Wojna o leżaki to część swoistego letniego bingo. Teraz weszła na zupełnie nowy poziom - sądowy. I to z wyrokiem, który może napędzić stracha niejednemu biuru podróży.

Bohater sprawy to Niemiec, który w 2024 roku wybrał się z rodziną na grecki Kos. Wakacje kosztowały go 7186 euro, a mimo to - jak twierdzi - każdego dnia spędzał około 20 minut na poszukiwaniu wolnych leżaków przy basenie. I to pomimo tego, że wstawał bladym świtem, żeby zdążyć przed innymi, ale leżaki były już „zajęte” ręcznikami.
W ośrodku obowiązywał zakaz rezerwowania leżaków ręcznikami
Jednak jedynie na papierze. W praktyce nikt go nie egzekwował, a turysta przekonywał przed sądem, że organizator wycieczki był tego świadomy i po prostu to ignorował.
Sąd rejonowy w Hanowerze przyznał mu rację. Sędziowie orzekli, że biuro podróży, choć nie było właścicielem hotelu, miało obowiązek zapanowania nad organizacją wypoczynku przy basenie. Konkretnie: żeby stosunek liczby leżaków do liczby gości był „rozsądny” i żeby zasady ich użytkowania były faktycznie przestrzegane.
Organizator wypłacił wcześniej 350 euro zadośćuczynienia. Sąd uznał, że to za mało, i zasądził zwrot prawie 900 euro.
Wakacje zostały oficjalnie uznane za „wadliwe”
Sama praktyka zajmowania leżaków ręcznikami jest oczywiście stara jak wakacje all-inclusive. Ale ostatnie dwa lata wyniosły ją do rangi internetowego fenomenu.
Latem 2025 roku media społecznościowe zalały nagrania z Teneryfy, na których turyści dosłownie spali na leżakach przez całą noc, żeby tylko mieć pewne miejsce przy basenie na kolejny dzień. Inne filmy pokazywały ludzi biegnących wokół basenu w hotelach zaraz po otwarciu bramy, ściskając ręczniki jak sztafety.
Psycholog podróży Barbara Horvatits-Ebner tłumaczyła to zjawisko strachem przed wykluczeniem i terytorialnymi instynktami.
Chodzi często o lęk przed tym, że coś nas ominie albo że nie będziemy należeć do grupy. Widoczny ręcznik to forma niewerbalnej komunikacji, która pozwala uniknąć bezpośredniej konfrontacji - mówiła ekspertka.
Mechanizm sam się napędza: im więcej leżaków jest już zajętych ręcznikami, tym silniejsza presja na kolejnych gości, żeby zrobili to samo.
W Hiszpanii niektóre regiony zaczęły grozić mandatami w wysokości 250 euro za długotrwałe blokowanie leżaka. Część biur podróży była zmuszona do przepisania regulaminów dotyczących korzystania z infrastruktury basenowej.
Sprawa z Hanoweru to sygnał alarmowy dla branży turystycznej
Dotychczas „wojny o leżaki” były traktowane jako humorystyczny element wakacji, teraz może oznaczać przegraną w sądzie. Organizatorzy wycieczek będą musieli brać na siebie odpowiedzialność za to, czy produkt jest zgodny z tym, co obiecali.



















