REKLAMA

„To wielka kompromitacja”. Lider PAS uderza w rząd i prezydenta

Andrzej Guła zrezygnował z członkowska w Radzie do spraw Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP. Współtwórcę i lidera Polskiego Alarmu Smogowego dopytujemy o powody decyzji i o jego ocenę obecnej kondycji programu Czyste Powietrze – jedynego, ogólnopolskiego instrumentu do walki ze smogiem.

czyste-powietrze-pas-z-apelem-do-premiera
REKLAMA

Prezydent Karol Nawrocki powołał Radę ds. Energii i Zasobów Naturalnych 19 grudnia 2025 r., przy okazji konsultacji prezydenckiego projektu ustawy „Tani Prąd – 33 proc.” Regulacje miały obniżyć rachunki za prąd, dzięki czterem filarom:

  • likwidacji dodatkowych opłat, poprzez przeniesienie finansowania systemów wsparcia OZE,
  • rynku mocy i kogeneracji z rachunków odbiorców do środków z systemu handlu uprawnieniami ETS
  • wygaszeniu starych systemów wsparcia (reforma systemu zielonych, niebieskich i białych certyfikatów), obniżeniu opłat dystrybucyjnych i ograniczeniu nadmiernych zysków operatorów sieci poprzez obniżenie regulowanej stopy zwrotu
  • stałej obniżce podatku VAT i trwałemu utrzymaniu obniżonej stawki VAT na poziomie 5 proc. zamiast powrotu do 23 proc.
REKLAMA
rachunki-za-prad-andrzej-gula
Fot. PAS

Dzisiaj już nikt o tym tańszym prądzie od prezydenta nie mówi, a Rada ds. Energii i Zasobów Naturalnych nie składa się już z 21 członków. Nie zasiada w niej Andrzej Guła, współtwórca i lider Polskiego Alarmu Smogowego, który na ręce prezydenta Karola Nawrockiego złożył stosowną rezygnację.

Jestem zawiedziony propozycją referendum, które będzie składało się z jednego pytania z jasno zarysowaną tezą. Dostrzegam potrzebę reformy polityki klimatycznej, widząc jednocześnie korzyści wynikające z wielu jej elementów. To dzięki tej polityce 1,6 mln gospodarstw domowych cieszy się dziś tańszą energią z paneli fotowoltaicznych, dzięki niej mogliśmy w ostatnich latach finansować poprawę efektywności energetycznej budynków a tym samym pomóc milionom polskich gospodarstw domowych w obniżeniu rachunków za ogrzewanie i wreszcie to dzięki środkom finansowym przeznaczonym na tę politykę oddychamy dziś czystszym powietrzem niż kilka lat temu - czytamy w liście Andrzeja Guły do Marcina Izdebskiego, przewodniczącego Rady ds. Energii i Zasobów Naturalnych.

REKLAMA

Zmiany klimatu i rachunki za prąd jako broń polityczna

Czy Pana zdaniem zmiany klimatu stają się dziś nie tylko tematem politycznym, ale wręcz polityczną bronią?

REKLAMA

Andrzej Guła: To jest ewidentne. Kwestia zmian klimatu i polityki klimatycznej stała się polityczną pałką. Między innymi dlatego postanowiłem wystąpić z tej Rady, bo takiego podejścia najzwyczajniej w świecie nie akceptuję. Ono nic dobrego dla Polski nie przyniesie. Zamiast iść do przodu, znowu będziemy tracić czas na awantury i skrajnie polaryzacyjne dyskusje. Widzę w tym pewną strategię. Wytyczono kurs na bardzo ostre anty-OZE i antyklimatyczne narracje, a kwestie merytoryczne praktycznie przestały istnieć. Widzimy przecież sytuacje, w których padają deklaracje o demontażu paneli fotowoltaicznych. Reakcję społeczną wszyscy znamy. Tymczasem w miejsce konkretnej propozycji, którą prezydent wcześniej sensownie zaproponował, czyli ustawy dotyczącej obniżenia cen energii elektrycznej, wrzucono do debaty polityczny konflikt.

Chodzi o tę ustawę, która miała dać tańszy prąd dzięki wpływom z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 ETS?

Andrzej Guła: Tak. Założenie było całkiem sensowne – skoro nie zlikwidujemy systemu ETS, to wykorzystajmy środki z niego na transformację energetyczną i obniżenie rachunków za prąd. Chodziło o to, żeby pieniądze nie rozpływały się w budżecie, tylko wracały do obywateli i przedsiębiorców. Tę propozycję jednak wyrzucono do kosza. W praktyce oznacza to, że nie będzie obniżki rachunków za energię elektryczną o jedną trzecią dla gospodarstw domowych i o jedną piątą dla przedsiębiorców, bo tych dwóch rozwiązań, czyli projektu ustawy i proponowanego przez prezydenta wyjścia z polityki klimatyczne, nie da się pogodzić. Nie można jednocześnie finansować obniżki cen energii z ETS i mówić o wychodzeniu z tego mechanizmu i całej polityki klimatycznej. Moim zdaniem to bardzo nieodpowiedzialne i szkodliwe dla polskiej gospodarki. Znów będziemy tracić czas.

REKLAMA

W tej debacie coraz częściej pojawia się też zwykły populizm klimatyczny…

Andrzej Guła: I to jest bardzo niebezpieczne. Mówimy przecież o galopujących zmianach klimatu, których konsekwencje będziemy odczuwać nie tylko my, ale przede wszystkim nasze dzieci i wnuki. Z drugiej strony często słyszymy argumenty: „Niech najpierw działają Chiny albo Stany Zjednoczone, a nie Polska”. Tylko, że my w ogóle nie wykazujemy się racjonalizmem. Pytanie powinno brzmieć: co Polska realnie może ugrać i jak zrobić to z korzyścią dla własnej gospodarki. Polityka klimatyczna oczywiście wymaga korekt i w wielu miejscach jest niedoskonała. Rozmawiałem o tym wielokrotnie z przedstawicielami Rady. Natomiast jeśli dziś wejdziemy na barykady totalnej polaryzacji, to nie osiągniemy absolutnie niczego. Prezydent, porzucając projekt ustawy dotyczącej rachunków za prąd i cen energii, dał obywatelom gwarancję, że tej propozycji po prostu nie będzie. Zamiast tego będziemy tkwić w niekończących się sporach, w których merytoryka przestaje mieć znaczenie.

REKLAMA

Niebezpieczna, antyeuropejska polaryzacja

Do tego dochodzi mylenie pojęć, jak chociażby pogody z klimatem. Nie wiem, czy celowo, czy przypadkiem, ale to staje się dosyć powszechne…

REKLAMA

Andrzej Guła: To jest właśnie problem szerzenia niewiedzy. Mam też wrażenie, że część środowisk zarzucających innym „ideologię klimatyczną” sama popada w skrajność. Stają się równie radykalni, jak najbardziej radykalni aktywiści po drugiej stronie. Efekt jest taki, że tracą kontakt z rzeczywistością. A przecież istnieje przestrzeń do racjonalnej rozmowy o tym, co Polska może realnie osiągnąć i jakie korzyści może zyskać gospodarka. Tyle że dziś to przestaje być istotne.

Jak Pan ocenia pomysł referendum dotyczącego polityki klimatycznej?

REKLAMA

Andrzej Guła: Pytanie postawiono w sposób absolutnie skandaliczny. Nie wiem, kto doradzał prezydentowi w tej sprawie. Ale pytanie z jednoznacznie zarysowaną tezą to sięganie po najgorsze praktyki referendalne. To wygląda raczej na próbę przykrycia innych tematów i dalszego podgrzewania konfliktu. Prezydent pokazał w ten sposób, że stawia na polaryzację. To naprawdę niepokojące. Ja przystąpiłem do tej Rady między innymi dlatego, że pojawił się konkretny projekt obniżenia cen energii elektrycznej. Polacy potrzebują tańszego prądu w procesie transformacji energetycznej. Polskie firmy również potrzebują tańszej energii. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Tymczasem zamiast konkretnego rozwiązania słyszymy dziś: „wyjdźmy z całej polityki klimatycznej”. To jest również bardzo mocno antyeuropejskie, a takie postawy są po prostu szkodliwe. Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, ile może kosztować populizm oparty na emocjach i antyeuropejskich hasłach.

Program Czyste Powietrze, czyli wielka kompromitacja

Na koniec proszę Pana o ocenę dzisiejszej walki ze smogiem i kondycji programu Czyste Powietrze. Jak z tym jest, Pana zdaniem?

Andrzej Guła: Dramatycznie. Problem zaczął się już w styczniu 2023 r., kiedy wprowadzono reformy programu Czyste Powietrze, ale obecny rząd rządzi już ponad dwa lata. Trzeba powiedzieć to jasno: ten rząd położył jeden z najważniejszych programów modernizacyjnych w Polsce. Program, który realnie poprawiał jakość powietrza i pomagał ludziom obniżać rachunki za ogrzewanie. To efekt fatalnego i nieudolnego zarządzania. Tutaj ocena jest jednoznaczna.

Więcej o rachunkach za prąd przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

REKLAMA

Systematycznie sprawdzam statystykę programu Czyste Powietrze. Od początku roku cały czas nie udało się pokonać granicy 1000 wniosków składanych w jeden tydzień. Jak Pan myśli o przyszłości tego programu też jest Pan pesymistą?

Andrzej Guła: Myślę, że premier musiałby najpierw dostrzec wagę tego problemu. Poprawa efektywności energetycznej polskich domów to nie jest wyłącznie kwestia programu Czyste Powietrze. To kwestia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Polskie budynki marnują ogromne ilości energii – węgla, gazu i innych paliw. Jeśli w perspektywie 6–12 lat ograniczylibyśmy zapotrzebowanie budynków na energię nawet dwu- lub trzykrotnie, bardzo mocno zwiększylibyśmy odporność Polski na kryzysy energetyczne. Tylko, że premier Donald Tusk najwyraźniej tego nie dostrzega. Zarządzanie pozostawiono instytucjom, które sobie z tym nie poradziły. Efekt jest taki, jaki widzimy dziś. To po prostu wielka kompromitacja.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-13T04:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T20:24:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T19:51:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T16:35:11+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T16:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T14:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T12:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T10:34:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T08:48:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-12T05:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T22:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T17:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-11T14:51:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA