, jaka jest podstawą w tego typu spółkach zagranicznych – nie ma żadnych wątpliwości były prezes JSW.
Tych galopujących kosztów pracowniczych i uległości wobec związkowców nie da się pominąć, chcąc rozmawiać o dzisiejszych kłopotach w JSW. Zwraca na to uwagę też Jakub Szkopek, analityk sektora wydobywczego z Erste Securities Polska.
Już w 2024 r. widać było, że wyniki finansowe JSW nie będą dobre. Mimo to górnikom wypłacano nagrody specjalne. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że od 2022 r. w JSW średnie płace wzrosły o jakieś 50 proc. Dlatego nie ma innego wyjścia dla tej spółki, jak tylko redukcja zatrudnienia i dostosowanie płac pozostałych pracowników do możliwości produkcyjno-sprzedażowej spółki – przekonuje w rozmowie z Bizblog.
O tym, że struktura płac w JSW nijak miała się do rynkowej rzeczywistości, wskazuje również Michał Sztabler, analityk z Noble Securities.
JSW najpierw przeżywała „tłuste lata”. Węgiel koksowy bił rekordy cenowe, a fundusz płac w tym czasie wzrósł aż o 50 proc. Potem jednak, jak to często bywa, sytuacja na rynku uległa zmianie, ceny pospadały wyraźnie, w czym też nie pomagał coraz słabszy dolar. Wynagrodzenia pracowników zostały jednak bez zmian – podkreśla analityk w rozmowie z Bizblog.
Projekt porozumienia zwycięstwem związkowców?
Najczęściej dyskusja o obecnej kondycji JSW musi zahaczyć o tzw. składkę solidarnościową w wysokości 1,6 mld zł, która koksowa spółka zapłaciła w latach 2023-2024. Brak jej zwrotu miał być początkiem kłopotów JSW. Ale to nie do końca prawda. Problemy zaczęły się od zmian na rynku. Jakub Szkopek przypomina, że jeszcze nie tak dawno, bo w 2022 r. tona węgla koksowego potrafiła kosztować nawet 600 dol.
Obecnie to mniej niż 250 dol. za 1000 kg takiego węgla, choć w 2025 r. byliśmy blisko stawki na poziomie 160 dol za tonę. Co istotne: ta zmiana koniunktury ma miejsce równolegle wraz z umacnianiem się złotówki do dolara – podkreśla Jakub Szkopek.
Analitycy zwracają też uwagę, że na razie raczej o żadnym kroku w tył ze strony związków zawodowych tak naprawdę nie można mówić. Michał Sztabler podkreśla, że w przedstawionym porozumieniu nikt nic nikomu nie odbiera. Mamy bardziej do czynienia z przesunięciem kosztów, a nie ich cięciem.
Więcej o JSW przeczytasz w Bizblog:
Dlatego uważam, że przedstawiony projekt porozumienia w JSW to wielkie zwycięstwo związków zawodowych. Pamiętajmy też o kłopotach strukturalnych tej spółki, w której pensje rosną szybciej niż maleje zatrudnienie – przekonuje Michał Sztabler.
Sytuację może poprawić ustawa górnicza, która gwarantuje (pracownikom JSW też) osłony w postaci urlopów górniczych (80 proc. wynagrodzenia przez maksymalnie 5 lat) oraz jednorazowych odpraw w wysokości 170 tys. zł, od których nie trzeba płacić podatku. Tyle że o ile dla części ekspertów takie pieniądze dla Polskiej Grupy Górniczej czy Południowego Koncernu Węglowego są zrozumiałe, o tyle już dla JSW nie do końca.
Mamy do czynienia w tym przypadku z małym dylematem. Znowu mówimy o pieniądzach podatników. Nasze państwo ma zewnętrzne zobowiązania dotyczące redukcji wydobycia węgla energetycznego. I za to spółkom węglowym płaci. JSW jest jednak w innej sytuacji. Węgiel koksowy jest surowcem strategicznym UE i nikt nie mówi o redukcji jego produkcji – uważa Michał Sztabler.
Fot. Kamil Zajaczkowski / Shutterstock







































