Sieć Dino reaguje na kryzys na rynku jaj kurzych wywołany ptasią grypą - wraca do sprzedaży jaj z chowu klatkowego. Nie ma tygodnia, żeby nie dochodziły nowe ogniska choroby. Tymczasem kolejne uderzenie w rynek, tym razem o charakterze eksportowym, może nadejść z Ukrainy.

Już w zeszłym roku Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) przestrzegała przed kryzysem na rynku jaj kurzych, spowodowanym ogniskami ptasiej grypy w Polsce i w Europie. Do maja tego roku w naszym kraju potwierdzono 125 ognisk choroby, co skutkowało utylizacją przeszło 9,13 mln sztuk ptaków. Tylko od 5 maja stwierdzono 16 nowych ognisk ptasiej grypy w województwach: mazowieckim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim oraz lubelskim.
W gospodarstwach utrzymujących drób rzeźny (indyki, gęsi, kaczki i kury), drób hodowlany (kaczki oraz kury) oraz kury nioski - czytamy w komunikacie Głównego Inspektora Weterynarii.
Na tę sytuację postanowiła zareagować sieć marketów Dino, co spotkało się z pozytywnym odbiorem branży.
Dino wraca do sprzedaży jaj od kur z chowu klatkowego
Przez atak ptasiej grypy w sklepach jest mniej jaj i są też droższe. Na kryzys postanowiła zareagować sieć handlowa Dino. W stanowisko spółki czytamy, że Dino Polska obserwuje trudną sytuacją na krajowym rynku jaj kurzych, która charakteryzuje się kolejnymi ogniskami ptasiej grypy i zakłóceniami w łańcuchach dostaw.
W związku z powyższym, w celu zapewnienia pełnej dostępności jaj w cenach przystępnych dla konsumentów, sieć podjęła decyzję o czasowym wprowadzaniu do oferty w 2026 r. jaj pochodzących od kur z chowu klatkowego - informuje dalej Dino.
Więcej o Dino przeczytasz w Bizblog Spider’s Web
Taką decyzję chwili Paweł Podstawka, prezes Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, który tłumaczy, że obecnie ponad 60 proc. krajowej produkcji jaj opiera się na chowie klatkowym, dlatego całkowite wycofywanie tego segmentu z rynku handlowego prowadzi do ograniczenia dostępności produktu dla konsumentów oraz podwyżki cen.
Decyzję sieci Dino oceniamy jako racjonalną odpowiedź na aktualną sytuację rynkową, związaną m.in. z zakłóceniami podaży i skutkami ptasiej grypy. To rozwiązanie korzystne zarówno dla producentów, jak i klientów, którzy powinni mieć możliwość swobodnego wyboru rodzaju jaj zgodnie ze swoimi preferencjami i możliwościami finansowymi - przekonuje.
Polski rynek jaj pod ukraińską presją?
Powrót Dino do jaj od kur z chowu klatkowego może mieć też znaczenie w kontekście informacji KIPDiP o nowej inwestycji jednego z największych przedsiębiorstw rolniczych na Ukrainie – firmy Oliyar. Chodzi o kompleks drobiarski zajmujący się chowem towarowych kur niosek, o potencjale produkcyjnym na poziomie ok. 1,7 mln jaj dziennie. Budowa realizowana jest w obwodzie lwowskim, w niedalekiej odległości od granicy z Polską.
Z punktu widzenia konkurencyjności nowego gracza ukraińskiego rynku jaj, istotny jest fakt, że nowa linia biznesowa Grupy Oliyar ukierunkowana została na produkcję jaj ściółkowych w wielopoziomowym systemie wolierowym zgodnie z unijnymi standardami dobrostanu zwierząt, co w opinii inwestora, usprawni ekspansję eksportową - czytamy w komunikacie KIPDiP.



















