Podobno samorządowcy w województwie śląskim coraz lepiej radzą sobie ze smogiem. Nawet konferencje prasowe na ten temat organizują. Wyszedłem więc na balkon, żeby zaczerpnąć tego czystego powietrza w płuca. I najpierw moim oczom ukazała się smuga gęstego dymu z sąsiedniego komina, a potem uderza mnie taki smród, że czym prędzej zamknąłem okna na cztery spusty.

„Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM) konsekwentnie realizuje działania na rzecz poprawy jakości powietrza i ograniczania niskiej emisji w regionie”. Tak zaczyna się informacja prasowa w sprawie pierwszych efektów programu STOP SMOG w GZM.
Jako Metropolia konsekwentnie wspieramy nasze gminy w działaniach, które bezpośrednio przekładają się na zdrowie i codzienny komfort mieszkańców. Dzięki współpracy z samorządami skutecznie ograniczamy niską emisję i inwestujemy w bezpieczniejszą, zdrowszą przyszłość mieszkańców - przekonuje Igor Śmietański, wiceprzewodniczący Zarządu GZM.
I wszystko byłoby w eleganckim porządku, gdybym sam nie był mieszkańcem GZM i w majówkę, kiedy słupki rtęci pokazywały przez parę dni powyżej 20 kresek na plusie, nie wyszedł na balkon. Smog mnie znokautował. Nagranie poniżej.
Smog, czyli jak tę walkę jednak przegrywamy
Mieszkam w Siemianowicach Śląskich, w dzielnicy Michałkowice. Tutaj czteropiętrowe bloki mieszają się z nowszymi budynkami i niską zabudową. I bywa tak, że z kominów tych ostatnich leci gęsty i do tego cuchnący dym. Pech chciał, że dokładnie tak się stało w majówkę, zaraz po tym, jak GZM chwaliła się, że sukcesami w walce ze smogiem.
Tymczasem my - i pewnie inni sąsiedzi też - musieliśmy na kilkanaście minut pozamykać wszystkie okna, bo odór był nie do zniesienia. Domyślam się też, że był bardzo niezdrowy dla mnie i mojej rodziny. Żeby było jasne: to żaden incydent, ta sytuacja się co jakiś czas powtarza. Idę o zakład, że mieszkańcy tego domu po prostu nie segregują odpadów i w ten sposób się ich pozbywają, trując przy okazji okolicę. Przecież nie grzeją jak jest 25 stopni na dworze, prawda?
O sprawie wcześniej informowałem zarówno miasto, jak i siemianowicką Straż Miejską. To jednak jednostka wyjątkowo nieudolna. Jak ich wezwałem do samochodu, który zastawił mój garaż, to usłyszałem, że nie mogą nic zrobić, bo to prywatna posesja. I ich interwencja zakończyła się na nawoływaniu kierowcy, który w końcu wrócił i odjechał. Zero konsekwencji. Walka naszej Straży Miejskiej ze smogiem wygląda tak samo.
Niby jest jakiś dron, niby jakiś patrol jeździ po mieście. Ale na moim osiedlu nigdy czegoś takiego nie widziałem. Z pewnością nasz truciciel też nie dostał żadnego upomnienia ani mandatu, który by mu kazał pomyśleć następny razem dwa razy. Dlatego w poczuciu bezkarności truje dalej. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że w najbliższym czasie nic się nie zmieni. A sami samorządowcy rzecz jasna dalej będą się chwalić, jak skutecznie walczą ze smogiem. Warto przypomnieć, że kiedyś strażnicy miejscy sami chcieli uprawnień do karania mandatami za smog. Dostali je. I?
Bo ryba psuje się od głowy
Można chwalić się programami typu SMOG STOP i termomodernizacjami kilku budynków. Brawo. Ale to kropla w morzu potrzeb. Bez prewencji i odpowiednio wysokich mandatów ta walka skazana jest na porażkę. Truciciel dopiero jak dostanie porządnie po kieszeni, zmieni swoje zachowanie. Inaczej nie ma na to żadnych szans. Tylko trzeba naprawdę chcieć ze smogiem zrobić porządek, a nie wykorzystywać go do ocieplania sobie wizerunku. Proste.
Program STOP SMOG to realna pomoc dla osób najbardziej narażonych na ubóstwo energetyczne, ale także ważny element naszej szerokiej strategii poprawy jakości powietrza w całym regionie - przekonuje Igor Śmietański.
A ja wiem, że to bujda na resorach i samorządowe ględzenie. Bo w linii prostej mieszkam jakieś 5 km od centrum Katowic i od lat duszę się w tym smrodzie. Od tych samych lat samorządowcy zaś przekonują mnie, że ich walka ze smogiem przynosi coraz lepsze efekty. To kpina ze zdrowia mojej rodziny.
Więcej o smogu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Ale przykład idzie z góry. Ogólnopolski program Czyste Powietrze - jedyna taka inicjatywa na cały kraj - od miesięcy szura po dnie. W najlepszych czasach (ten program jest z nami od września 2018 r.) było 5–6 tys. składanych wniosków tygodniowo. W tym roku jeszcze ani razu nie udało się przekroczyć raptem 1000 wniosków. Ale Ministerstwo Klimatu i Środowiska - dokładnie tak jak samorządowcy z GZM - przekonują, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Niestety, walka ze smogiem w naszym kraju stała się wydmuszką. Jeden prezydent miasta, czy przedstawiciel Metropolii zawsze będzie mógł rzucić przygotowaną przez urzędników statystyką i załatwione. Ale to tylko pozory. Faktycznie jakość powietrza niezbyt się poprawia, a kopcący smrodliwym dymem mają to w nosie i dalej robią swoje. Bo co im zrobicie?
Smutne.



















